Dodany: 2019-10-07 19:01:41 | Ostatnio wołany: 2019-10-07 19:03:13



CO TAM U MNIE W WIETNAMIE CZ. I

- moje aktualne poczynania mozecie sledzic na Insta gdzie dodaje rozne shitstory i ciekawostki: pienionszki
- swoje wpisy publikuje pod tagiem #wietnamwpjoterze
- jesli ktos chce zeby go dodatkowo wolac do kolejnego wpisu moze zapisac sie na liste:
https://mirkolisty.pvu.pl/list/ZYuZXxyq222so6DE

Jestem w Wietnamie juz prawie 3 miesiace, wiec opowiem po krotce jak mi sie tu zycko uklada.

Praca
Nadal pracuje w przedszkolach i zrezygnowanie ze szkol publicznych to byl swietny wybor. Na kazdy tydzien dostaje inna rozpiske godzin i szkol. Przed zajeciami nic sie nie przygotowuje, a plan lekcji poznaje dopiero, gdy przyjde. Moje nauczanie dzieli sie na 2 rodzaje: "teaching" i "co-teaching".

Na teaching to ja jestem glownym nauczycielem i prowadze wiekszosc lekcji. Mam oczywiscie asystentke, ale wiekszosc czasu mowie ja, a w zasadzie krzycze. Teaching mam glownie w "swoim" jednym przedszkolu, gdzie ucze w te same dni tygodnia tj. wtorek, czwartek i czasem piatek rano. Mam tam zawsze 2 lub 3 lekcje po 30 min kazda.

Na co-teaching ja jestem raczej tym od przecwiczenia wymowy z dzieciakami. Wyglada to tak, ze w jednym czasie prowadzone sa 2 takie same lekcje z ta sama grupa wiekowa i polowe z 40-45 minut spedzam w jednej sali, a polowe w drugiej. Co tydzien mam inne przedszkola.

Z godzinami bywa problematycznie. Pracuje sie od 8-9 do ok. 11, a pozniej od 14-15 do 16-17. Najczesciej jedna taka sesja to 1.5h. Jako tako pewne godziny mam w tym "swoim" przedszkolu, ale tez nie zawsze. Ostatnio dostalem wiadomosc w srode wieczorem, ze w czwartek rano nie mam wcale zajec. Nie znam powodow, ale czasem jest jakas wycieczka, a czasem moze rodzice dzieci nie zaplacili? Nie mam pojecia. Zajecia co-teaching tez zaleza od zapotrzebowania danych szkol. Tak wiec pracuje 9-12h w tygodniu. Z czasem powinno byc wiecej, bo przedszkola dopiero sie otwieraja i nabywaja uczniow. Mniej wiecej sie z tego utrzymuje. Nie chce tez uczyc angielskiego gdzie indziej z kilku powodow. Po pierwsze, mam dostac wiecej godzin. Po drugie, nie wiem gdzie trafie - czy zaplaca oraz jakie materialy do nauki dostarcza (tzn. czy bedzie milo i przyjemnie jak tu, bo mam rozpisane cale zajecia, czy bede musial sam kombinowac).

Czy praca jest meczaca? Generalnie co-teaching jest mniej meczacy od teachingu, bo robi sie znacznie mniej. Duzo tez zalezy od asystentki, nastawienia dzieci, wlasnego humoru oraz warunkow klimatycznych w klasie. Jak asystentki maja mily vibe to sie uczy znacznie milej. Tak samo 5-latki uczy sie znacznie milej niz mlodsze dzieci, bo sa zwykle bardziej kontaktowe i czujesz, ze nie mowisz jak do sciany. W pracy z dziecmi trzeba sie usmiechac, wiec jak masz dobry humor to wszystko idzie znacznie przyjemniej. Warunki klimatyczne czyli temperatura. W moim glownym przedszkolu jest bardzo przyjemnie, bo sale sa zamkniete, a klima dobrze chlodzi, ale raz bylem w przedszkolu, gdzie sale byly polotwarte, na suficie tylko wiatraki i nie mielismy pozwolenia na wlaczenie klimy.

Co do asystentek to nie czuje jakiegos pozytywnego nastawienia w moja strone. Jestem dla nich bardzo przyjazny, a dzieciaczki staram sie rozbawic i zainteresowac. Moze mi sie tylko wydaje, ze nie sa pozytywne, a moze sa po prostu zmeczone - nie wiem. Z jednej strony zarabiam od nich ok. 10x wiecej (one ok. 40k/h, ja 400k/h), ale z drugiej tak naprawde w wiekszosci ich angielski jest na poziomie gimnazjum. Ogarniaja prowadzenie lekcji i te "lekcyjne" zwroty, bo robia to znacznie dluzej niz ja, ale gdy sie ich o cos zapytac to masakra. Dzis np. mialem co-teaching i z jedna asystentka byla sama przyjemnosc uczyc, bo swietnie sie uzupelnialismy, a lekcja byla prowadzona w przejrzysty sposob. Z druga za to masakra. Lekcje prowadzi po swojemu, ale powiedziec mi co teraz robimy to juz ciezko (co-teaching drugi w kolejnosci, wiec wchodze w polowie zajec). Na dodatek mowia bardzo cicho i niewyraznie.

Ale ogolnie to w sumie dosc luzna robota. Pozbijasz piatki z dzieciakami, potanczysz, powtorzysz kilka slow, zwrotow i koniec. Wracasz do domu na drzemke, obiad, kawke, a pozniej znow na 1-1.5h. Raz mi sie godziny pomylily i nie przyszedlem wcale to nic sie nie stalo XD

Mieszkanie
Z pradem wychodzi miesiecznie w sumie ok. 380$. Mieszka mi sie swietnie w tym dystrykcie 7, ogarniety landlord, z ktorym zawsze da sie dogadac. 2 razy w tygodniu mam sprzatane (w tym raz zmiana poscieli) przez milutka pania i nic nie zostalo ukradzione. Generalnie z mieszkaniem trafilem naprawde dobrze.

Nie chce, aby wpisy byly zbyt dlugie, wiec reszte wrazen opisze w kolejnym wpisie. Bedzie juz troche wiecej narzekania na ludzi i mentalnosc.

#wietnam #podroze #podrozujzwykopem #azja #pracazagranica #praca #emigracja

Przejdź do wpisu

Dodany: 2019-09-22 09:39:07 | Ostatnio wołany: 2019-09-22 09:40:06



CIEKAWE USLUGI I PRZYDATNE APLIKACJE W WIETNAMIE

- moje aktualne poczynania mozecie sledzic na Insta gdzie dodaje rozne shitstory i ciekawostki: pienionszki
- swoje wpisy publikuje pod tagiem #wietnamwpjoterze
- jesli ktos chce zeby go dodatkowo wolac do kolejnego wpisu moze zapisac sie na liste:
https://mirkolisty.pvu.pl/list/ZYuZXxyq222so6DE

Dzisiaj napisze troche o aplikacjach must-have na telefon i ciekawych uslugach w Wietnamie.

1. Google translate + słownik offline

Tego chyba nie muszę opisywać. Google Translate z pobranym jezykiem wietnamskim to podstawa podstaw. Bardzo przydatna jest opcja tlumaczenia poprzez aparat.

2. Grab

Grab to chyba moja ulubiona aplikacja. Jest to azjatycki Uber poszerzony o rozne uslugi. Rynek Azji Poludniowo-Wschodniej zostal sprzedany Grabowi przez Ubera.
W swojej aplikacji posiada uslugi takie jak: taksowka, moto-taxi, dostawa jedzenia, dostawa/odbior przedmiotow, doladowanie telefonu, oplata rachunkow.
a) za kazda transakcje dostaje sie punkty, ktore mozna pozniej wymienic na znizki.
b) konto mozna zarejestrowac na kazdy numer telefonu, a takze podlaczyc karte (Revolut dziala) (ale gotowka tez mozna placic). Dzieki temu, ze masz podlaczona karte kierowcy nie dzwonia by potwierdzic zamowienie i caly proces jest znacznie szybszy
c) obsluga klienta jest swietna. Mialem 2-3 razy sytuacje, ze dostarczone jedzenie bylo slabe albo kierowca nie dostarczyl go. Szybkie zgloszonko i po 24h juz mialem kupony
d) czat z kierowca jest automatycznie tlumaczony z angielskiego na wietnamski i na odwrot
e) kierowcy nie sa cepami, jezdza na nawigacji i nie pytaja sie o droge XD

Jak to wyglada w praktyce?

