Dodany: 2018-05-16 13:33:11 | Ostatnio wołany: 2018-05-16 13:37:50



#mirekwposzukiwaniutajemnicpogodzinach #mirekwposzukiwaniutajemnic

Chyba moją ulubioną taką tajemniczą (choć już rozwiązaną) akcją jest lądowanie UFO w Emilcinie.
Zresztą niedawno była kolejna rocznica (10 maja) tego sfingowanego lądowania ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)
Jeśli ktoś nie słyszał to tak skrótowo opisując:
Niejaki Jan Wolski kiedy wracał do domu przez las napotkał dziwne istoty (ufoczki) oraz ich pojazd. Został zabrany na pokład, przebadany i potem puszczony wolno. Samą sprawą zainteresował się Zbigniew Blania-Bolnar ( #bekazpodwojnychnazwisk ), znany socjolog i ufolog z Łodzi. Sam pojazd miał widzieć jeszcze chłopiec - Adam Popiołek.

Na 99% do tego o czym mówił Jan Wolski nie doszło. Wykazano (przez B. Rudłtowskiego), że dochodzenie Blani było tendencyjne, że zataił informacje, które miały prowadzić do udowodnienia mistyfikacji, że manipulował świadkami podczas rozmów z nimi itp.

Jeśli ktoś chce poczytać o tym dokładniej to zostawiam odnośnik do strony na Wklejpedii

Niektórzy pewnie są już oburzeni, że taki wysryw taguję mirkiem w poszukiwaniu tajemnic ( ͡° ͜ʖ ͡°) ale to dlatego, że nie jest moim celem tym razem rozgadać się o czymś. Bardziej chciałbym byście wy się podzielili waszymi ulubionymi historiami z zakresu paranormalne, tajemnicze.

Czekam na komentarze, Mirusie ( ͡º ͜ʖ͡º)

PS. Fundacja Nautilius w 2005 ufundowała pomnik na upamiętnienie tego UFO xD (zostawię zdjęcie pomnika)
PSS. Pod #mirekwposzukiwaniutajemnicpogodzinach będę rzucał takimi luźniejszymi wpisami, prowokował do dyskusji, beczkował, albo opisywał takie cuda, którym akapit tekstu wystarczy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

#ciekawostki #ciekaweciekawe #ufo #ufoporno #kosmici #kurvinox

Przejdź do wpisu

Dodany: 2018-05-15 12:46:00 | Ostatnio wołany: 2018-05-15 12:47:50



Miałem to dodać jakoś o 8 rano, ale prawdę mówiąc wolałem dłużej pospać ( ͡° ͜ʖ ͡°)

#mierekwposzukiwaniutajemnic #gruparatowaniapoziomu

Who put Bella in the Wych Elm? is a graffito which first appeared in 1944 following the 1943 discovery of the skeletonized remains of a woman by four children inside a wych elm in Hagley Wood, Hagley (located in the estate of Hagley Hall), in Worcestershire, England. The victim, whose murder is approximated to have occurred in 1941, remains unidentified, and the current location of her skeleton and autopsy report is unknown. (via Wklejpedia PS. Tym razem nie chciało mi się przetłumaczyć, zresztą to tak prymitywny angielski, że nawet ja rozumiem, więc…)

Był 18 kwietnia 1943 roku. Czwórka chłopców (Robert Hart, Thomas Willetts, Bob Farmer i Fred Payne) wybrała się do lasu Hagley Wood, żeby się pobawić, powspinać po drzewach, czy pomęczyć miejscowe zwierzęta. Jakoś między szukaniem ptasich gniazd, a penetrowaniem koron kolejny drzew mały Bob Farmer wśród gałęzi wiązu (ang. Wych Elm) znalazł czaszkę. Pierwotnie chłopcy myśleli, że to czaszka jakiegoś zwierzęcia, jednak ludzkie włosy i zęby rozwiały ich wątpliwości. Początkowo chłopcy mieli nikomu nie mówić o znalezisku, ponieważ las po którym buszowali był własnością prywatną. Jednak Thomas Willetts czuł się z tym mocno nieswojo, dlatego w końcu powiedział rodzicom o znalezisku.
Zaraz sprawa trafiła na komendę. Policja we wspomnianym wiązie znalazła niemal kompletny szkielet, but, złotą obrączkę ślubną i strzępki odzieży. Szczególnie cennym znaleziskiem była wspomniana czaszka (zdjęcie będzie w komentarzu), przez wzgląd na włosy i dosyć wyraźny wzór dentystyczny (brakowało kilku zębów). Dalsze przeszukiwanie terenu wokół drzewa przyniosły kolejne znalezisko – ręka zakopana nieopodal drzewa.

