Dodany: 2018-02-10 15:03:27 | Ostatnio wołany: 2018-02-10 15:04:19



Zaliczyłem dziś pierwszą kąpiel w morzu w Tajlandii, ale wspomnieniami wróciłem jeszcze do mroźnej Astany, póki świeże :) Efektem tego jest nowy wpis, prosto z Kazachstanu - trochę o mroźnej stolicy, dlaczego 2 dni całkowicie na nią wystarczą, jak wyglądają ceny w Kazachstanie i jak radzą sobie mieszkańcy z kilkudziesięciostopniowym mrozem.

"Czasem, gdy nie bardzo wiem co ze sobą zrobić, albo uciekam po prostu od nadmiaru obowiązków, przeglądam potencjalne kraje, które mógłbym odwiedzić. Rzuciłem okiem na mapę połączeń Wizz Aira. Zauważyłem, że jedno miasto wybitnie odstaje na wschód, w porównaniu do reszty siatki połączeń. Astana, Kazachstan, daleko, daleko… Loty tylko z Budapesztu – w porządku, tam dostać się to banał. Ceny – kosmicznie niskie. 100 zł za pięciogodzinny lot. Temperatury zimą – wybitnie niskie, od -10 do-40. Brzmi dobrze!

Tak mniej więcej wyglądało moje planowanie podróży do Kazachstanu. Na początku miał być tylko Kazachstan na tydzień lub dwa, ale przypadkiem odkryłem, że rosyjskimi liniami S7 bardzo przyjemnie można dolecieć do… Tajlandii. Skończyło się więc na podróży w jedną stronę, z 48-godzinnym pobytem w Kazachstanie. Jak wyglądały te dwie doby w kraju, który był dla mnie totalną tajemnicą?"

Astana. Nowoczesność pośród kazachstańskich stepów

#zwtravel

Przejdź do wpisu

Dodany: 2018-02-03 11:18:50 | Ostatnio wołany: 2018-02-03 11:19:20


Zacząłem wczoraj azjatycki trip - na początek Budapeszt, jutro lecę do Kazachstanu, a za 3 dni ląduję w Bangkoku i zostanę w tamtych rejonach przez kilka tygodni - zapowiada się sporo zdjęć i nowych wpisów :) Dla chętnych zrobię też podsumowanie cenowe - loty, hotele, wydatki na miejscu. Ale to za jakiś czas ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Na razie - nowy wpis, który na blogu wylądował już kilka dni temu. O hotelowych pokojach.

Stękanie i dziwne dźwięki zza ścian, kradzieże, brak ciepłej wody, brak prądu, kraty w oknach i zamknięte wszystkie wyjścia… W różnych miejscach świata można trafić na wiele różnych irytujących sytuacji. Niektóre wynikają ze zwykłego chamstwa, inne ze zwykłych nieporozumień, jeszcze inne – z najzwyklejszych różnic kulturowych. I czasem, gdy myślisz, że za fajne pieniądze trafiłeś świetny hotel, przychodzi godzina 23, a Ty szykujesz się do spania. Po kąpieli pragniesz tylko jednego – odpocząć i zregenerować się przed kolejnym, ciężkim dniem podróży. A w tym momencie za ścianą zaczyna się koncert jęków i stękania…

Link do wpisu

#zwtravel

Przejdź do wpisu

Dodany: 2018-01-21 09:50:25 | Ostatnio wołany: 2018-01-21 09:50:54



Być może spotkałeś się kiedyś z tymi nieprawdopodobnymi historiami. Wywiady i opowieści ludzi, którzy za grosze przemierzają świat. Którzy na co dzień żyją jak przeciętni ludzie – pracują w korpo, jeżdżą kilkuletnią Skodą, w kieszeni noszą zwykłego smartfona z Androidem, albo kilkuletni aparat z jabłkiem. Mają jednak nietypowe hobby. Hobby i umiejętności, które pozwalają im latać po świecie za grosze. Wynajdują niesamowite okazje, błędy taryfowe i błędy w programach linii lotniczych.

Weekend w Nowym Jorku? Proszę bardzo. Majówka na Malediwach? Szybki, tygodniowy urlop na Karaibach? Nie ma problemu. Pyk, kilkadziesiąt złotych za bilety, i jest. Brzmi jak coś nierealnego, prawda?