Taksowka/moto-taxi dziala tak samo jak Uber, nie ma w tym nic niezwyklego. Za to dostawa jedzenia jest znacznie lepsza. W Polsce jak zamawiasz Uber Eats to zejdzie minimum 30 min zanim dostaniesz swoje jedzenie. Tutaj aplikacja wyszukuje kierowce najblizej danej restauracji i wszystko odbywa sie naprawde ultra szybko. 10-15 minut i jedzenie jest u ciebie. Koszt dostawy zalezny jest od odleglosci. Do 5 km kosztuje 2,5 zl. Najwiecej ile widzialem to jakies 7,5 zl, ale to bylo z naprawde daleka.
Generalnie praktycznie zawsze lepiej oplaci sie jesc z dostawa niz na miescie. Jest kilka powodow:
- od kiedy tu przyjechalem zawsze byly dostepne kupony na darmowa dostawe (kazda dostawe). Jeden niestety juz nie dziala, a drugi ma chyba jakis limit ogolnego wykorzystania w ciagu dnia. 1 pazdziernika dostane wietnamska karte platnicza, wiec moze bedzie wiecej kuponow
- jesz w klimatyzowanym mieszkanku
- na znalezienie jedzenia trzeba poswiecic czas lub pieniadze na dojazd
- latwiej jest wpisac w aplikacji dodatkowe zyczenia po wietnamsku (np. bez cukru) niz tlumaczyc na zywo
- jesli nie znamy nazw potraw to w aplikacji sa czesto obrazki
- jesli na stoisku nie ma cen to czesto mozesz dostac zawyzona cene
- w razie jakichkolwiek problemow dostaniesz wsparcie od Graba

Raz tez skorzystalem z uslugi dostawy. Potrzebowalem zabrac ladowarke z jednego hotelu i zawiezc do drugiego. Odleglosc ok. 7 km. Akurat byl wtorek i przy platnosci Visa byla znizka, wiec za usluge zaplacilem 30 groszy XD Kierowca pojechal po ladowarke, zabral i zostawil w drugim hotelu. Caly proces byl bardzo szybki. Jest tez opcja pobraniowa.

Jedynym minusem jest to, ze Grab jest niestety najdrozszy z aplikacji, ktore wymienie dalej. Co prawda na poczatku dostaje sie bardzo duzo kuponow (nie wiem na jakiej zasadzie sa one przyznawane) i wychodzi to cenowo bardzo dobrze, ale ostatnio cos juz sie koncza te dni dobroci.

2. Be

To aplikacja tylko do transportu, tak jak Uber. Tak jak i w Grabie do wyboru masz samochod 4 osobowy, samochod 7 osobowy, skuter i wynajem samochodu (kompletnie nie mam pojecia jak to dziala). Do rejestracji trzeba miec wietnamski numer telefonu. Karte platnicza tez mozna podlaczyc tylko wietnamska (ale mozna placic gotowka). Moim zdaniem najlepsza aplikacja do transportu w kategorii cena/jakosc. Kierowcy jezdza na nawigacji i nie pytaja o droge, a przejazdy sa praktycznie zawsze najtansze. Jest tez oczywiscie czat z kierowca, ale juz nie jest tlumaczony jak w Grabie. Apka w calosci po wietnamsku, ale jest intuicyjna. Niestety pomimo, ze jako imie i nazwisko mam wpisane NoVietnamese (lub po wietnamsku "nie mowie po wietnamsku") to i tak czesto zadzwonia, by zapewne potwierdzic zamowienie i spytac dokladnie o adres, ale wystarczy powiedziec "no vietnamese" lub cokolwiek po polsku i sie rozlaczaja i jada po nas. Mozna tez bardzo szybko napisac na czacie "ok" i wtedy czasem nie dzwonia.

3. GoViet

Z zadnym syfem tyle nerwow nie mialem co z tym XD Konto mozna zarejestrowac na kazdy numer, apka w wiekszosci po angielsku. Oferuje moto-taxi, dostawe jedzenia i przesylke paczek. Nie mozna podlaczyc zadnej karty, wiec platnosci tylko gotowka.
Zaczne od moto-taxi: przejazdy w bardzo podobnej cenie co Be, czasem sie zdarzy taniej w zaleznosci od godziny. Jest czat, nietlumaczony. Kierowcy to ultra-cepy, jezdza po adresach i pytaja sie o droge (po wietnamsku) XD Po tygodniu uzywania dostaniecie bana, bo beda was zglaszac, ze kontakt jest utrudniony XD Odbanowanie zajmie kolejny tydzien po trudnym kontakcie, ale juz wiecej bana nie bedzie. Kierowcy praktycznie zawsze dzwonia, wiec dobrze jest np. zalozyc konto na polski numer, a uzywac simki wietnamskiej.

Dostawa jedzenia tez jest znacznie gorsza niz w Grabie. Dzwonia raz - no vietnamese, pozniej po polsku - rozlaczaja sie i jada do restauracji. W restauracji znow dzwonia XD Ok, maja jedzenie. Wszystkie te etapy zajmuja znacznie dluzej niz w Grabie. No i jada... po adresach. Adresy sa tu bardzo podobne, a oni na aplikacje nie spojrza czesto...
Obsluga klienta tez masakra. Raz zglosilem, (razem ze zdjeciami) ze zamowienie znacznie roznilo sie od obrazkow. Odpowiedz byla taka, ze poinformowali restauracje, ze tak sie nie robi i tyle XD

Dlaczego uzywam? No z kilku powodow: czasem nie moge nic zlapac z Be/Grabem, czasem tamte apki maja zawyzone ceny (np. w czasie deszczu), a czasem po prostu jest darmowa dostawa, a moja cebula jest zbyt potezna.

4. bTaskee

Apka oferujaca odbior i dostawe door-to-door prania, czyszczenie klimatyzacji, gotowanie i sprzatanie.
Aplikacja po angielsku, mozna podlaczyc karte, ale takze placic gotowka. Wszystko bardzo ladnie zorganizowane.

Korzystalem raz z uslugi prania. Cena to 15000 vnd (2,5 zl) za 1 kg, a minimum mozna zaplacic za 3 kg. Dostawa i odbior to dodatkowe 20000 vnd (3,4 zl). Zamowilem, pan przyszedl odebrac pranie po 30 minutach. Na drugi dzien dostalem je wyprane. Mozna tez tego samego dnia za jakas drobna doplata, ale nie spieszylo mi sie. Ale uwaga! Suszone sa w suszarce bebnowej, wiec ubrania moga sie troche skurczyc. Jak nie macie nigdzie w okolicy pralni to polecam.

5. Now

Wietnamska aplikacja do wszystkiego - dostawa jedzenia i przedmiotow, rezerwacja stolika w restauracji, uslug (fryzjer, kosmetyczka, masaz), zamowienie prania i sprzatania, a takze dostawa ze wszelkiej masci sklepow (spozywcze, apteki, alkohole, kwiaty itd.)

Aplikacja po angielsku, mozna podlaczyc karte, a dla lepszych znizek trzeba podlaczyc karte wietnamska. Niestety nie wszystkie uslugi sa opisane po angielsku, wiec nie jest tak latwo. Korzystalem raz z dostawy jedzenia i niestety chyba maja mniej kierowcow, bo bylo wolniej, niz z GoVietem. Ale generalnie polecam.

6. Zalo

Wietnamski odpowiednik WhatsAppa. Kazdy tutaj to ma. Przydaje sie do kontaktu z ludzmi. Jest tez opcja wyszukania ludzi w okolicy - tak najlatwiej znalezc prostytutke (nie korzystalem xD).

Napiszcie w komentarzach o czym jeszcze chcielibyscie poczytac :)

#wietnam #podroze #podrozujzwykopem #azja #pracazagranica #angielski #praca

Przejdź do wpisu

Dodany: 2019-09-11 17:05:07 | Ostatnio wołany: 2019-09-11 17:06:53



JESTEM NAUCZYCIELEM W WIETNAMIE

- moje aktualne poczynania mozecie sledzic na Insta gdzie dodaje rozne shitstory: pienionszki
- swoje wpisy publikuje pod tagiem #wietnamwpjoterze
- jesli ktos chce zeby go dodatkowo wolac do kolejnego wpisu moze zapisac sie na liste:
https://mirkolisty.pvu.pl/list/ZYuZXxyq222so6DE

Ten wpis byl pisany kazdego dnia przez 2,5 dnia, wiec jest w formie "pamietnikowej".

9 lipca

Dzis mialem swoj pierwszy dzien w szkole publicznej. Domyslnie mialem tam uczyc 18-19h tygodniowo, ale kilka dni przed rozpoczeciem okazalo sie, ze szkoly pozrywaly kontrakty z moja agencja, nauczycieli bylo za duzo i mieli problem z dopasowaniem odpowiedniej ilosci godzin. Skonczylo sie na tym, ze dostalem rozpiske na 8h tygodniowo. Nie wiadomo bylo czy to tylko tymczasowo. Nie przejalem sie tym az tak, bo rozpiska byla tylko na rano, wiec bez problemu moglem znalezc cos na popoludnia (te terminy dzieli dluga przerwa obiadowa).

