Dodany: 2019-11-16 12:51:44 | Ostatnio wołany: 2019-11-16 12:57:29



Wróciłem i zapraszam wszystkich spragnionych paleontologicznych oraz ewolucyjnych treści. Dziś nie będzie ani o jednym, ani o drugim, ale mam nadzieję, że też będzie fajnie.

tl;dr Człowiek pochodzi od małpy, nadal jest małpą, a nawet rybą - tak działa systematyka filogenetyczna.

Człowiek nie pochodzi od małpy, jedynie ma z nią wspólnych przodków. Delfin nie jest rybą, a ssakiem. Twierdzenia zawarte w tych zdaniach są powszechnie znane i, no cóż, błędne. Wpis ten powstał pod wpływem dyskusji na pewnym forum ze śmiesznymi obrazkami ( ͡° ͜ʖ ͡°) i kolejnej na Facebooku, a także rozmowy z dwójką znajomych (pozdrawiam).

Wpis ten ma na celu proste wyjaśnienie zasad systematyki i nazewnictwa organizmów żywych.

W szkole uczymy się o Karolu Linneuszu – żyjącym w XVIII w. szwedzkim przyrodniku, który postanowił skatalogować wszystkie istoty żywe (i nie tylko, jednak to na nich się skupię). Dziełem jego życia była Systema Naturae, której 10. edycja dała podstawy współczesnej taksonomii (ostatnią edycją była 13., którą uzupełnił J. F. Gmelin już po śmierci Linneusza). To tam spopularyzowane zostało binominalne – czyli dwuczłonowe – nazewnictwo gatunków (po raz pierwszy użyte jednak ponad 100 lat wcześniej przez Gasparda i Jeana Bauhinów), które stosowane jest do dzisiaj.

Zasady nazewnictwa gatunków (i rodzajów, rodzin itd.) spisane są w Międzynarodowym kodeksie nomenklatury zoologicznej (jest jeszcze wersja botaniczna i bakteryjna). Oprócz tego funkcjonuje PhyloCode (Międzynarodowy kodeks nomenklatury filogenetycznej), czyli zbiór zasad tworzenia kladów (co to takiego – wyjaśnię za chwilę).

GATUNEK

Podstawową jednostką taksonomiczną jest gatunek. Nazwy gatunków posiadają dwa człony: pierwszy rodzajowy, drugi gatunkowy. Przykładami mogą być Homo sapiens czy Tyrannosaurus rex. Pierwszy człon zapisujemy wielką literą i dodatkowo całość powinna być zapisana krojem wyróżniającym się z tekstu (zazwyczaj używa się kursywy). Dla pełni szczęścia w nawiasie umieszczamy rok opisania gatunku oraz nazwisko (lub inicjał) człowieka, który to zrobił, np. Homo sapiens (Linnaeus, 1758) lub Tyrannosaurus rex (Osborn, 1905). Nazwy gatunkowe zazwyczaj bierze się z łaciny i greki (lub są one zlatynizowanymi nazwami pochodzącymi z innych języków), jednak nie jest to twarda zasada i występują od niej wyjątki, np. Smok wawelski (bliski krewny dinozaurów odnaleziony w Polsce), Yi qi (czyt. ji ci, chiński dinozaur) czy Dziwneono etcetera (australijski owad, ten gatunek nie jest kopalny).

Gdy w danym tekście jakiś gatunek pojawia się więcej niż raz, można użyć zapisu skróconego, np. H. sapiens lub T. rex. Do jednego rodzaju może należeć więcej niż jeden gatunek, np. do Homo należą m.in. H. sapiens i H. erectus. Tylko gatunki i rodzaje zapisuje się wyróżniającym się krojem pisma, wyższe taksony jedynie wielką literą, np. Hominoidea (małpy człekokształtne).

Nie istnieje idealna definicja gatunku. Chyba najlepsza (a na pewno najczęściej przytaczana) uznaje za gatunek grupę organizmów, spośród których dwa mogą się rozmnożyć i wydać na świat płodne potomstwo. Niestety, od tej zasady jest wiele wyjątków, np. organizmy jednokomórkowe czy ogólnie stworzenia rozmnażające się bezpłciowo lub tzw. gatunki pierścieniowe. Istnieje jeszcze zjawisko hybrydyzacji – rodzice należący do różnych gatunków (choć zazwyczaj w obrębie jednego rodzaju) są w stanie spłodzić płodnego potomka. W miarę często dzieje się tak u krukowatych i możliwe, że miało miejsce u naszych przodków, gdzieś na wysokości rozdzielenia się linii naszej i szympansiej.