A gdyby takie możliwości miał każdy z nas? Nie aż na tak wielką skalę, ale jednak. Gdybyś miał możliwość raz na rok, dwa lub trzy skorzystać z możliwości zakupu biletu lotniczego do USA, Chin, Tajlandii czy Dubaju za kilkadziesiąt złotych – skorzystałbyś? Pytanie retoryczne. Jasne, że tak. Kto by nie skorzystał? (...)

Link do wpisu

#zwtravel

Przejdź do wpisu

Dodany: 2018-01-15 11:59:17 | Ostatnio wołany: 2018-01-15 11:59:43



Przenosiłem ostatnie torby, które od tygodni leżały ciśnięte w jeden kąt. Gdy podniosłem ostatnią, wytoczyła się z niej kolorowa puszka. Zdziwiony, złapałem ją i dokładnie obejrzałem, zastanawiając się, skąd się tutaj wzięła. Mała, kolorowa, z napisami po angielsku, obklejona dodatkową etykietą. Zaraz mnie olśniło – to małe piwo imbirowe, które przywiozłem sobie z Islandii. Tych małych puszeczek można było znaleźć tony w tamtejszych sklepach – u nas ciężko wyhaczyć ten napój gdziekolwiek.

Otworzyłem, wziąłem łyk. Imbir zaczął lekko piec mnie w gardło.

Zapach i smak napoju od razu przeniósł mnie myślami do samochodu.

Samochodu, w którym pierwszy raz otworzyłem taką puszkę. Wracałem wtedy z zakupów, kilka tysięcy kilometrów od domu.

Zachodziło powoli słońce,
mimo, że było kilkanaście minut po piętnastej. Wzeszło niewiele wcześniej – chwilę przed jedenastą, utrzymywało się minimalnie nad horyzontem i zaczęło kierować w dół. Zimowe islandzkie dni są rajem dla fotografów pod jednym względem – światło, jeśli już w ogóle jest, to ciągle jest dobre – słońce albo zachodzi, albo wschodzi. Problem tylko w tym, że przez jakieś 20 godzin na dobę słońca nie ma w ogóle. (...)

Link do wpisu

#zwtravel

Przejdź do wpisu

Dodany: 2018-01-11 18:48:48 | Ostatnio wołany: 2018-01-11 18:49:20



Gdy wyruszasz na szlak, warto wiedzieć, co Cię czeka. Pogoda w górach potrafi być zupełnie inna, niż ledwie kilka kilometrów dalej, zwłaszcza w najzimniejszych miesiącach – potężny wiatr, zerowa widoczność, zagrożenie lawinowe. (...)

Czyli dziś trochę o zimowej turystyce górskiej dla początkujących :)

Link do wpisu

#zwtravel

Przejdź do wpisu

Dodany: 2018-01-07 12:20:08 | Ostatnio wołany: 2018-01-07 12:20:38


Aż do grudnia ledwo minionego roku Hiszpanię odwiedzałem jedynie w miejscach najbardziej turystycznych, poza kontynentem. Wyspy Kanaryjskie albo Majorka – tam bywałem, poza tym jedynie raz zaliczyłem przesiadkę na lotnisku w Barcelonie. W końcu udało mi się wybrać na kilka dni do Malagi, miasta również turystycznego, ale jednak zamieszkanego przez prawie 600.000 osób, powłóczyłem się trochę po dzielnicach, w których po turystach ciężko było znaleźć jakikolwiek ślad. Wszedłem tu i ówdzie do sklepu czy knajpki, porobiłem zdjęcia i pozapisywałem różne ceny.

Chcąc jak najlepiej oddać ceny w Hiszpanii, zrobię to w kilku tabelkach – uwzględniłem zwykłe sklepy spożywcze, bardziej turystyczne przybytki – jak restauracje czy kawiarnie, dodam też coś o cenach na Wyspach Kanaryjskich, które pod pewnymi względami są uprzywilejowane względem reszty Hiszpanii. Zaczynajmy!

Link do wpisu

***

Drogie Mirki - od dziś wpisy blogowe będę wrzucał w ten sposób, nie chcę kopiować całej treści poza moją platformę, mam w sumie kilka powodów :) Wyjątkiem będą wpisy z promocjami lotniczymi, które w pełni będą dostępne dalej na Mirko, i nie będzie trzeba poza Mirko wychodzić.