W niedziele o 22 dostalem sylabus, a prace zaczynalem w poniedzialek o 9:30. Rano mialem sie zglosic po identyfikator i materialy. Managerka szkoly przekazala mi ksiazki i zaprowadzila do klasy. Dzis mialem uczyc 5 klase podstawowki czyli 10 latkow czyli najstarsze. W naprawde malej klasie bylo na oko 35 osob, a pierwsza lawka byla metr ode mnie. Nie bylo mowy, zeby zorganizowac jakies gry na tej przestrzeni. Przyszedl moj wietnamski asystent i rozpoczelismy lekcje XD Ten sylabus troche slabo ogarnalem dzien wczesniej, bo nie zauwazylem, ze wyslala mi dla kazdego rocznika i tez nie bylem do konca pewny jak to bedzie wygladac. Tak czy siak, mialem nadzieje, ze moj asystent mi pomoze ze wszystkim na poczatku. Dowiedzialem sie jedynie, ze glownie mam sie skupic na wymowie, a pozniej okazalo sie tez, ze sa 3 ksiazki - jedna taka ogolna, druga to matematyka (uczylem mnozenia pod kreska XD), a ostatnia to science. Swoja droga w science byla historyjka zlozona z 4 obrazkow:
1. Mama i tata biora slub
2. Mama zachodzi w ciaze
3. Dziecko jest w lonie (tak, musialem sprawdzic jak sie wymawia slowka "womb") przez ok. 40 tygodni
4. Dziecko sie rodzi
Na kolejnej stronie byla historyjka rozwoju plodu i slowka "foetus". Przypominam, ze to 10 latki.

Dobra, wroce do bardzo istotnej rzeczy jaka jest sylabus. W sylabusie masz mniej wiecej rozpisane co robic. Raz mniej raz wiecej. Jedna lekcja trwa 40 minut. Moja lekcja jest rozpisana w 4 punktach:
1. "Rozgrzewka" (jaka? Dzieci sa w lawkach, ciasno, pograc w cos praktycznie niemozliwe, a na pewno nie dla kogos kto uczy dzieci 1 raz w zyciu i zna tylko kilka gier)
2. Zapoznaj dzieci i pocwicz wymowe 6 slow
3. Cwiczenia do wypelnienia w ksiazce, ktore zajmuja dzieciom 5 minut.
4. Dodatkowe gry i aktywnosci nauczyciela

Te slowka mozna jako tako rozciagnac w czasie, ale stac i zeby tylko powtarzaly to ile mozna? Jeszcze dobrze jak to sa slowka mozliwe do pokazania i jakos wciagniecia dzieci w chociazby rysowanie ich, a nie np. "zyc" lub "chciec" (tak, mialbym miec to jutro).
Do dyspozycji mialem jedynie ksiazki i tablice. Zadnych fiszek, obrazkow ani multimediow. Kompletnie nic. Dobrze, ze wzialem ze soba naklejki to moglem jakos te dzieciaki chociaz zachecic.
Dla mojego wietnamskiego asystenta staralem sie byc bardzo mily, ale czuc bylo troche niecheci z jego strony. W sumie nie dziwne skoro jakis dzieciak bez umiejetnosci zarabia wielkrotnie wiecej niz on.

Lekcja sie zakonczyla, podpytalem asystenta o jakis feedback na moj temat, ale nic konkretnego mi nie powiedzial.
Generalnie dresscode nauczyciela jest wszedzie staly - zakryte buty, koszula, dlugie spodnie. Bylem ubrany bardzo schludnie i zgodnie z wymaganiami - dlugie granatowe spodnie, ladna blekitna koszula i czarne buty (sneakersy ze znaczkiem Nike). No myslalem, ze nie ma sie do czego doczepic, ale jednak XD
Wieczorem odezwala sie do mnie koordynatorka z agencji pracy (bardzo mila osoba) i spytalem sie jej o jakis feedback. Powiedziala, ze moj stroj nie do konca byl spoko. Mowie jej, ze bylem ubrany tak jak mialem byc. Okazalo sie, ze... koszuli nie mialem wciagnietej i mozliwe, ze o buty tez chodzi XD To nie ma znaczenia, ze ta koszula jest nie do wciagania i wygladalbym jak 8 nieszczescie - ma byc i juz. Buty jej pokazalem to w sumie sama nie wiedziala o co chodzi i powiedziala, ze szkoly czepiaja sie o pierdoly. A i warto dodac, ze w klasie chodze w skarpetkach, a nie w butach XDD
Uznalem, ze w sumie w dupie, moze zapomna i nie bede musial chodzic jak ciapa we wciagnietej koszuli i specjalnie kupowac nowych butow, ale na koniec tej kwestii poczekajmy do wieczora, a tymczasem...

Przejdzmy do milych rzeczy. Zaraz po skonczonych lekcjach poszedlem na "rozmowe" (tyle kasy dajemy, rozpiske godzin ci wyslalam i sie nie spozniaj) o prace w przedszkolu gdzie pracuje moj kolega. Po 5 minutach powiedziala, ze za kilka godzin moge przyjsc na lekcje obserwowac innego nauczyciela jak on uczy i jeszcze mi za to zaplaca, a od jutra zaczne prace XD

Przyszedlem, a nauczycielem byl spoko koles z Irlandii. Uczy sie dzieci w wieku od 3 do 5 lat. I teraz rzeczy wow:
- klasy sa przestronne, a uczy sie ok. 15-20 dzieci
- oprocz glownej asystentki sa jeszcze 2 inne, ktore ogarniaja dzieci
- cala lekcja jest zaplanowana doslownie minuta po minucie! Tzn. masz rozpiske w sylabusie, nie musisz sie tego trzymac, ale nie braknie ci pomyslow
- nie dosc, ze uczysz bardzo latwych rzeczy, to jeszcze bez problemu mozesz to rozciagac i rozciagac
- lekcje opieraja sie na multimedialnym programie z piosenkami i innymi cudami
- sa przybory, chociazby tak podstawowe, jak naklejki (chociaz nie wszystkie sale je maja)
- sale maja klimatyzacje (tez pewnie nie wszystkie sale)

Jedynym minusem jest nizsza placa (30k ~ 1,3$ za godzine), ale przy takiej roznicy warunkow pracy to nie ma wiekszego znaczenia. Z resza nalezy wziac pod uwage, ze przygotowanie sie do zajec w przedszkolu zajmie kilka minut (a nawet i bez idzie), a do publicznej to trzeba kombinowac mocno.

Wieczorem zaczalem przegladac sylabus na jutrzejsze zajecia w szkole publicznej. Jedna strona, 6 slow (w tym "zyc", "chciec", "uzywac") i krotka historyjka. Mialem to robic przez 40 minut. Dostalem rowniez maila od managerki szkoly z odpowiedzia na jedna kwestie wraz z informacja na temat mojego ubioru XD Uznalem, ze nie dam sobie rady w szkole publicznej i lepiej wezme wiecej godzin od przedszkola. Porozmawialem dodatkowo z Irlandczykiem i powiedzial, ze nie warto sie pchac w szkole publiczna. On nawet jako native speaker z jakims doswiadczeniem mial trudnosci, zeby to ogarnac. Moj kontrakt stanowil, ze mam miesieczny okres wypowiedzenia, a jesli wczesniej zerwe umowe to placa 50%. Uznalem, ze albo teraz to rzuce albo i tak pozniej, wiec lepiej teraz nawet jak nie zaplaca za te 80 minut co uczylem nic. Na szczescie pomimo tego, ze byla juz prawie 12 w nocy, moja koordynatorka z pracy odpisala mi na wiadomosc, w ktorej wyjasnilem swoje powody. Nie byloby w sumie wiekszego problemu, ale byl jeden - tego samego dnia dostarczylem im dokumenty do wizy pracowniczej i nie wie czy juz zostaly przekazane do przetwarzania, ale odezwie sie jutro

10 lipca

W przedszkolu mialem miec dzis 3 lekcje po 30 min, wszystkie takie same - wprowadzajace. Po tym jak popatrzylem jak uczy Irlandczyk nabralem troche pewnosci siebie. Tak jak w szkole publicznej czulem, ze odwalam jakis nudny szajs, tak tutaj czulem, ze idzie mi naprawde swietnie. Dzieci bywaja meczace, ale daja bardzo duzo radosci. Zapatrzone w ciebie jak w obrazek.