Szczątki trafiły do prof. Jamesa Webstera. Ustalił, że należały do kobiety, która zmarła co najmniej 18 miesięcy temu, określając datę śmierci na październik 1941 roku lub nieco wcześniej. W ustach odkrył kawałek tafty, co zasugerowało, że kobieta zmarła w skutek uduszenia. Z pomiarów drzewa wywnioskował, że kobieta musiała być jeszcze ciepła (wiem jak to brzmi) gdy ją umieszczono w wiązie, ponieważ po rygor mortis kobieta zwyczajnie nie zmieściłaby się między gałęziami. Co jeszcze było wiadomo o tej kobiecie? W chwili śmierci miała ok. 35 lat, byłą raczej niewysoka (152 cm wzrostu), a badania miednicy sugerowały, że urodziła co najmniej jedno dziecko.

Tutaj pozwolę sobie na malutkie wtrącenie odnośnie roku jej śmierci, czyli 1941, ponieważ właśnie w 1941 roku miało miejsce zgłoszenie pewnego mężczyzny, który zeznał, że słyszał krzyk kobiety z lasu. Policja jednak nic wtedy nie znalazła.
Na podstawie rzeczy znalezionych przy szczątkach policja próbowała ustalić tożsamość kobiety. Jak się zapewne domyślacie, bezskutecznie. To były czasy wojny, wielu ludzi ginęło. Poza tym, jak się kazało po porównaniu materiału dowodowego z raportami o zaginionych, znaleziona kobieta nie pasowała do żadnego z nich. Czyli nikt nie zgłosił zaginięcia.

Dochodzimy do punktu kulminacyjnego, czyli graffito na ścianie w Upper Dean Street w Brimingham. „Who put Bella in the Wych Elm?” doprowadziło śledczych do kilku nowych tropów, które miały wyjaśnić kim była Bella. Sam napis pojawił się również na ścianach budynków w miasteczku Stourbride oraz od 1970 roku na Obelisku Hagley’a. Nie znaleziono autora (lub autorów) napisów, sugerowano, że pierwszy mógł być dziełem jakiegoś żartownisia, a potem ten niesmaczny dowcip został podchwycony przez naśladowców. Inni twierdzili, że autorem napisów jest morderca Belli (lub jak głosiły jedne z pierwszych napisów Luebelli), bo sam fakt jak ją nazywał sugerował że znał jej tożsamość (przynajmniej sugerował pomysłodawcom tej teorii).
Z kronikarskiego obowiązku wspomnę, że potem napis pojawiał się w formie przekształconej na „Who put Bella in the Witch Elm?”, co odnosi się do jednej z hipotez mających wyjaśnić przyczynę śmierci kobiety.

Więc kim była nasza Piękna denatka?

Teorii jest całe zatrzęsienie, w większości obalone, a te co pozostały są na ten moment nieweryfikowalne, przez brak materiału dowodowego. Jedna z nich sugeruje, że uduszoną była zaginiona kilka lat wcześniej prostytutka o przezwisku Bella. Natomiast najpewniej to nie była ona, rysopisy obu kobiet niezupełnie się pokrywały.