Liczę na Waszą wyrozumiałość ;)

#zwtravel

Przejdź do wpisu

Dodany: 2018-01-03 09:34:24 | Ostatnio wołany: 2018-01-03 09:34:47


30 grudnia. Awantury, wyzwiska, rękoczyny, wzywana policja, strażnicy. Przedsylwestrowa impreza, która nie potoczyła się tak, jak powinna? Późnonocne ekscesy na rynku któregoś z wielkich miast? Nie, to sceny w środku Parku Narodowego, na południu Polski, około godziny trzynastej. W środku dnia. Kolejny odcinek wydarzeń wprost znad Morskiego Oka.

Link do wpisu na blogu

To już tradycja
Cała historia zaczęła się dwa lata temu, w 2015 roku. W drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia wieczorem rozdzwoniły się telefony TOPR-u, Straży Pożarnej, Policji i innych służb. Okazało się, że na polanie położonej nieopodal Morskiego Oka utknęła setka turystów, żaląc się, że robi się ciemno, do parkingu daleko, a oni nie mają jak wrócić. W czym problem? Otóż ze wspomnianej polany zwykle odjeżdżają bryczki, które wożą turystów w obie strony. Trasa ma 8 kilometrów, jest asfaltowa, ale nieoświetlona. Wozy jeżdżą w określonych godzinach, w dodatku za dnia. Po zmroku pozostaje tylko spacer pieszo.

Służby przyjechały, zabrały rodziny z małymi dziećmi i starsze osoby, reszcie odmówiła transportu, i musieli wracać pieszo. Internet huczał, masa ludzi miała czysty, poniekąd słuszny, ubaw.

Nic jednak tamta afera nie dała – rok później sytuacja się powtórzyła. 30 grudnia 2016 roku pod Morskim Okiem utknęła prawie setka osób. Znów jakoś wrócili, trochę pokręcili afery, a internet trochę się pośmiał.

I gdy wszyscy myśleli, że to koniec historii, że przecież po tak głośnych wydarzeniach nikt nie może być tak nierozgarnięty, by utknąć w TPN… kilka dni temu historia znów się powtórzyła. Znów drugi dzień Świąt, znów dziesiątki turystów proszących o pomoc w powrocie.

Wystarczy? Skądże! Nie minął tydzień i media donoszą o kolejnej awanturze. 300 osób w kolejce do zaprzęgów, nie wszyscy się zmieścili, część podchmielona, zaczęły się wyzwiska, zaproszenia do bójki, awantury.

W sercu lasu, nad pięknym jeziorem, pod majestatycznymi szczytami.

I niby wszystko wygląda na oczywiste – głupi turyści nie wiedzą, że nocą w górach jest ciemno. Ale…

Czy wszystko jest takie oczywiste?
Spójrzmy na całość z perspektywy takiego turysty. Przyjeżdża do Zakopanego spędzić parę dni urlopowych. Trochę po drodze się wkurwia, bo zakopiańskie ceny jakieś takie… niepolskie. Wszystko cholernie kosztuje – hotele drogie, jedzenie drogie, każdy parking drogi. Nawet za kibel musisz zapłacić w knajpie, w której i tak jesz. Jedziesz nad wycieczkę nad Morskie Oko. Nie bardzo wiesz, o co z tym chodzi, ale to ponoć ładne miejsce. Dojeżdżasz, za parking musisz zabulić 25 zł. Jeśli w ogóle będzie wolne miejsce. Potem musisz dymać parę kilometrów pieszo, albo wsiąść do bryczki. Wybierasz bryczkę – przecież przyjechałeś odpocząć.

Docierasz nad Morskie Oko. No, ładnie, zdjęcie tu, zdjęcie tam i szybko do knajpy coś zjeść i wypić piwko, bo w sumie tu zimno. Piwko dla siebie, piwko dla żony, obiadek, coś do zjedzenia dla dzieciaków – i 150 zł znika z kieszeni. Dojazd? Przejazd konno za te 8 kilometrów to 150-200 zł w jedną stronę za czteroosobową rodzinkę.