Dostalem tez niestety informacje, ze moje dokumenty sa juz procesowane, ale mam do nich przyjsc jutro.

11 lipca

Pojechalem po dokumenty akurat w przerwie obiadowej, wiec musialem poczekac ponad godzine. Porozmawialem krotko z dyrektorka, wytlumaczylem o co mi chodzi, a ona w sumie potwierdzila. Ogolnie to jak pisalem z koordynatorka z pracy dzien wczesniej to ja myslalem, ze rozumiemy sie, ze skoro rzucam robote, to nie pojde dzis na lekcje, a ta dyrektorka do mnie, ze oni mysleli, ze dzis pojde XD ta, pojde uczyc 160 minut, a zaplaca mi tylko za polowe, bo tak jest w kontrakcie XDD Mowila tez, ze tych dokumentow nie maja, bo juz je niby wyslali, a pozniej nagle sie jednak pojawily. Probowala jeszcze przekazac, ze zaplacili juz 500k dongow (22$) za work permit i zrozumialem, ze oczekuje abym zaplacil. Mowie, ze po pierwsze nie ma tego w kontrakcie, po drugie ja zaplacilem od cholery kasy za stempelki do dokumentow + badania medyczne, a po trzecie ucieli mi ponad polowe godzin. Ponadto zaczela mowic, ze nie moga mi zaplacic za moje przepracowane 80 minut, bo zrywam kontrakt, a ja do niej, ze w kontrakcie jest, ze placa 50%. Zdziwiona zajrzala i o, faktycznie XD

Koniec koncow odzyskalem wszystkie dokumenty, nie sadze w sumie, ze mi zaplaca te moje 13$ i zapomnialem im oddac ich ksiazek, bo sie spieszylem na zajecia w bombelkowni.

#wietnam #podroze #podrozujzwykopem #azja #pracazagranica #angielski #praca i w sumie #pokazmorde

Przejdź do wpisu

Dodany: 2019-09-04 11:11:52 | Ostatnio wołany: 2019-09-04 11:12:58



OKRADLI ALTERNATYWKE W WIETNAMIE

- moje aktualne poczynania mozecie sledzic na Insta gdzie dodaje rozne shitstory: pienionszki
- swoje wpisy publikuje pod tagiem #wietnamwpjoterze
- jesli ktos chce zeby go dodatkowo wolac do kolejnego wpisu moze zapisac sie na liste:
https://mirkolisty.pvu.pl/list/ZYuZXxyq222so6DE

Moja przyjaciolka z Polszy przyleciala na 3 tygodnie odwiedzic mnie w Sajgonie. Po tygodniu okradziono ja w hostelu. Z rzeczy zamknietych w szafce.

Kradzieze to praktycznie najwieksze zagrozenie (obok ryzyka wypadku drogowego lub pogryzienia przez psa) w Wietnamie. Zdarzaja sie one czesto. Popularne jest tu Grab&Go - wyrywaja ci telefon z reki i uciekaja / odjezdzaja na skuterze. Prawdopodobnie najbardziej popularne jest to w okolicy Bui Vien, (wietnamskie Khao San Road) bo turystow okrada sie najlatwiej. Mojemu koledze Polakowi, ktory jest tu zaledwie 3 tygodnie dluzej niz ja juz raz koles jadacy na skuterze probowal wyrwac telefon, ale na szczescie spadl on na ziemie. Podobna sytuacja wydarzyla sie, gdy moja przyjaciolka, inna kolezanka i poznana Koreanka szly w nocy przez Bui Vien. Ktos podbiegl, z zaskoczenia chcial wyrwac Koreance telefon i uciec, ale na szczescie trzymala go na tym ,,pierscieniu" co Azjaci przyczepiaja do telefonow. Obie sytuacje wydarzyly sie na / obok Bui Vien w srodku nocy, wiec to tam trzeba byc szczegolnie uwaznym.

Wracajac do mojej przyjaciolki. Wynajela lozko w dobrze ocenianym hostelu w centrum Sajgonu. Jeden korytarz i 16 lozek, ale zajetych bylo zaledwie kilka. Bardzo mila obsluga, brak jakiejkolwiek zlej opinii w internecie, zamykane szafki na rzeczy, kamera w holu, nad szafkami i bodajze w recepcji Najbardziej wartosciowe rzeczy czyli laptopa, sluchawki za 1k pln i aparat zostawiala w szafce. Spedzila tam ponad tydzien i wszystko bylo w porzadku. Pewnego wieczoru wyszla z hostelu o 20 i wrocila o 17 nastepnego dnia. Jej szafka byla otwarta, (otworzona sila, bo zamykanie wewnatrz wygiete) a wszystkie rzeczy skradzione. W tym czasie w hostelu nocowalo 4-6 osob. Stracila wyzej wymienione rzeczy oraz karte i dowod. Paszport miala na szczescie przy sobie.

Oczywiscie zaczelo sie od zgloszenia faktu obsludze hostelu. Kamery? Nie nagrywaja / nie dzialaja. Te szafki to byla farsa, bo bez problemu wyrwalem 2 losowe mocniejszym szarpnieciem. Numery szafek nie zgadzaja sie z numerami lozek, a okradziona byla tylko moja przyjaciolka, wiec bylo juz praktycznie pewne, ze to hostel ja okradl. Mimo to, wygladali na zmartwionych. Niby zglosilismy to na jakas lokalna policje, ale nikt tam nic nie spisal. Wszystko jest zalatwiane ,,po chlopsku". Jedyna opcja bylo szukanie kamer w okolicy i faktycznie obok byla kawiarnia, ktorej wlascicielka dala nam nagrania, ale nie mialo to sensu, bo godzin do przejrzenia bylo zbyt wiele, nagrania ,,przeskakiwaly", a nagranie obejmowalo tylko ulamek wyjscia z hostelu i tylko w lewa strone. Bylismy w martwym punkcie.

Ale nastapil przelom. Przelom, ktory mogl sie trafic jedynie #rozowepaski. Przegladala sobie #tinder i voila! Pojawil sie on, rycerz, ktorego potrzebowala - prawnik Wietnamczyk, ktory odpowiedzial na superlike i zgodzil sie pomoc. Dzieki niemu sprawa naprawde nabrala rozpedu, zglosili to do wyzej postawionej policji i w koncu byl jakis dokument to potwierdzajacy. Dowiedzielismy sie, ze hostel dziala praktycznie nielegalnie. Tak czy siak i tak nie bylo mozliwosci nikomu niczego udowodnic. Ale nasz rycerz dzielnie przeszukiwal przez kilka dni wietnamskie portale aukcyjne i znalazl! Znalazl jej laptopa. Prawnik juz niestety wrocil do Hanoi, wiec udalem sie do tego sklepu z przyjaciolka i udalismy zainteresowanych laptopem, aby upewnic sie, ze to ten. Tak, to byl ten. Zlodziej widocznie po prostu sprzedal im tego laptopa. Prawnik zadzwonil na policje, a oni pojechali z przyjaciolka go zabrac.

Ale tutaj nic nie odbywa sie tak latwo. Przez bite 8h musiala najpierw czekac na komendzie, a nastepnie zeznawac. Koniec koncow zabrali tego laptopa tlumaczac, ze musza go dac do rzeczoznawcy(?), ale obiecali, ze zwroca jej go przed wylotem do Polski. Mieli sie kontaktowac, ale kontaktu brak. Najwczesniej kolezance udalo sie po niego udac dopiero w dzien wylotu. Najpierw poszlismy do lokalnej policji. Tam od poczatku do konca wszystko mieli w dupie. Po oczekiwaniu kazali udac sie na inna komende, glowniejsza, bo tam go maja. Tam pomimo, ze troszke mowili po angielsku to nie rozumieli o co chodzi nawet, gdy zadzwonili na lokalna komende. Jeden z policjantow kazal nam isc gdzies obok komendy do innego budynku, ale przy okazji powiedzial, ze oni nie moga wydac tego laptopa. No farsa. Ale tutaj znow przychodzi z pomoca blogoslawienstwo bycia #rozowypasek. 6h do wylotu, wiec ze stresu i niemocy przyjaciolka cala sie rozplakala. Jakims cudem obok przechodzil mezczyzna, ktory mowil bdb po angielsku i zaoferowal pomoc. Przetlumaczyl wszystko, poszedl z nami do budynku obok, rozmawial z policjantami i... wydali laptopa! Z tego co powiedzial, to zgodnie z prawem (czym XD) musza go trzymac miesiac, ale ze wzgledu na ,,special case" wydadza go teraz. Jeszcze tylko szybkie fotki zrobione przez policjanta przyjaciolke trzymajacej laptopa i mozemy isc. Sluchawki oraz aparat sie nie odnalazly, ale to laptop byl najdrozszy, wiec nie skonczylo sie to wszystko tak zle.