Z gatunkiem jest jeszcze jeden problem. Otóż życie jest ciągłe i nie da się wyznaczyć na linii rozwoju organizmów jednego punktu, w którym wyodrębnił się niej nowy gatunek. Gdy osobnik A jest przodkiem osobnika B i rozdziela je tyle pokoleń (nazwijmy je zbiorczo C), że A i B należą do różnych gatunków, to A i B nie byłyby w stanie spłodzić płodnego potomka (spotkanie A i B czysto hipotetyczne, oczywiście). Jednak zarówno A i B byłyby w stanie rozmnożyć się przynajmniej z niektórymi osobnikami z C i w C znalazłoby się kilka osobników, które mogłyby się rozmnożyć zarówno z A, jak i z B (rysunek poglądowy niżej, coby się nie pogubić). Oczywiście nie oznacza to, że te środkowe C należą jednocześnie do A i B (chociaż zależy, jaki wycinek pokoleń sprawdzamy).

Obrazek, coby się nie pogubić. Czerwone obramowanie zawiera osobniki, z którymi przodek A (przynajmniej hipotetycznie) jest w stanie spłodzić płodne potomstwo. Analogicznie zielone obramowanie dotyczy tego samego dla potomka B.

W paleontologii funkcjonuje pojęcie gatunku temporalnego (chronogatunku), czyli gatunku, który w określonym odcinku czasu (raczej wielkości geologiczne) zmienia się do tego stopnia, że gatunek potomny nie jest klasyfikowany jako ten sam gatunek, co wyjściowy. Czyli A i B nie są klasyfikowane jako ten sam gatunek. Mówiąc prościej: jesteśmy podobni do swoich dzieci i rodziców, jednak gdybyśmy mogli prześledzić wszystkich naszych przodków, to w końcu dotarlibyśmy do stworzeń wyglądających jak skrzyżowanie wiewiórki i szczura (a nawet dalej, jeśli starczyłoby nam cierpliwości). I każdy osobnik, którego byśmy wybrali z tej linii, byłby z tego samego gatunku, co jego potomstwo i rodzice. Bo życie jest ciągłe.

TAKSON

Tradycyjnie dzieli się kręgowce na ryby, płazy, gady ssaki i ptaki i tego uczą się dzieci w szkole. I taki podział całkiem dobrze się dzisiaj sprawdza, bo każdy wie, że ryby mają skrzela i żyją w wodzie, a ssaki karmią swoje młode mlekiem. Niestety paleontologia i genetyka sporo namieszały w takim obrazie świata.

Takson to grupa organizmów, które wyróżniają się od innych konkretną cechą (ewentualnie cechami). Czyli zwierzęta posiadające kręgosłup tworzą takson kręgowców.

Istnieje kilka rodzajów taksonów, ale tylko jeden bierze pod uwagę pokrewieństwo organizmów żywych – takson monofiletyczny. Takson monofiletyczny to taki, który obejmuje wszystkich potomków ostatniego wspólnego przodka (czyli wszyscy potomkowie pierwszego kręgowca są kręgowcami).

Kolejny to takson polifiletyczny, czyli taki, który zawiera w sobie organizmy mające wspólną cechę (lub cechy) i jednocześnie niebędące ze sobą spokrewnione (przynajmniej blisko). W tym przypadku wspólne cechy powstały niezależnie od siebie i zazwyczaj są przejawem konwergencji (tzn. powstaniem podobnych cech niezależnie od siebie, np. kształt ciała rekinów, delfinów i ichtiozaurów). Przykładem takiego taksonu są zwierzęta stałocieplne. Ssaki i ptaki wykształciły stałocieplność niezależnie od siebie i takson zwierząt stałocieplnych nie uwzględnia ostatniego wspólnego przodka ptaków i ssaków (a ten był niewiele młodszy niż pierwsze owodniowce).

Takson parafiletyczny to z kolei taki, który nie uwzględnia wszystkich potomków danej linii ewolucyjnej. Dobrym przykładem są tu gady w tradycyjnym ujęciu, które zawierają jaszczurki, węże, żółwie, krokodyle i hatterie, jednak wykluczają ptaki. Te ostatnie w prostej linii pochodzą od gadów (ptaki

Przejdź do wpisu

Dodany: 2019-01-24 05:35:31 | Ostatnio wołany: 2019-01-24 05:37:08



Prawie każdy fan dinozaurologii natknął się na niesamowite stworzenie, którym jest tytułowy dinozauroid. Wokół niego narosło wiele fikcji, które nie za wiele mają wspólnego z pierwotnymi założeniami. Musicie wybaczyć mi przydługi wstęp, jednak jest on potrzebny do zbudowania odpowiedniego tła i kontekstu. Zaczynamy.