Trudno – czas wracać. Chcesz pojechać z powrotem – przebolejesz jakoś te ceny. A tu kolejka na 300 osób, i informacja, że w sumie to na pewno się nie zmieścisz, i dymaj z powrotem pieszo.

Bo to góry, tu się robi ciemno jak słońce zajdzie! Patrzcie, kolejny nieprzygotowany pcha się w góry!

Tylko…

Okolice Morskiego Oka to już dawno jarmark i festyn, a nie prawdziwe góry. Jasne, że góry wokół są, i wystarczy odejść kawałek jakimś szlakiem, żeby opuścić 99% turystów. Ale to, co przez większość czasu dzieje się przy samym budynku schroniska i na brzegu jeziora przypomina bardziej festiwal, a nie Park Narodowy. Tłumy ludzi, gwar, hałas, wszędzie piwko, wyżerka, zdjęcia, zabawa. Ludzie zwożeni są tam na potęgę, i nikt nie dba o to, czy są przygotowani na wizytę w górach, w lesie, w Parku Narodowym.

Oni nie przyjechali na szlak, przyjechali chwilę popatrzeć na piękne krajobrazy, cyknąć fotkę nad Morskim Okiem, zjeść frytki i popić piwem.

I czy woźnica pakujący kolejną rodzinkę na powóz ostrzega, że może niekoniecznie będzie miał jak ich zabrać z powrotem? Bo nawieźli już tyle ludzi, że nie da rady zabrać wszystkich przed zmrokiem z powrotem, a na miejscu czeka już kolejka na 200 osób?

Pewnie nie, bo wtedy rodzinka zastanowiłaby się dwa razy, gdyby wiedziała, że z powrotem przyjdzie im cisnąć 8 kilometrów pieszo.

Czy da się to sensownie ogarnąć?
Wracając do pierwszego punktu widzenia – agresywny, pijany pseudoturysta wyzywający pracowników TPN to wciąż dno i metr mułu. I nie zmieni tego nic – a na pewno nie fakt, że zabrakło dla jaśnie pana rodziny miejsca w środku transportu.

Czy chcę bronić nieszczęsnych turystów, wciąż zagubionych wieczorami w górach? Też nie do końca.

Po prostu w tej najczęściej odwiedzanej części Tatr nie do końca wszystko jest poukładane tak, jak powinno. Z jednej strony jest chęć, żeby góry pozostały górami, chodzili tam tylko ludzie przygotowani, a z drugiej zwozimy wszystkich jak leci, jak najwięcej, nieważne jak poubieranych i przygotowanych.

Wygląda to wszystko tak, jakby władze parku chciały zjeść ciastko i mieć ciastko – a wystarczy pójść albo w jedną, albo w drugą stronę.

Albo całkowicie zlikwidować transport konny – rozwiąże to problem zaskoczonych, awanturujących się turystów. Jakoś nie słyszy się o grupach ludzi, którzy utknęli pod Czarnym Stawem Gąsienicowym czy w innych popularnych atrakcjach, do których trzeba dojść. Kilka kilometrów.

Albo… po prostu pozwolić dojechać samochodami do Włosienicy. I tak już jest asfalt.

#zwtravel

Przejdź do wpisu

Dodany: 2017-12-22 18:17:20 | Ostatnio wołany: 2017-12-22 18:17:47



Jest połowa grudnia, a ja siedzę na dworze przy stoliku w małej knajpce. W krótkim rękawku. W zasięgu mojego wzroku rośnie kilka drzewek – są pełne pomarańczy. Gdzieś pomiędzy palmami latają zielone papugi.

Wpis na blogu - wraz ze zdjęciami

Wokół jest cholernie głośno, wszyscy krzyczą podczas rozmowy. I papierosy – pali większość osób wkoło. Kilkanaście metrów dalej czterech grajków zabawia klientów pobocznych knajpek, grając jazzowe kawałki.

W końcu przychodzi kelnerka. Nie mówi po angielsku, ale to nie szkodzi, przyzwyczaiłem się – jest bardzo miła, i na migi szybko dogadujemy się, co chcę zamówić. Mija kilka minut, i na stole pojawia się fantastyczne śniadanie. Kanapka z jajkiem sadzonym i bekonem, szklanka pysznego soku i czarna, wspaniała kawa. Za 3 euro.