Inna z teorii związana jest z postacią Jacka Myssopa. Według tego co powiedział swojej byłej żonie – Unie Myssop – on i van Ralt (kimkolwiek był) przyczynili się do śmierci tej kobiety. Z van Raltem była kobieta – holenderka precyzując. Miała on się upić do nieprzytomności, a panowie w ramach psikusa posadzili ją między gałęziami wiązu. Samego Jacka osadzono w szpitalu psychiatrycznym, gdyż w snach powracała do niego kobieta, która umarła wśród gałęzi drzewa. W tymże szpitalu zmarł, nim jeszcze chłopcy odnaleźli ciało kobiety. Mi się to nie dodaje, szczególnie biorąc pod uwagę znalezioną taftę. No i ręka, która była kawałek od drzewa, zakopana.

A właśnie, ręka. Jej właśnie dotyczy kolejna teoria. Bellę zabiły czary. Według tej teorii cyganie (a któż by inny?) zabili Bellę podczas okultystycznego rytuału, sama ręka kojarzyła się z Ręką Chwały. Sama teza była na tyle popularna w prasie, że próbowano ją powiązać z tajemniczym morderstwem Charlesa Waltona (o nim może następnym razem). Stąd też wzięła się późniejsza forma graffito, gdzie "Witch elm" zastąpiło "Wych elm".

Ostatnia teoria, którą omówię pochodzi z odtajnionych dokumentów MI5 o Josefie Jakobie - ostatnim człowieku, który został stracony w Tower of London 15 sierpnia 1941 r. Agent Abwehry , spadł na spadochronie w Cambridgeshire w 1941 r. Złamał kostkę podczas lądowania i wkrótce został aresztowany przez Home Guard. Znaleziono przy nim zdjęcie rzekomo jego kochanki, niemieckiej piosenkarki kabaretowej i aktorki o imieniu Clara Bauerle. Jakobs powiedział, że była szkolona na szpiega, i że gdyby nawiązał kontakt, mogła zostać po nim wysłana do Anglii. Niestety, nie ma dowodów na to, że Clara Bauerle została zrzucona na spadochronach do Anglii. Ponadto Bella miała 5 stóp (152 cm w cywilizowanej skali) wzrostu i kilku świadków twierdziło, że Clara Bauerle była wysoka (około 6 stóp czyli 30 cm więcej). We wrześniu 2016 r. Ustalono, że Clara Bauerle zmarła w Berlinie 16 grudnia 1942 r, zatem nie mogła być Bellą. Aczkolwiek sama teoria niewątpliwie była ciekawa.

Koniec końców, nie wiemy kim była ta kobieta, jak się znalazła wśród gałęzi wiązu, ani kto pierwszy napisał na ścianie budynku to niepokojące pytanie. Sam napis powraca co raz, jak gdyby domagał się rozwiązania sprawy.

#ciekaweciekawe #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #historiajednejfotografii #morderstwo #kryminalistyka

Przejdź do wpisu

Dodany: 2018-05-10 13:30:59 | Ostatnio wołany: 2018-05-10 13:31:34


W tym tygodniu więcej mnie na wydziale nie ma, niż mnie jest, toteż cierpię na nadmiar wolnego czasu i napisałem o kolejnej ciekawej historii z zaginięciem w roli głównej.

#mirekwposzukiwaniutajemnic #gruparatowaniapoziomu

Zaginięcie Tary Calico

Tara Leigh Calico (ur. 28 lutego 1969) to Amerykanka, która zniknęła w pobliżu jej domu w Belen w stanie Nowy Meksyk 20 września 1988 roku. Uważa się, że została porwana. (via Wklejpedia)

Mamy czas i miejsce akcji. Mamy bohaterkę tego dramatu - w dniu zaginięcia dziewiętnastoletnią Tarę Calico. No i mamy przebieg wydarzeń. Tego dnia, jak zawsze, wyszła pojeździć na rowerze. O 9:30 opuściła dom i udała się na swoją trasę, którą najchętniej pokonywała na jednośladzie. Czasami z nią jeździła matka, jednak zaprzestała tego, gdy stwierdziła, że czuje się tam śledzona.