Gdy w 1969 roku John Ostrom opisał deinonycha (Deinonychus antirrhopus), którego szczątki spoczywały w muzeum ponad 30 lat, zapoczątkował zmianę w powszechnym postrzeganiu dinozaurów. Wcześniej uważano je za powolne i głupie stworzenia, niejako skazane na wymarcie. Jednak deinonych był zaskakująco lekko zbudowany i zwinny, bardziej ptasi niż gadzi. Ostrom wysnuł tezę mówiącą, że dinozaury były szybkie, inteligentne i opiekowały się potomstwem, a do tego przynajmniej niektóre z nich mogły być ciepłokrwiste (wplótł w swoje rozważania także to, że ptaki pochodzą od dinozaurów). Tezy te rozwinął Robert Bakker, dawny student Ostroma. Pomimo tego, że panowie nie zawsze się zgadzali ze sobą, to zapoczątkowali rewolucję, która dziś jest znana jako renesans dinozaurów. W kolejnych latach odkrycia i badania potwierdzały tezy Ostroma i Bakkera i dziś (z kilkoma wyjątkami) są brane za pewnik. I właśnie ta rewolucja natchnęła pewien eksperyment myślowy.

deinonych; klasyczna, chociaż już nieaktualna, rekonstrukcja autorstwa Roberta T. Bakkera, 1968 rok

REPTILIANIE 2.0

Do końca lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku w niektórych utworach science fiction zaczęły pojawiać się inteligentne dinozaury, jednak był to jeszcze niszowy pomysł (np. Day of the Hunters i Big Game Isaaca Asimova). W roku 1974 w USA telewizja NBC zaczęła nadawać serial Land of the Lost (w Polsce znamy raczej jego remake z 1991 r., emitowany na RTL7 pod tytułem Zaginiony ląd – Dolina Jurajska). Produkcja opowiada o rodzinie Marshallów, która trafia do tajemniczej krainy – tytułowego zaginionego lądu. Żyją tam dinozaury oraz rozmaite fantastyczne bestie i stwory, m.in. slistaki (w org. Sleestak). Slistaki to humanoidalne gady, właściwie jaszczury, które miały olbrzymie, czarne oczy (w serialu jest to przystosowanie do życia w ciemności). Stworzenia te mogą kojarzyć się z szarakami; kosmitami spopularyzowanymi przez serial Z archiwum X, chociaż dinozauroid znacznie bardziej przypominał gości z innej planety.

Sleestak, Land of the Lost, 1974–1976

W 1977 r została opublikowana książka Carla Sagana (tak, tego Carla Sagana) Rajskie smoki. Pozycja ta raczej nie jest dobrze znana na naszym rynku, jednak w USA (i szerzej na Zachodzie) stała się niezwykle popularna, a autor zdobył za nią Nagrodę Pulitzera. Pełny tytuł książki, The Dragons of Eden: Speculations on the Evolution of Human Intelligence, rozjaśnia nieco kwestię tego, o czym właściwie ona jest. Oprócz rozważań na temat ludzkiej inteligencji oraz jej pochodzenia Sagan pokusił się także o hipotetyzowanie na temat dalszego jej rozwoju, sztucznej inteligencji i dołożył kilku rozważań z gatunku „Co by było, gdyby…?”. Jeden z takich pomysłów zakładał rozwinięcie się wysokiej inteligencji u dinozaurów, gdyby te nie wyginęły 66 mln lat temu.

DINOZAUROID JAKI JEST, KAŻDY WIDZI

Ale przejdźmy dalej. W 1982 roku, Kanadyjczycy: paleontolog Dale Russell oraz rzeźbiarz Ron Séguin, opisali i zrekonstruowali wygląd Stenonychosaurus inequalis oraz jego hipotetycznego potomka: dinozauroida. Chyba każdy, kto kiedyś został dosyć chłodno przyjęty przez rozmaitych paleontologów, to jednak był na tyle nośny, że trafił do popkultury i popnauki. I dał początek przekonaniu mówiącemu, że troodon był najinteligentniejszym dinozaurem (ewentualnie jednym z najinteligentniejszych). Dlaczego troodon?