Dzień dobry, Hiszpanio, dzień dobry, Malago!

Co zwiedzić w Maladze?
Drugie największe miasto w Andaluzji, założone prawie trzy tysiące lat temu. Na pierwszy rzut oka nie wydaje się tak duże, jak jest w rzeczywistości – mieszka tu prawie sześćset tysięcy osób. To tutaj cały czas świeci słońce (300 słonecznych dni w roku!), to tutaj urodził się słynny Pablo Picasso, to wreszcie tutaj dolecimy za grosze z Polski. Warto!

Odwiedziłem Malagę w grudniu. W Polsce – śnieg, deszcz, temperatury w okolicach zera, papka, wiecznie zachmurzone niebo. Na południu Hiszpanii – gorące słońce, plaże pełne turystów, kąpiele w Morzu Śródziemnym… Zimowymi miesiącami w ciepłych krajach bardzo łatwo odróżnić turystów od miejscowych – przyjezdni w ciągu dnia chadzali w krótkich rękawkach, miejscowi – w puchowych kurtkach. W pełnym słońcu i osiemnastu stopniach.

Andaluzyjska aglomeracja pełna jest różnorakich zabytków, przede wszystkim dzięki swojej barwnej historii. Z historycznych budowli warto wdrapać się na początek na zamek Gibralfaro. Z muzułmańskiej budowli jest wspaniały widok na całe miasto, okoliczne góry i Morze Śródziemne. Wstęp do zamku kosztuje 2,2 euro. W samym historycznym centrum miasta (u podnóża zamku) znajdziemy dużo starszą budowlę – twierdzę Alcazaba. Wstęp do niej kosztuje również 2,2 euro, za to bilet łączony w obydwa miejsca dostaniemy za 3,5 euro. Do Alcazaby przylega historyczny teatr rzymski, który doskonale widać z ulicy obok – wybudowany najprawdopodobniej w I wieku p. n. e.

Lubisz sztukę? Tym lepiej dla Ciebie. Każdemu obiło się o uszy nazwisko Picasso – a to właśnie w Maladze na świat przyszedł ten słynny artysta. Na miejscu zwiedzać można dom urodzenia Pablo (tam spędził całe swoje dzieciństwo), a także muzeum artysty, gdzie znajdują się również wystawy jego dzieł. Na stronie są informacje na temat cen za wejście na wystawy i do muzeum, co ciekawe – do budynku można wejść za darmo w każdą niedzielę na ostatnie dwie godziny otwarcia (różnią się w zależności od miesiąca). W Maladze znajduje się również trochę kościołów, a także robiąca wrażenie duża, nigdy nieukończona, katedra.

Plaże, parki i deptaki
Na południu miasta znajduje się plaża miejska – Playa la Malagueta. Zaraz przy niej, niestety, główna ulica – czyli jest głośno. Przy ulicy za to szeroki chodnik, ozdobiony wielkimi palmami, na którym co rusz mijał mnie ktoś uprawiający jogging czy przejażdżki rowerowe. Dla lubiących opalanie bez listka figowego – na zachodzie miasta, zaraz przy lotnisku znajduje się Playa de Guadalmar, która jest oficjalną plażą nudystów w Maladze.

Kawałek na zachód od głównej plaży znajduje się elegancki nadmorski deptak (pięknie oświetlony w nocy!), a po drugiej stronie ulicy od deptaka – park. I to nie byle jaki – wprawdzie dość wąski, ale za to długi, i pełen różnorakich, pięknych roślin. Roi się tam od palm i różnorakich drzewek, w samym parku rośnie ponoć 2000 różnych gatunków roślin! Pobyt w parku umilają występujące obok gołębi ładne, zielone i bardzo głośne… papugi.

Jeśli lubisz przyrodę, to dodatkowo na zachodzie znajduje się mały Park Narodowy Descembocadura del Guadalhorce, a na północy miasta Ogród Botaniczny.