Tego dnia miała po nią podjechać mama i zawieść na tenisa o 12:30. Ale po przejechaniu całej trasy pani Calico nie mogła jej znaleźć. Skontaktowała się z policją. Po dziewczynie zostały tylko kawałki jej Walkmana i kaseta, znalezione przy drodze.
Świadkowie mówili tylko o tym, że widzieli Tarę na rowerze. Nikt nie widział samego aktu porwania. Choć warto wspomnieć, że niektórzy w zeznaniach mówili o jasnym vanie.

I tyle. Śledztwo stanęło w martwym punkcie.

W czerwcu 1989 roku coś ruszyło. Jakaś kobieta pod sklepem na Florydzie widziała mężczyznę, który wsiadł do sporego, białego vana. To samo w sobie jeszcze nic. Ale na miejscu gdzie parkował zostało po nim zdjęcie z Polaroida, na którym jest Tara i jakiś chłopiec. Oboje skrępowani.

Chłopca wstępnie zidentyfikowano jako Michaela Henley’a Jr, który zaginął podczas polowania w kwietniu 1988 roku. Co istotne, oba zaginięcia miały miejsce stosunkowo blisko siebie, co mogło by sugerować tego samego porywacza.
Problemem był fakt, że zdjęcie pojawiło się we Florydzie. To całe 7 stanów od Nowego Meksyku, kawał drogi. Vana, ani jego tajemniczego kierowcy nie odnaleziono. Kolejny martwy punkt.

I nagle, w 1990, odnaleziono ciało małego Michaela, w Nowym Meksyku. Niedaleko miejsca gdzie zaginął. Sekcja wykazała śmierć z wycieńczenia. Nagle wszystkie teorie na temat obu zaginięć szlag trafił. W końcu skoro go znaleziono tam gdzie zaginął, to nie był porwany, prawda? Ale skoro tak to czemu go nie odnaleziono 2 lata wcześniej podczas poszukiwań zakrojonych na szeroką skalę? Czy porywacz z jakiegoś szalonego i tylko jego wiadomego mu powodu, ciało chłopca odwiózł do Nowego Meksyku? Oczywiście, jeżeli naprawdę Michael został porwany. A jeżeli nie został, to kim jest chłopiec na zdjęciu? Dużo pytań, na które nie uzyskano odpowiedzi.

Wracając do zdjęcia, specjaliści zaczęli kwestionować to, czy na zdjęciu na pewno znajduje się Tara Calico, wskazując na niezgodność pewnych detali anatomicznych. Jednak matka zaginionej jest pewna, że to jej córka. Mówiła, że blizna na nodze, którą ma sfotografowana dziewczyna jest taka sama jak u Tary – blizny jej dziecko dorobiło się w wypadku samochodowym.

Tary nigdy nie odnaleziono.

Warto jeszcze wspomnieć o roku 2009. Dwadzieścia lat po zaginięciu Tary ktoś (z adresu w Nowym Meksyku, dokładniej z Albuquerque, które znajdowało się niedaleko Belen, ktoś rozesłał zdjęcia chłopca nieznanego chłopca, łudząco podobnego do Michaela. Na zdjęciach chłopak miał zamazane na czarno usta. Fotografia dotarła pocztą na kilka różnych posterunków policji i kościołów w okolicy.

W październiku 2013 r. Powołano sześcioosobową grupę zadaniową, aby ponownie zbadać zniknięcie Calico. Od 2018 r. Nie przeprowadzono żadnych aresztowań, a sprawa pozostaje otwarta.
I to tyle. Do następnego.