#wietnam #podroze #podrozujzwykopem #azja #pracazagranica #angielski #praca

Przejdź do wpisu

Dodany: 2019-08-18 10:11:55 | Ostatnio wołany: 2019-08-18 10:15:06



JAK ZNALEZC PRACE W WIETNAMIE

- moje aktualne poczynania mozecie sledzic na Insta gdzie dodaje rozne shitstory: pienionszki
- swoje wpisy publikuje pod tagiem #wietnamwpjoterze
- jesli ktos chce zeby go dodatkowo wolac do kolejnego wpisu moze zapisac sie na liste:
https://mirkolisty.pvu.pl/list/ZYuZXxyq222so6DE

Ekspaci mieszkajacy w Wietnamie dziela sie glownie na 2 grupy:
- ucza angielskiego
- sa digital nomadami

Praca w wiekszosci zawodow na miejscu bedzie znacznie gorzej oplacana, anlizeli nauczyciel angielskiego. Dobra placa tyczy sie jedynie osob z zachodu, bo np. Filipinczycy, ktorych jezykiem urzedowym jest angielski i akcent maja lepszy od niejednej bialej twarzy, zarabiaja okolo 2-krotnie mniej. Taki stan rzeczy utrzymuje sie glownie przez rodzicow dzieci, ktorzy wymagaja, aby nauczyciel angielskiego byl bialy. Rasizm jest tu rozkrecony na caly regulator i nikt tego specjalnie nie ukrywa.

Szukanie pracy jako nauczyciel angielskiego jest bardzo proste, bo tak naprawde to praca szuka ciebie.
Po pierwsze nalezy dolaczyc do grup na Facebooku. W wyszukiwarke wklepujemy np. Saigon jobs/Ho Chi Minh City jobs/Saigon Teaching English i rozne wariacje danego miasta, jobs, english, teacher itp. Wybieramy kilka najbardziej popularnych i czekamy na przyjecie.

Kolejnym krokiem jest dodanie na kazda z naszych grup posta z krotkim opisem siebie np.: Czesc, mam na imie Piotrek i szukam pracy jako nauczyciel angielskiego. Mieszkam w takim dystrykcie. Mam tyle lat. Mam taki i taki certyfikat. Mam dyplom licencjata/magistra (jesli nie jest to zwiazane z nauczaniem to napiszcie tylko, ze macie dyplom). Mam zaswiadczenie o niekaralnosci. Mam czysty akcent i jestem otwarty na nowe doswiadczenia. Prace moge zaczac natychmiast. Dodajecie dla uwagi swoje ladne zdjecie z usmiechem i najlepiej w koszuli. Ubior jest tutaj bardzo wazny. Skora musi byc jak najbielsza.
To tyle. Oferty pracy beda naplywac do was same w wiadomosciach prywatnych.

Pracowac jako nauczyciel angielskiego w Wietnamie mozecie glownie na dwa sposoby: w centrach jezykowych oraz w szkolach publicznych. Kazda z opcji ma swoje plus i minusy.

Zaczne od szkol publicznych:
Szkoly publiczne raczej rzadko szukaja nauczycieli samodzielnie. Glownie zajmuja sie tym agencje, ktore rekrutuja nauczycieli, a pozniej ,,dostarczaja" ich do szkol. Jest to o tyle dobra opcja, ze takie agencja wspolpracuja z wieloma szkolami, wiec w miare mozliwosci dopasuja sie do twojego miejsca zamieszkania, abys nie musial jezdzic daleko do pracy. Czesto zdarza sie tak, ze pracuje sie w 2, a nawet i 3 szkolach jesli chce sie miec wiecej godzin, wiec lepiej je miec blizej siebie. Do szkol publicznych jest ogromne zapotrzebowanie, wiec non-native speaker bez doswiadczenia dostanie takich ofert najwiecej. Praca od poniedzialku do piatku w godzinach podobnych co w Polsce. Wyjatkiem jest przerwa obiadowa, ktora trwa od 11 (lub 10, nie pamietam) do 13. Jesli sie blisko mieszka, to jest to moim zdaniem nawet fajna sprawa. Klasy licza od 30 do 50 osob. W klasie zawsze jest 1 lub 2 wietnamskich asystentow, ktorzy w rozny sposob pomagaja. Niektorzy siedza w telefonach i maja wszystko gdzies, inni po prostu pomagaja, a czasem zdarza sie tak, ze to oni prowadza cala lekcje, a ty w zasadzie asystujesz. Praca w szkolach publicznych (a w zasadzie dla agencji) ma tez ten plus, ze bedziesz najprawdopodobniej pracowal legalnie tzn. na wizie pracowniczej (bo zwykle ludzie pracuja na wizach turystycznych). Tutaj trzeba spelnic troche wymagan formalnych, o ktorych opowiem nizej. Dzieki wizie pracowniczej bedziesz mogl wyrobic karte tymczasowego pobytu i nie bedzie trzeba robic tzw. visa run (opuszczenie kraju co 3 miesiace), a takze kilka innych benefitow jak np. mozliwosc wyrobienia wietnamskiego prawa jazdy. Praca dla agencji jest tez bezpieczniejsza, poniewaz istnieje duzo mniejsze ryzyko braku zaplaty ze strony pracodawcy. Zarobki to od 400k dongow (17.2$) do pewnie ok. 460-470k dongow (20$) na godzine, ale ciezko mi postawic prawdziwa granice.

Centra jezykowe:
Moja wiedza na temat centr jezykowych jest troche bardziej skapa. Nie wiem nawet, czy dostalem taka oferte. W centrach jezykowych pracuje sie wieczorami i weekendami, bo sa to zajecia dodatkowe. Klasy licza mniej osob, ktore podobno zwykle sa bardziej skupione na nauce. Taka praca jest mniej uregulowana, bo czesto pracuje sie wizie turystycznej. Jesli nie spelnia sie wymagan formalnych do wizy pracowniczej, to jest to dobra opcja. Jesli dane centrum jezykowe jest bardziej ,,powazne" to zatrudnia tylko realnych native speakerow (tutaj ,,w slangu" native speaker to po prostu bialy) z doswiadczeniem. Kolega, ktorego poznalem tu w podobnej sytuacji co ja pracuje dla centra jezykowego za 400k/h (17.2$). Rozmawialem z brytyjkami po psychologii i one dostaja z tego co pamietam 520k/h (22.4$). Rozrzut jak widac jest spory.

Jak wyglada rozmowa o prace?
Ze wszystkich ofert jakie dostalem wybralem sobie 3 - wszystko to agencje wspolpracujace ze szkolami publicznymi. Ofert na przedszkola nie bylo, wiec chcialem uczyc w szkolach podstawowych.

W pierwszym miejscu zaoferowano mi 405k/h (17.5$). Rozmowa to typowe duperele typu czemu tu jestem itd. Pokazali mi ksiazke z przykladowym zadaniem i mialem im pokazac jak bym to przedstawil dzieciom. 5 prostych slow i jedynie co to powiedzialem, ze bym ,,pokazal" te slowa oraz kazal powtorzyc.
Druga agencja zaoferowala mi 420k/h (18.1$) + jakis bonus na koniec semestru za dobre nauczanie, rozmowa to troche mniejsze duperele, ale nie musialem nic pokazywac.
Trzecia agencja zaoferowala mi 425k/h (18.3$) + po 2 miesiacach podbicie do chyba 435k/h. Odbyla sie z bialym Brytyjczykiem, ktory jest tu od 2004 roku i on zadawal najbardziej powazne pytania, ale tez nic na co trzeba sie przygotowac.
Spokojnie chodzilem sobie po kolei na te rozmowy, a agencje czekaly cierpliwie na moja decyzje. Koncowo wybralem druga oferte i udalo mi sie podbic stawke do 430k/h (18.5$). Dali mi wstepna rozpiske i pracuje w 1 szkole 1.5 km od mojego mieszkania 19h w tygodniu. Start niestety dopiero 9 wrzesnia.