Atrakcje wokół miasta
Malaga leży w Andaluzji, czyli pięknej, barwnej historycznie części Hiszpanii. Okolice miasta również kryją w sobie masę atrakcji:

- na północ od miasta znajduje się Park Narodowy ze szlakami wśród okolicznych szczytów,
- kilkadziesiąt kilometrów od Malagi – el Caminito del Rey, czyli Droga Króla. Piękna trasa turystyczna, kilka kilometrów spaceru z nieziemskimi widokami,
- barwnie położone miasteczko Ronda – po obu stronach wąwozu jednej rzeki,
- 140 kilometrów od Malagi znajduje się Gibraltar.

Hiszpańska kuchnia – co i gdzie zjeść w Maladze
Na ostatni obiad wybrałem typową turystyczną knajpkę – byłem tak głodny, że nie miałem sił na poszukiwanie miejsca stołowania się Hiszpanów. Za 10 euro dostałem pakiet – świetna zupa z pomidorów na zimno, małe smażone kalmary w panierce jako danie główne i fenomenalny sernik jako deser. Strzał w dziesiątkę! Z czystym sumieniem mogę polecić – knajpa nazywa się Picasso, Google w tym miejscu pokazuje El Carmen Tapas. W okolicy znajduje się dużo miejsc, gdzie można zjeść naprawdę dobrze i pysznie, to samo tyczy się śniadań. W okolicy Playa de la Merced jadałem pyszne śniadania na świeżym powietrzu, przy wesołych dźwiękach muzyki ulicznych grajków.

Liczyłem również na świetną Paellę – niestety, zawiodłem się. Zjadłem też w turystycznej knajpce, i danie było dobre, ale zdecydowanie nie był to poziom, na jaki liczyłem w nadmorskiej miejscowości. Zwłaszcza patrząc na ilość składników:

W międzyczasie wszelkie bary serwują tapas, czyli niewielkie przekąski, na ciepło lub na zimno. Ze swojej strony gorąco polecam empanadas, czyli pierożki nadziewane zazwyczaj mięsem z warzywami lub serem. Są trochę większe od naszych pierogów, zazwyczaj smażone lub pieczone i doskonałe jako szybka przekąska.

Nocleg i transport w Maladze
Od dłuższego czasu Malaga jest dość turystycznym miastem, więc raczej problemów z noclegiem nie ma. Dodatkowo sama nie jest zbyt duża – większość hoteli znajduje się w okolicach starego miasta, czyli centrum, więc praktycznie wszędzie można dostać się na pieszo. W mieście nie ma metra – kursują jedynie autobusy, i z samego centrum w stronę lotniska pociąg. Do tego, oczywiście, taksówki, oraz bryczki.

Ja zdecydowałem się na Guesthouse Malaga Lodge – ma znakomitą ocenę na bookingu (9.1/10), w porządku lokalizację i fantastyczną obsługę. Pani zarządzająca mówi po angielsku, daje mapkę i chętnie opowiada o mieście i o tym, co warto zwiedzić. Na minus – wspólna łazienka. Jeśli potrzebujesz prywatności, Pani posiada również studio – Malaga Lodge Studio, z podobną oceną. Za pokój w guesthousie płaciłem 35 euro za noc, czyli cena jest naprawdę atrakcyjna.

Na koniec dodam jeszcze – zdecydowanie polecam spacer ulicami miasta wieczorem. Malaga żyje, i to niezależnie od miesiąca i dnia w tygodniu. Ulice są pełne uśmiechniętych ludzi, ulicznych grajków, sprzedawców, pysznych przekąsek, turystów z całego świata. Wiele osób straszyło mnie złodziejami w Hiszpanii – ja na szczęście nawet przez chwilę nie czułem zagrożenia i nic niespodziewanie nie straciłem, mimo bywania często w zatłoczonych miejscach.

Malagę odwiedziłem w grudniu – i byłem naprawdę szczerze i miło zaskoczony. Po pierwsze pogodą – w styczniu byłem na Majorce, i było zimno, pochmurno i wietrznie. W Maladze? trafiłem na 3 dni słońca i spokojnie przechadzałem się w krótkim rękawku. Do tego turystów było znacznie więcej, miasto było dużo bardziej żywe… Było po prostu świetnie. Atmosfera i klimat Malagi, w połączeniu z cenami lotów z Polski daje świetną kombinację i możliwość zorganizowania bardzo przyjemnego urlopu. Zarówno jeśli chcesz pozwiedzać, jak tylko powygrzewać się na słońcu.