#ciekawe #ciekawostki #ciekaweciekawe #historiajednejfotografii #tajemnice #zaginieni

Jeżeli chcesz być na bieżąco to zasubuj tę oto listę : https://mirkolisty.pvu.pl/list/wlTiwMq7f5YMgKYz

Przejdź do wpisu

Dodany: 2018-05-08 06:59:49 | Ostatnio wołany: 2018-05-08 07:01:59



zakłada foliową czapeczkę

No to jazda z kurwami ( ͡° ͜ʖ ͡°)

#mirekwposzukiwaniutajemnic #gruparatowaniapoziomu

Zaginięcie Fredericka Valenticha – niewytłumaczone jak dotąd wydarzenie, które miało miejsce 21 października 1978, kiedy 20-letni Frederick Valentich zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach podczas przelotu cywilnym samolotem Cessna 182L nad Cieśniną Bassa do miejsca przeznaczenia, którym była wyspa King w Australii. (via Wklejpedia)

Młodego (młodszego ode mnie, co nie ukrywam, mnie dobija) Fredericka miało obserwować UFO (w tym wpisie używam tego skrótu w jego pierwotnym znaczeniu, czyli niezidentyfikowany obiekt latający, ale spokojnie, o obcych też coś będzie) i finalnie porwać. Rzekomo w noc z 21 na 22 października wiele osób obserwowało dziwne światła na niebie (może nie każdy w Australii słyszał o gwiazdach), co miało potwierdzić prawdziwość tego, że Valenticha porwało UFO.
Nigdy nie odnaleziono Fredericka Valenticha, śledztwo poczynione przez Ministerstwo Transportu nie ustaliło przyczyn zaginięcia samolotu oraz pilota.

Przebieg wydarzeń opiszę w telegraficznym skrócie, ponieważ i tak zamierzam w komentarzu wkleić zapis przebiegu rozmowy z wieżą kontroli lotów w Melbourne, który to jest jedynym źródłem wiedzy o tym zajściu.
Fredercik (pilot-amator z 150 wylatanymi godzinami; licencja czwartej klasy, cokolwiek to znaczy) wystartował wynajętą Cessną o 18:19 z lotniska Moorabin w stronę wyspy King. Widoczność była dobra, wiatr umiarkowany. O 19:00 dał znać, że osiągnął przylądek Otway tak jak planował. Wszystko szło tak jak przedstawił wcześniej w planie przelotu.
O 19:06 nagle się połączył i spytał o obecność innego samolotu na wysokości poniżej 1700 m w tym samym obszarze. Oczywiście wieża nic o tym samolocie nie wiedziała. 19:09 Valentich przekazuje wieży informację, ze to nie jest samolot, opisuje pojazd jako długi i dodaje, że nic więcej nie widzi, bo porusza się zbyt szybko. 9:11 silniki samolotu pracują ze sporym trudem, Valentich chce już lądować na wyspie King. 0 19:12 Stwierdza, że pojazd zawisł nad nim i tutaj rozmowa się urywa. Przez 17 sekund słychać nieokreślone dźwięki, coś jakby tarcie metalu o metal, chuj wie.
Same dźwięki analizowano, jednak nie dało się określić ich sensu, o ile jakikolwiek miały.

Jak już zostało wspomniane, po podaniu informacji do mediów o zaginięciu chłopaka wyciekła masa zgłoszeń o zauważeniu Ufo, dziwnych świateł itp. Ufolodzy uważają te doniesienia za istotne, gdyż opinia publiczna dokładny przebieg rozmowy z wieżą poznała dopiero kilka lat później, a pewne szczegóły się pokrywały (Valentich wspominał o zielonym świetle oraz świadkowie widzieli zielone źródła światła).

Według Guido Valenticha, ojca zaginionego, został on porwany przez UFO. Co istotne Guido wspomniał w którymś z wywiadów, że jego syn interesował się informacjami o niezidentyfikowanych obiektach latających jako hobbysta (do czego wrócimy). Warto jeszcze wspomnieć o tym co znaleziono w poszukiwaniach, które rozpoczęły się o 19:33, czyli w momencie gdy Frederick nie dotarł na lotnisko w King tak jak zapowiedział w planie przelotu. Na morzu, mniej więcej w miejscu nad którym Valentich znajdował się w momencie gdy urwał się kontakt z wieżą, była plama paliwa. Aczkolwiek późniejsza analiza składu wykazała, że na pewno nie było to paliwo lotnicze. Samolotu nigdy nie odnaleziono, mimo, że jego konstrukcja ze zbiornikami powietrza powinna ewentualny wrak utrzymywać na powierzchni wody nawet kilkanaście minut. Nie odnaleziono również żadnych innych śladów, jak choćby żadnej z 4 kamizelek, które były na wyposażeniu. Automatyczny nadajnik radiowy, który byłby do namierzenia nawet gdyby samolot był na znacznej głębokości nie został namierzony.