Wymagania formalne do wizy pracowniczej:
1. Wietnamski health check - agencja dala mi rozpiske szpitali z dopiskami, ktore polecaja, a w ktorych zaplace wiecej. Poszedlem do rekomendowanego i zaplacilem 1.5 mln dongow (65$). Podstawowe badania krwi, moczu, oczu, zebow, uszu, wzrost itd. Odebralem 2 dni pozniej.
2. Dyplom uczelni wyzszej - niewazne jaki kierunek. Musi byc zalegalizowany. Za 8 mln (345$) podobno da sie to obejsc (wedlug agencji).
3. Zaswiadczenie o niekaralnosci - jesli jestes w Wietnamie ponizej 6 miesiecy to musi byc to zaswiadczenie z Polski, zalegalizowane. Za 4 mln dongow agencja wietnamska ci takie cos wystawi i tez bedzie ok (podobno).
4. Certyfikat nauczania TEFL / TESOL itp. Ja zrobilem jakis 120h TEFL online w 30 minut, bo znalazlem odpowiedzi w internecie. Za 50 funtow wyslali mi certyfikat na ladnym papierze poczta. Tyle wystarczy.

Oczywiscie jeszcze paszport, zdjecia, wniosek.

Niestety nie pojechalem przygotowany perfekcyjnie i popelnilem blad kosztujacy bardzo duzo zachodu, a mianowicie moje zaswiadczenie o niekaralnosci oraz dyplom nie byly zalegalizowane do uzycia za granica... Wiecej szczegolow napisze w innym wpisie, gdy ten proces dokoncze, bo sam jeszcze nie wiem jak to dokladnie wyjdzie.

Przejdź do wpisu

Dodany: 2019-08-11 14:24:54 | Ostatnio wołany: 2019-08-11 14:27:16



WYNAJĄŁEM MIESZKANIE W WIETNAMIE

- moje aktualne poczynania mozecie sledzic na Insta gdzie dodaje rozne shitstory: pienionszki
- swoje wpisy bede publikowal pod tagiem #wietnamwpjoterze
- jesli ktos chce zeby go dodatkowo wolac do kolejnego wpisu moze zapisac sie na liste:
https://mirkolisty.pvu.pl/list/ZYuZXxyq222so6DE

Jako, ze od 3 dni mieszkam już w swoim wynajetym mieszkaniu, mogę opisac jak wygladalo jego poszukiwanie. Nic dotychczas nie przynioslo mi tutaj takiej ulgi, jak znalezienie go.

Ho Chi Minh City (Saigon) jest podzielony na dystrykty:
- Dystrykt 1 to centrum
- Dystrykt 2 jest taka troche enklawa expatow, bo wlasnie tam podobno mieszka ich najwiecej. Buduje się tam sporo nowoczesnych apartamentowcow, ruch uliczny jest mniejszy, powietrze czystsze i ogolnie jest spokojniej. Niestety w porze deszczowej system kanalizacji często tam nie wyrabia, wiec woda zalega na ulicach.
- Dystrykt 7 to miejsce, w którym mieszka najwiecej Koreanczykow i Japonczykow. Jest to dzielnica bogatszych mieszkancow. Ten dystrykt był inaczej planowany podczas budowy, wiec ulice sa tu duzo szersze. Jest tu duzo czysciej niż w innych czesciach miasta, a ruch uliczny spokojniejszy.
Reszta dystryktow niczym specjalnym się nie wyroznia. Dla turysty zdecydowanie najlepszy jest dystrykt 1, a dla expata w zaleznosci od potrzeb.

W Wietnamie mieszkania można szukac na kilka sposobow:
1. Dodanie posta na grupy FB i agenci/wlasciciele sami się do ciebie zglaszaja.
2. Samodzielne przegladanie zdjec na np. muaban.net lub chotot.com (chyba najlepsze strony)
3. Informacja od znajomych Wietnamczykow, ze ktos ma mieszkanie na wynajem.
Nie znam tu jeszcze zbytnio nikogo, wiec pozostaly mi opcje 1 oraz 2. Na poczatku postanowilem skorzystac z obu jednoczesnie. Dodalem się na grupy FB, opisalem swoje wymagania i po kilku minutach miałem już sporo ofert. Widzac oferty, jakie dostawalem na fb, a jakie sa dostepne na wyzej wymienionych stronach dla Wietnamczykow uznalem, ze oferuja mi zawyzony cenowo szajs, bo jestem bialy. Post usunalem i zaczalem uzywac opcji 2.

Poczatkowo celowalem w dystrykt 3 (obok 1, podobno idealne miejsce do zycia ze względu na bliskosc centrum, a jednak wiekszy spokoj) oraz dystrykt 10 (obok 1 i 3, podobno tanszy wynajem, a baza wypadowa w kazde miejsce calkiem dobra). Generalnie mieszkanie musialem ustawic sobie pod miejsce pracy. Jako, ze jestem zatrudniony przez agencje, która „dostarcza” nauczycieli do szkol publicznych, podobno sa oni w stanie dopasowac się do mnie, abym miał dobry dojazd, wiec moglem sobie wybrac mniej wiecej ktorykolwiek dystrykt. W roznych opisach dzielnic na blogach napisane było, ze np. dystrykt 10 jest spoko ze względu na nizsze ceny wynajmu, a dystrykt 2 i 7 jest spoko, bo ciszej, ale wyzsze ceny wynajmu. Teraz wiem, ze wiekszych glupot nie czytalem. DUZO latwiej wynajac cos przyzwoitego w dystrykcie 2 w cenie nizszej niż w dystrykcie 10 z prostego powodu – buduje się tam duzo nowoczesnych apartamentowcow i ktos musi tam zamieszkac, wiec jest znacznie wiekszy wybor ladnych mieszkan, a tym samym ceny nizsze.

Do ceny wynajmu zawsze należy doliczyc zuzyty prad (cena podobna jak w Polsce), a czasem także jednorazowa oplata za wode i management fee. Poczatkowo patrzac po zdjeciach uzalem, ze mogę wynajac cos budzetowego w calosciowym koszcie do 6 mln dongow (260$). Wynajmem tu zajmuja się glownie agencje, a nie osoby prywatne. Praktycznie każdy uzywa tutaj Zalo (odpowiednik WhatsApp), wiec wlasnie tak kontaktowalem się z osobami, których oferty mnie interesowaly. I tutaj poznalem super myk agencji: dodaja oni ladne oferty ladnych mieszkan w dobrych cenach (moim zdaniem naprawde realne ceny i jakosc mieszkan, a nie jakies nierealne oferty), ale gdy do nich napiszesz, to okazuje się, ze to mieszkanie już nie jest dostepne, ale maja inne – duzo gorsze. I tak spedzilem kilka dni na poszukiwaniach, a w miedzyczasie musialem znacznie znizyc swoje standardy, otworzyc się na inne dystrkty (polnoc 1, 4 oraz 7) oraz zwiekszyc finanse – do 8-8,5 mln dongow + prad (345-370$)…

To wszystko przynioslo mi bardzo duzo stresu, bo okazalo się, ze musze wydac wiecej pieniedzy, anizeli planowalem, a także zajmowalo to bardzo duzo czasu, a nie lubie zyc na walizkach w hotelu. Uznalem, ze nie ma sensu poszukiwac i kontaktowac się z agentami samemu, wiec zrobilem tak jak wszyscy i znow dodalem post na FB. Tutaj znow trzeba się uzerac z ludzmi. Napisales w ogloszeniu, ze tylko dystrykt 3 i 10 w cenie do 300$?

Dzien dobry proszę pana bialego, mam mieszkanie w dystrykcie 7 (daleko na poludnie od 3 i 10) za 400$, chce pan?

W koncu uznalem, ze pomimo, ze dystrykt 7 jest lekko oddalony od centrum, to ze wgledu na jego czystosc, spokoj, a także wiekszy wybor przyzwoitych mieszkan, to wlasnie tam pewnie najlepiej byloby zamieszkac. Koncowo ze wszystkich ofert wybralem 4 do obejrzenia: pierwszy w dystrykcie 1 na polnocy, drugi w dystrykcie 3 tez na polnocy obok 1, trzeci w dystrykcie 10 na zbiciu z 1, a czwarty w dystrykcie 7 na polnocy przy rzece. Wszystkie w cenie około 8 milionow + prad. W cenie sprzatanie 1-2 razy w tygodniu i wymiana poscieli.

Mieszkanie numer jeden było nie najgorsze. Cale mialo z 15m2, było okno zewnetrzne (tak, sa wewnetrzne tu), pralka u gory, sprzatanie raz w tygodniu, wypiora mi jak będę chcial. Troche ciemno, ale nie najgorzej…

Mieszkanie numer dwa oh matko. Jedynym plusem było to, ze było troche wieksze. Był taki ultracienki balkon, ale od razu za nim sciana. I tak dobrze, bo chociaz swiatlo wpadalo. Ciepla woda w Wietnamie jest czesto podgrzewana przez panele sloneczne, które tutaj chyba nie dzialaly za dobrze, bo cieplej wody zbytnio nie było… W szafkach zadnych talerzy, sztuccow, niczego. Cale mieszkanie zasyfione i ogolnie bardzo brzydko.