--------------------------------------------

#zwtravel - mój tag autorski o tanich lotach, podróżach i moich przygodach.

Facebook | Blog | Instagram | Newsletter

Przejdź do wpisu

Dodany: 2017-12-13 15:57:47 | Ostatnio wołany: 2017-12-13 15:58:44



Dziś trochę statystyk!

Postanowiłem trochę pobawić się danymi, które gromadzę od kilku miesięcy w zakładce “Dzisiejsze Promocje”. Gromadzą się tam i gromadzą, więc nadszedł czas zrobić z nich użytek – porysować trochę wykresów i wyciągnąć parę użytecznych danych.

Niestety tego wpisy nie wrzucę całego na Mirko - znajduje się tam jakoś 15 wykresów, a bez nich wpis traci większość wartości. Zapraszam na bloga, gdzie znajdziecie wszystkie wykresy i dane:

http://zbigniewwu.pl/tanie-loty-w-liczbach-garsc-wykresow-i-danych-troche-matematyki/

Mam nadzieję, że choć trochę ułatwi planowanie podróży na przyszłość ;)

--------------------------------------------

#zwtravel - mój tag autorski o tanich lotach, podróżach i moich przygodach.

Facebook | Blog | Instagram | Newsletter

Przejdź do wpisu

Dodany: 2017-12-09 09:05:06 | Ostatnio wołany: 2017-12-09 09:06:19



Środek stycznia, zima, kilka godzin słońca, które i tak przesiedzisz w pracy. Poza tym ciemno, brudno, mokro, na ulicach szaro-bura ciapa powstała z topniejącego śniegu, piasku i błota. A gdyby tak przerwać ten nieprzyjemny scenariusz? I zamienić brudne, szare i ponure ulice na ciepłą plażę i lazurową wodę?

Link do wpisu na blogu

Kilka tygodni temu publikowałem zimowe zestawienie ciepłych kierunków z Polski – czas przyjrzeć się, na ile jest jeszcze aktualne. Teraz przeanalizuję kilka kierunków dostępnych na styczeń – trochę budżetowych wersji, jak i tych bardziej egzotycznych.

Wyspy Kanaryjskie

Tutaj oferta lotów z Polski jest średnio atrakcyjna. Ceny z przewoźnikami zaczynają się od około 600 złotych – i to bez bagażu rejestrowanego. Jakie są inne opcje? Można albo polecieć z Berlina (dla wielu mieszkańców Polski to bliższy kierunek niż chociażby Warszawa czy Kraków), albo rzucić okiem na loty czarterowe. Ze stolicy Niemiec na Lanzarote dolecimy za mniej niż 300 złotych, do tego jest masa dobrych ofert na różne inne wyspy. A o czarterach pisałem 4 tygodnie temu – znajdziecie tam wszystkie potrzebne wskazówki.

Średnia temperatura w styczniu: W dzień powyżej 20 stopni – kilka stopni różnicy w zależności od wyspy
Ceny biletów: Od 300 zł w dwie strony
Ceny noclegów: Od 150 zł za pokój dwuosobowy

Trzeba się spieszyć z rezerwacją noclegu – np. na Lanzarote większość obiektów na styczeń jest już zarezerwowana, ale spokojnie można coś znaleźć dla dwóch osób, w każdym budżecie i standardzie.

Przejdź do wpisów z Hiszpanii

Hiszpania – Castellon de la Plana, Palma de Mallorca

W tych miejscach nie możemy liczyć już na taką pogodę, jak na Wyspach Kanaryjskich, ale wciąż jest raczej słonecznie i przyjemnie. Choć i na Majorce w styczniu potrafił spaść śnieg… Ale sam byłem na początku tego roku właśnie na Balearach, i było w porządku, a dzień przed moim przylotem było tak ciepło, że plaża była pełna ludzi, którzy opalali się w strojach kąpielowych. Nie ma reguły, a można odwiedzić hiszpańskie miasta bez zgiełku turystów i z dużo niższymi cenami niż w sezonie.