Pogadajmy o prawdopodobnych wyjaśnieniach tej, hm, anomalii. Tak to nazwijmy.
Jednym z pierwszych wyjaśnień jakie zaproponowano było to, że Valentich uległ chwilowej dezorientacji i leciał najzwyczajniej w świecie głową w dół, a samo UFO to było jego odbicie w wodzie. Specjaliści jednak odrzucili takie wyjaśnienie; Cessna 182L jest górnopłatem, który zbiorniki z paliwem ma w skrzydłach, zatem taka konstrukcja ma uniemożliwiać taki manewr.

W 2000 prywatne śledztwo doszło do wniosku, że Frederick się rozbił przez problemy z silnikami, natomiast wraku nie odnaleziono przez wzgląd na silne prądy w cieśninie Bassa, które zniosły samolot daleko, daleko od miejsca rozbicia. Nie tłumaczy to co prawda tego co widział Valentich, ale przynajmniej brzmi prawdopodobnie.
Wysunięto nawet hipotezę, że naciął się na przemytników narkotyków, a ci go zamordowali. Philip J. Klass posunął się o krok dalej i zasugerował, że Frederick sam był przemytnikiem i zginął w skutek wojny gangów na niebie. Oczywiście rodzina Valentichów pozwała Philipa.

Ostatnim sensownym wyjaśnieniem jest upozorowanie porwania przez UFO i ucieczka Valenticha gdzieś. Według obliczeń w momencie bycia nad przylądkiem Otway miał mieć paliwa jeszcze na 800 km. Jak już wspomniałem, warunki pogodowe były bardzo korzystne, a mimo to nie udało się go namierzyć na radarze ani razu, można wiec wątpić czy w ogóle znajdował się wtedy nad Otway. Zresztą, niedaleko Otway nieznany samolot wylądował w czasie zbliżonym do zaginięcia Fredericka, o czym poinformowano policję. Niestety tej informacji nikt nie potwierdził, że można ją uznać za wątpliwą. Takie wyjaśnienie było podyktowane tym, że Valentich nie zgłosił by mu włączyli oświetlenie pasa startowego, z drugiej strony było ok. 20 minut do zachodu, więc oświetlenie nie było niezbędne. Mnie przekonuje najbardziej, szczególnie, że Valentich interesował się UFO, więc znając różne opisy mógł stworzyć pasujący do stereotypu, w celu podsunięcia wyjaśnienia.

Jedyne co w tym ostatni mi nie pasuje to co rodzina o nim mówiła. Nie skarżył się na życie (co też ukróciło hipotezy, że to co opisywał kontroli lotów było pożegnaniem, a sam dokonał samobójstwa), raczej nie miał na co narzekać, ani od czego uciekać. Ale co ja tam wiem, psychologiem nie jestem.

Kolejne wyjaśnienia wymagają uciśnięcia foliowej czapeczki tak, by krew przestała dopływać do mózgu, dlatego je pominę.
Ale wy możecie się wypowiedzieć. Czekam i do następnego ( ͡º ͜ʖ͡º)

#ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #ufo #ufoporno #australia #historiajednejfotografii

Przejdź do wpisu

Dodany: 2018-05-05 14:22:43 | Ostatnio wołany: 2018-05-05 14:23:50



#mirekwposzukiwaniutajemnic

Wyjątkowo dzisiaj są dwa wpisy i oba nie są o tajemniczych morderstwach ( ͡° ͜ʖ ͡°) Wyregulujcie antenki w waszych foliowych czapkach i wyruszcie ze mną do Abydos w Egipcie. Spotkamy tam kosmitów, helikoptery i tajemną prawdę.
Właściwie to nie spotkamy ani jednej z wymienionych rewelacji, ale po kolei.