Mieszkanie numer trzy znajdowalo się w hotelu. Było dosc czyste i niezle, ale… Do pokoju swiatlo wpadalo przez 2 punkty: jedno przez okno, które prowadzilo na korytarz (taki hotelowy korytarz), a drugie przez drzwi balkonowe, które były drewniane, wiec musialyby być otwarte, żeby był przeswit (były tez jakby za sciana, wiec na lozko nie padaloby swiatlo). Koles za nic nie potrafil zrozumiec dlaczego nie uznaje okna na korytarz za okno i bardzo probowal mnie przekonac, ze tu jest w dzien jasno. Ok XD

W tym momencie byłem już troche zawiedziony, bo obawialem się, ze będę musial wziąć mieszkanie numer 1, które było no srednie… Niby miałem jeszcze do zobaczenia mieszkanie w tym dystrykcie 7, ale nie spodziewalem się cudow. Usiadlem sobie w tym hotelu, żeby zamowic skuter do tego kolejnego mieszkania, a na Messengerze dostalem kolejna oferte. Mieszkanie w dystrykcie 7 (bardzo blisko tego co jechalem zobaczyc), ale za 8,5 mln (370$) + woda. Normalnie bym nawet nie odpisal na taka oferte, ale uznalem, ze w tej sytuacji może warto. Mieszkanie moglbym mieć za 8 mln + prad, ale gdybym podpisal kontrakt na rok – to nie wchodzilo w gre. Jakims cudem udalo mi się wytargowac na 8,1 mln przy kontrakcie na 2 miesiace. Mieszkanie było wynajmowane przez wlascicieli, wiec w sumie lepsza opcja niż przez agenta. Pokazac mogli mi je dopiero o 21, ale zgodzilem się. Pojechalem z kolega do pierwotnie ostatniego mieszkania, które miałem tego dnia ogladac. I tutaj wszystko się zmienilo. Bardzo fajna okolica, wynajmuja wlasciciele, mieszkanie jest czyste i estetyczne, szybki internet, balkon, sprzatanie raz w tygodniu, cena 7,7 mln (335$) + prad. No jest swietnie. Poczulem wielka ulge. Powiedzielismy wlascicielom, ze musimy obejrzec jeszcze jedno mieszkanie za godzine, ale to mi się bardzo podoba. Zaprosili nas na piwo i troche jedzenia. Bardzo mili ludzie. Tak mi się tam podobalo, ze już nawet nie chcialo mi się isc do tego kolejnego (bo co może być jeszcze lepszego za te cene patrzac po tym co tego dnia widzialem?), ale uznalem, ze skoro jestesmy to idziemy.

Poszlismy zobaczyc to ostatnie za wytargowane 8,1 mln i… WOW.
Mieszkanie w nowym bloczku gdzie mieszkaja praktycznie sami Amerykanie. Rooftop z niesamowitym widokiem. Pokoj urzadzony niesamowicie estetycznie, duzy telewizor ze Smart TV, duzy balkon, sprzatanie 2x w tygodniu, bardzo szybki internet, cicho, pralka, wszystkie przybory kuchenne, wygodne lozko, sejf w pokoju, zelazko, wszystko praktycznie nowe. Nawet wzmaczniacz sygnalu wifi w pokoju! I pomyslec, ze to za ta sama cene co zasyfione mieszkanie z balkonem z widokiem w sciane i bez cieplej wody… Byłem przeszczesliwy. Ale to nie wszystko. Udalo mi się zbic cene do 8 mln miesiecznie przy kontrakcie na 3 miesiace (taka znizka jest tylko przy rocznym). Wlasciciel mieszkania to najbardziej ogarniety Wietnamczyk jakiego dotychczas poznalem. Wprowadzilem się juz na drugi dzien i dalem mu w prezencie piwo z Rosji. Zaproponowal, ze przewiezie mnie skuterem po okolicy i pojedziemy do Lotte Mart (koreanski supermarket typu Walmart), żeby dokupic pare rzeczy do pokoju. Wczoraj napisalem do niego, ze brakuje mi duzego lustra w pokoju:
- w pokoju nie może być za duzo szkla, bo to przynosi pecha (Feng shui)
- ale to mi przyniesie tego pecha, prawda?
- ok, możemy zamontowac lustro w szafie, ale ja nie place
- nie ma problemu, mogę kupic to lustro. Ile powinienem zaplacic i gdzie kupic?
- okolo 20$, ale chwila. Jak chcesz stojace lustro to mogę ci zalatwic za darmo

No i za pol godziny miałem lustro w pokoju.
Mysle, ze z tym mieszkaniem naprawde bardzo mi sie poszczescilo i jestem przezadowolony.

#wietnam #podroze #podrozujzwykopem #azja #pracazagranica #angielski #praca

Przejdź do wpisu

Dodany: 2019-08-05 10:25:00 | Ostatnio wołany: 2019-08-05 10:27:42



JAK SZCZEPIŁEM SIĘ W WIETNAMIE

- moje aktualne poczynania mozecie sledzic na Insta gdzie dodaje rozne shitstory: pienionszki
- swoje wpisy bede publikowal pod tagiem #wietnamwpjoterze
- jesli ktos chce zeby go dodatkowo wolac do kolejnego wpisu moze zapisac sie na liste:
https://mirkolisty.pvu.pl/list/ZYuZXxyq222so6DE

No siema. Trochę już nie pisałem co tam u mnie, bo uznałem, że dodam wpis z jakimiś praktyczniejszymi historiami. Ostatnie dni minęły na imprezach, ogarnianiu podstawowych czynności i poszukiwaniu pracy (a w zasadzie wybierania sobie) oraz mieszkania, ale to jeszcze opiszę niedługo, gdy dopnę wszystko do końca.

Dziś opiszę jak wybrałem się na szczepienie.
Musiałem odnowić szczepionkę na dur brzuszny i dodatkowo zaszczepić się na japońskie zapalenie mózgu. W Sajgonie całkiem niedawno otworzyli duże centrum szczepień i postanowiłem się do nich wybrać, bo szpitale dla expatów miały ceny jako takie...

Przed przyjazdem wszedłem na ich stronę i po angielsku na czacie zapytałem czy mają dostępne szczepionki, których potrzebuję. Czat chyba czynny 24h, bo dostałem odpowiedź od razu późno wieczorem. Ośrodek ładny i czysty. Wszedłem to od razu podszedłem do okienka i mówię, że chcę takie i takie szczepionki. Pani się bardzo zestresowała, bo 4 razy poprawiała przepisane i wydrukowane moje imię i nazwisko. Dostałem karteczkę i inna pani zaprowadziła mnie od razu do pani doktor. Zwykłe badanie temperatury, szybki wywiad i ciśnienie. Mówiła bardzo ładnie po angielsku. Poszedłem zapłacić i poczekałem w kolejce 5 min na szczepienie. Tutaj też pani po angielsku wyjaśniła mi ewentualne skutki uboczne itd I teraz coś czego w Polsce nigdy nie spotkałem: bardzo dokładnie pokazano mi opakowania, nazwy, daty ważności oraz gramatury szczepionek.

Ile zapłaciłem?
W Polsce Typhim Vi kosztuje ok. 200 zł w aptece. Czyli najpierw umówisz wizytę w przychodni, żeby wypisali ci receptę, zamówisz w aptece, w inny dzień odbierzesz szczepionkę i pójdziesz do przychodni, żeby zaszczepili. Mnóstwo czasu i kombinowania. Bez kombinowania pewnie wyjdzie koło 250 zł, ale często liczą sobie za konsultację.
Tutaj zapłaciłem 281 000 dongów = 47 zł

Do japońskiego zapalenia mózgu miałem do wyboru szczepionkę produkowaną w Wietnamie lub Tajlandii. Ta w Wietnamie to trzy dawki - jedna teraz, druga za 2 tyg, a 3 za rok. Ta w Tajlandii tylko 1 dawka. Wietnamska za 170k (28 zł), tajska za 665k (110 zł). Wybrałem wietnamską. W Polsce jeśli dobrze pamiętam to jedna dawka (ale chyba innej szczepionki) kosztowała 300 zł, a potrzebowałbym 2.

Jeszcze co do poprzedniego wpisu to spójrzcie jak łatwo można manipulować tłumem (zdjęcie w komentarzu). Wpis był głównie opisem najbardziej imprezowej ulicy miasta. Jest tam pełno prostytutek. I tyle o prostytutkach w całym wpisie. Ale jeden z Mirków uznał, że mój "pierwszy wpis" (który był trzecim wpisem) jest o kurwach, bo przeczytał taki chwytliwy nagłówek. I byłoby spoko, bo ignoranci się zdarzają, ale lawinowo zaczął dostawać plusy od osób, które też wpisu nie czytały, a później już szło lawinowo "aa plusuje, bo inni plusujo".