Średnia temperatura w styczniu: W dzień około 15 stopni
Ceny biletów: Castellon od 67 zł z Poznania, Majorka od 170 zł z Berlina
Ceny noclegów: Od 170 zł za pokój dwuosobowy

Przejdź do wpisów z Hiszpanii

Południowy Izrael i Morze Czerwone

Izrael jakiś czas temu zasypał nas horrendalnie tanimi biletami. I tylko bilety są tanie – trzeba pamiętać, że Izrael jest dość drogim krajem, a szczególnie drogą jego częścią jest południe, z turystycznym Eilatem na czele. Do tego warto wziąć pod uwagę ostatnie polityczne przepychanki, związane z przeniesieniem ambasady USA z Tel Awiwu do Jerozolimy. MSZ odradza aktualnie wizyty w Izraelu, ale wiem, że ludzie tam jeżdżą i… nic się za bardzo nie zmieniło, mimo medialnego szumu. Mimo wszystko – zostałbym tylko w Eilacie.

Średnia temperatura w styczniu: W dzień około 21 stopni
Ceny biletów: Od 66 zł z Poznania, 81 z Gdańska, 165 zł z Krakowa
Ceny noclegów: Od 200 zł za pokój dwuosobowy

Przejdź do wpisów z Izraela

Noclegi w każdym z wymienionych powyżej miejsc zarezerwujesz przez booking.com, Airbnb czy Agodę. W tym miejscu możesz odebrać 100 zł na pierwszą rezerwację z Airbnb, jeśli nie masz tam jeszcze konta! Dzięki temu po tym, gdy Ty skorzystasz z rabatu, 50 zł trafi na moje konto w tym portalu. A Ty możesz polecać dalej i również zarabiać! Tutaj za to znajdziesz mój poradnik dotyczący rezerwowania w Airbnb.

A może trochę egzotyki?
Styczeń to najlepszy okres na odwiedziny w wielu egzotycznych, bardzo kuszących miejscach. Pora sucha trwa na Karaibach, w Azji południowo-wschodniej (np. Tajlandii), czy w miejscu, które jest największym marzeniem wielu, wielu osób – Malediwach.

Egzotyczne wycieczki nie są już tylko luksusem, na który stać nielicznych – dwutygodniowe wczasy w Tajlandii potrafią kosztować 3500 złotych. A jeśli masz dość elastyczne dni pracy, i możesz pozwolić sobie na urlop z dnia na dzień – spokojnie uda Ci się upolować czarter w śmiesznej cenie, czy wakacje Last Minute, które będą prawdziwą okazją. O czarterach już trochę pisałem, ale gdzie można upolować ciekawe wczasy?

Często pojawiają się okazje na Karaiby, zwłaszcza z wylotami z Niemiec – na Dominikanę możemy dolecieć nawet za 600 zł (oczywiście z bagażem rejestrowanym), Mauritius za 1000 zł, azjatyckie kierunki lekko drożej. Przy odrobinie szczęścia urlop na Dominikanie można spędzić w cenie urlopu na Wyspach Kanaryjskich.

Na dziś to tyle – jeśli masz jakieś miejsce, lub zagadnienie, które chciałbyś, żeby zostało opisane w tym cyklu – odezwij się do mnie na mail lub poprzez media społecznościowe. Udanego planowania!

--------------------------------------------

#zwtravel - mój tag autorski o tanich lotach, podróżach i moich przygodach.

Facebook | Blog | Instagram | Newsletter

Przejdź do wpisu
Założona przez:

zbigniew-wu

Osób na liście: 86
Wołań: 61
Wołam do wpisów blogowych, spod tagu #zwtravel.

Ostatnie wydarzenia (zobacz wszystkie)


2018-02-10 15:04:19
@zbigniew-wu zawołał do wpisu


2018-02-03 14:52:49
@fillion opuścił listę


2018-02-03 11:19:20
@zbigniew-wu zawołał do wpisu


2018-01-28 13:26:14
@finn_i_jake opuścił listę


2018-01-21 09:50:54
@zbigniew-wu zawołał do wpisu


2018-01-15 12:05:15
@krzychocho opuścił listę


2018-01-15 11:59:43
@zbigniew-wu zawołał do wpisu


2018-01-11 18:49:20
@zbigniew-wu zawołał do wpisu


2018-01-07 12:20:38
@zbigniew-wu zawołał do wpisu


2018-01-03 09:40:09
@takumisan opuścił listę