Helikopterem z Abydos nazywa się hieroglif przedstawiający, no cóż, helikopter. Nazwa właściwie mówi wszystko. Warto jedynie dodać, że foliarze (czy tam ufolodzy, dla mnie to synonimy) w hieroglifach obok doszukują się jeszcze wizerunku czołgu i spodka / łodzi podwodnej. I to ma być dowodem na to, że po pierwsze antyczni byli o wiele bardziej zaawansowani, a po drugie, że od czasów antycznych nawiedzają nas obce cywilizacje. von Daniken boners

Problem w tym, że nie mamy nawet jednego wraku, nawet jednego śladu sugerującego, że antyczni Egipcjanie posiadali jakikolwiek pojazd poza rydwanem. Mało tego, nie ma nawet jakiegokolwiek innego hieroglifu przedstawiającego maszyny latające. Co wg historyków, egiptologów, jest co najmniej podejrzane, biorąc pod uwagę jak ten lud chętnie chwalił się swoimi zdobyczami militarnymi i cywilizacyjnymi.

Zatem jak powstały te reliefy? Ktoś po tym pisał ponownie. Dokładniej mówiąc, najpewniej padło polecenie zasklepienia wgłębień po pierwotnym zapisie hieroglificznym i w nowo powstałej powierzchni wydłubano coś innego. Z upływem setek lat woda wymywała tynk, erozja postępowała i to co widzimy jest sumą różnych glifów i figlarnej natury przypadku.

Oczywiście wersja o erozji przez zwolenników teorii o paleoastronautyce jest odrzucana, bo jak taki nietypowy kształt mógł powstać przez przypadek? Cóż, tutaj odpowiedzią może być zjawisko pareidolii (najsłynniejszym jej przykładem jest dostrzeganie twarzy na Marsie), czyli widzenia znajomych kształtów w przypadkowych szczegółach.

#historiajednejfotografii #ciekawostki #ciekaweciekawe #egipt #hieroglify #ufo #ufoporno #foliarze #tagzartownis

Przejdź do wpisu
Założona przez:

Scorpjon

Osób na liście: 109
Wołań: 5
No kurła, jeśli kogo ciekawio moje opowiastki o rzeczach tajemnych, albo odtajnionych, ale nieznanych powszechnie to tu. Generalnie będziemy przekopywać się przez tajemnicze śmierci, zaginięcia, morderstwa i wypadki. To jest jakby główny trzon moich opowieści. Oprócz tego czasami odwołam się do mitów, legend, słynnych fotografii i spróbujemy "odkryć prawdę" ( ͡° ͜ʖ ͡°), więc spodziewajcie się i Wielkiej Stopy, i UFO, i Hitlera w Argentynie. No. Może z tym Hitlerem to na wyrost. No i nie będzie raczej oo NWO i Illuminatach, bo i tak wiemy jak jest ( ͡° ͜ʖ ͡°) No i zdecydowanie daruję sobie duchy i reptilian. A tak to praktycznie wszystko z zakresu paranormalne / tajemnicze / niewiarygodne.

Kategoria: Nauka i newsy

Ostatnie wydarzenia (zobacz wszystkie)


2018-05-16 13:50:36
@szeregowy147 opuścił listę


2018-05-16 13:37:50
@Scorpjon zawołał do wpisu


2018-05-16 11:36:46
@krupa dołączył do listy


2018-05-15 20:33:00
@Efilnikufesin dołączyła do listy


2018-05-15 18:25:52
@MasterAnimit dołączył do listy


2018-05-15 18:23:41
@Biszkopcik dołączył do listy


2018-05-15 16:04:04
@AMK_1 dołączył do listy


2018-05-15 15:47:09
@bartoreg dołączył do listy


2018-05-15 13:51:56
@rozjebator dołączył do listy


2018-05-15 12:47:50
@Scorpjon zawołał do wpisu