#wietnam #podroze #podrozujzwykopem #azja #pracazagranica #angielski #praca

Przejdź do wpisu

Dodany: 2019-07-25 12:37:56 | Ostatnio wołany: 2019-07-25 12:40:32



Elo. Dzis bedzie glownie o prostytutkach, klubach i Azjatkach czyli to, co lud kocha najbardziej.

- moje aktualne poczynania mozecie sledzic na Insta gdzie dodaje rozne shitstory: pienionszki
- swoje wpisy bede publikowal pod tagiem #wietnamwpjoterze
- jesli ktos chce zeby go dodatkowo wolac do kolejnego wpisu moze zapisac sie na liste:
https://mirkolisty.pvu.pl/list/ZYuZXxyq222so6DE
- gdyby kogos temat Wietnamu (ale z Hanoi) interesowal "szerzej i na juz", to polecam bloga serdecznej Danieli, ktora odpowiadala mi na kazde pytanie przed moim wyjazdem: https://zolwimkrokiem.pl/

Tak jak napisalem w poprzednim wpisie - tego samego dnia wyszedlem na miasto z Polakiem, ktory rowniez dopiero co przeprowadzil sie do Wietnami. Zaczelismy od baru gdzie bylo piwo za darmo (nie wiem czy dla wszystkich czy tylko dla expatow). I bylo to piwo butelkowane! Nie bylo tam nic ciekawego do roboty, wiec zrobiliśmy rundke po innych miejscach. To byl wtorek, wiec wybor byl mniejszu, anizeli w okolicach weekendu. Niestety pierwsze wrazenie jest takie jak sie spodziewalem: kicz, slaba muzyka i prostytutki. No slabo. Pojechalismy na Bui Vien czyli Wietnamskie Khao San Road czyli imprezowa ulice. Tony barow, jeszcze wiecej prostytutek i slabej muzyki. Powchodzilismy do jakichs klubow, ale w zasadzie wszedzie tak samo slaba muzyka i raczej pustawo. Pozniej udalismy sie na jakis rooftop bar, ale po paru minutach poszlismy. Trafiliśmy do jakiegos klubu dla smietanki wietnamskiej. Muzyka tak samo beznadziejna XD ale dziwniejsze bylo zachowanie bedacych tam ludzi - nikt nie tanczyl, wszyscy tylko wokol stolikow pili i robili sobie zdjecia. Wszystko na pokaz. Jak tak chodziliśm to kupilismy sobie 30 minutowy masaz stop za 4.5$. Oczywiscie bylo proponowane cos wiecej, ale nie chcielismy. Wrocilismy do pierwszego baru, bylo juz duzo ludzi. Muzyka nie musze mowic jaka i starzy biali tanczacy z 3-krotnie mlodszymi prostytutkami... Wrocilismy w okolice Bui Vien, rozpadalo sie, ale poznalismy jakiegos Irlandczyka, ktory od roku sobie podrozuje. Bar otwarty 24h i pomimo, ze typ jest w Wietnamie 10 dni to kazdego juz tam znal xD No wiec nic ciekawego i okolo 5 wrocilem do domu. Byla straszna ulewa, ale ja oczywiscie zamiast taksowki za 3.5$ wolalem pobiec do sklepu, kupic nakrycie przeciwdeszczowe za 0.7 usd i jechać w te ulewe skuterem za dolara XDD ale jazda byla super, niesamowite przezycie. W ogole to fajna sie zrobila jazda tymi skuterami, ale czasem jest stresik. W piatek wychodze z innymi 2 Polakamim, ktorzy sa w Wietnamie dluzej, wiec moze pokaza mi bardziej lokalne miejscowki.

Ogolnie co do dziewczyn to jeszcze nie mogę za duzo powiedzieć, ale narazie nie zmienilo sie to co przeczuwałem przed przyjazdem - fanem Azjatek to ja raczej nie zostane. Paradoksalnie, moim zdaniem jest trudniej niz w PL, a przynajmniej dla mnie (lub z moimi wymaganiami xD). Co prawda na Tinderze wskakuje duzo wiecej lajkow, ale nie porownywalbym tego z Polska z kilku powodow:
Po pierwsze, typowa Azj@tka jest brzydsza niz nasza P0lka, wiec odsiew jest duzy.
Po drugie, trzeba trafic na dziewczyne, ktora mowi po angielsku przynajmniej w stopniu komunikatywnym, a i nawet taki poziom jest meczacy i bardzo nudny.
Kolejny mankament to to, ze tutaj jest dużo wieksze parcie na slub, rodzine i powazny zwiazek. Taka Polska kilkadziesiat lat temu. Ja zdecydowanie preferuje podejscie jak w USA - pierwsza randka i jak jest fajnie to idzie sie do lozka, a nie jakies konwenanse. Odrzuca mnie to parcie na serious relationship. Czym laska bardziej ma światopogląd taki jak ja, tym bardziej prawdopodobne, ze bede chcial z nia być w zwiazku xD
Tak wiec moim zdaniem wychodzi na to, ze majac nawet wieksze wziecie jako bialy, jest tu trudniej niz w Polsce. Powiedziałbym nawet, ze Wietnamczycy maja latwiej. Mysle, ze moj mlody wiek tez moze odgrywac tu kluczowa negatywna role. Duzo dziewczyn nie ma kompletnie poczucia estetyki, a jest to dla mnie kwestia niesamowicie wazna. Z tego co slyszalem, to nalezy tu za laske placic nawet pierwszej randce. Jako tako uwazam to za akceptowalne tylko ze wzgledu na duze dysproporcje zarobkow miedzy Wietnamczykami, a bialymi. Jesli chcesz tu szukac dziewczyny/zony to dochodzi kwestia czy laska nie leci na paszport.
Wiec jak czyta to jakas fajna #p0lka chetna na emigracje do Wietnamu to hit me up asap XDD

Wieczorem jeszcze pojechalem do innego hostelu gdzie mialem domyslnie spac (ale nie spalem, bo chcieli mi podbic cene przez przyjazdem) po klawiature, ktora zamowilem z Chin. O dziwo obylo sie bez problemow. Jak wszedlem do hostelu to pierwsze słowa właścicielki to "Hi, oo you are very handsome". W sumie to niewiele zrobiłem, bo obudzilem sie o 16.

Jeszcze co do pogody to jest ona zdecydowanie lepsza niz w Tajlandii. Teraz jest podobno najgorszy okres w Wietnamie - goraco, duszno i deszczowo. Mimo to, czulem sie bardzo komfortowo w dlugich spodniach jak chodzilismy wieczorem. Oddycha mi sie tez lepiej niz w Polsce, bo jest bardziej wilgotno.

Musze tez sprostowac sprawe reklamowki i kawy. To nie byla reklamowka a tasiemka wokol kubeczka z "reklamowkowym" uchwytem. Pomijając fakt plastiku, to jest to naprawde fajna sprawa.

Jeszcze troche i zaczne etap szukania roboty XD
Ponawawiam tez prosbe: gdyby ktos w Polsce mial powiazania z jakas agencja pracy importujaca Azjatow do pracy w Polsce - niech sie odezwie na priv. Bede bardzo wdzieczny!

Podsumowujac to fajnym jest to, ze nawet jak nasrasz na srodku ulicy, to pewnie nikt ci nie zwróci uwagi, bo jesteś bialy. Elo
A dzisiejsza historia z eskapada zaniesienia laptopa do serwisu w celu wymiany klawiatury zasluguje na oddzielny wpis xD

#wietnam #podroze #podrozujzwykopem #azja #pracazagranica #azja #angielski #praca

Przejdź do wpisu
Założona przez:

piotrek39

Osób na liście: 164
Wołań: 8
Wolanie do tagu #wietnamwpjoterze

Ostatnie wydarzenia (zobacz wszystkie)


2019-10-11 10:35:27
@PaniSmall dołączyła do listy


2019-10-08 00:07:00
@random_variable dołączył do listy


2019-10-07 19:03:13
@piotrek39 zawołał do wpisu


2019-09-22 18:05:26
@gorush dołączył do listy


2019-09-22 15:21:24
@DeerIda dołączył(a) do listy


2019-09-22 14:32:28
@pieetiaa dołączył do listy


2019-09-22 10:19:08
@KevinMalone dołączył do listy


2019-09-22 09:40:06
@piotrek39 zawołał do wpisu


2019-09-15 15:51:41
@SpawaczPolimeru opuścił listę


2019-09-12 09:23:14
@Seggenz opuścił listę