Niedługo po tym, jak Russell i Séguin zrekonstruowali swojego stenonychozaura, został on wcielony do rodzaju Troodon i właśnie ta informacja poszła w świat. Co ciekawe, dopiero w 2017 r. Aaron van der Reest i Philip Currie udowodnili ważność gatunku S. inequalis (oraz kilku innych), a tym samym Troodon formosus jest obecnie gatunkiem o wątpliwej ważności. Może być uznany za tak zwane nomen dubium – oznacza to, że nie posiada żadnych cech, które odróżniałyby go od innych gatunków (co nie dziwi, jeśli weźmiemy pod uwagę to, że holotyp – czyli okaz typowy, na podstawie którego opisano cały gatunek – to tylko pojedynczy ząb).

dinozauroid, Russella i Séguina 1982

Russell i Séguin wybrali stenonychozaura jako przodka dinozauroida m.in. ze względu na duże rozmiary mózgu. Według ich wyliczeń miał największą wartość współczynnika encefalizacji (EQ) spośród wszystkich znanych dinozaurów. Dziś wiemy, że jednak nie jest to prawda: EQ informuje o tym, o ile większy (lub mniejszy) jest mózg danego zwierzęcia, niż miałoby to wynikać z jego rozmiarów ciała. EQ równe 1 to standard (taki wynik ma kot domowy), 2 oznacza mózg dwa razy większy, a 0,5 dwa razy mniejszy niż ten, którego moglibyśmy się spodziewać.

EQ stenonychozaura wynosiło 5,8. To naprawdę sporo; dla porównania szympansy mają do 2,5, delfiny przekraczają 4, a średnia u ludzi mieści się w przedziale 7,4-7,8. Problem z tym, że do obliczeń użyto szczątków nie w pełni dorosłego osobnika, a młode wielu zwierząt (w tym dinozaurów) mają proporcjonalnie większe niż dorosłe głowy. Sam współczynnik encefalizacji nie jest też jakimś twardym dowodem, a jedynie ukazuje pewne tendencje. Został stworzony do badania ssaków i to tych średnich rozmiarów – u bardzo małych i bardzo dużych gatunków niezbyt się sprawdza. Jeszcze słabiej radzi sobie z grupami innymi niż ssaki.

czaszka dinozauroida, Russella i Séguina 1982

Pochodzący więc od wyjątkowo rozwiniętego – według teorii Kanadyjczyków – stenonychozaura dinozauroid miał więc mieć mocno rozwiniętą mózgoczaszkę przy jednocześnie zredukowanej trzewioczaszce; pysk zwierzęcia przybierał więc formę czegoś na kształt twarzy. Oczy były nad wyraz duże, a pysk nieuzębiony (zmniejszenie rozmiaru paszczy miałoby redukować liczbę zębów aż do ich całkowitego zaniku), ale za to pokryty zrogowaciałym dziobem. Stwór Russella i Séguina miał krótką szyję, by łatwiej mu było utrzymać ciężar dużej głowy. Również z tego powodu cała sylwetka stała się pionowa. Ogon ulec miał całkowitemu zanikowi, gdyż nie był już potrzebny do zachowania równowagi. Dinozauroid miałby chodzić na całych stopach (a nie na palcach, jak to robiły teropody), co miało pomóc w utrzymaniu wyprostowanej sylwetki. Autorzy publikacji założyli także, że stworzenie będzie żyworodne (stąd ich model ma pępek), gdyż uznali, że wpłynie to korzystniej na rozwój mózgu niż jajorodność.

KOLOS NA GLINIANYCH NOGACH

Całkiem spójnie to brzmi, tyle że te założenia są błędne. Dinozauroid wygląda jak gad zbudowany na ludzkim szkielecie i bardziej przypomina fantastycznego potwora niż istotę, która rzeczywiście mogłaby się pojawić na świecie. Zresztą nie raz i nie dwa był łączony z kosmitami, reptilianami i różnymi teoriami spiskowymi – na to już jednak twórcy pomysłu humanoidalnego dinozaura nie mogli mieć wpływu.

Wspomnieć należy jeszcze o argumencie Simona Conwaya Morrisa. Ten brytyjski paleontolog uznał, że ludzie wyglądają tak, jak wyglądają, ponieważ jest to najlepszy kształt dla zwierzęcia o tak mocno rozwiniętej inteligencji, przynajmniej w warunkach ziemskich. Dlatego w czasie ewolucji zaszłaby konwergencja i inne inteligentne gatunki byłyby z grubsza humanoidalne. Konwergencja w biologii ma miejsce wtedy, gdy niespokrewnione ze sobą (przynajmniej niezbyt blisko) organizmy wytwarzają podobne cechy przystosowawcze, np. ryby, delfiny i ichtiozaury miały podobny kształt ciała, gdyż bardzo dobrze sprawdza się on w środowisku morskim.

modele dinozauroida i stenonychozaura, Russella i Séguina 1982

Co prawda nie znamy innych inteligentnych gatunków (przynajmniej na ludzkim poziomie), jednak raczej mało prawdopodobne jest to, że humanoidalny kształt ciała jest jedynym odpowiednim do wykształcenia się wysokiej inteligencji. To, jak wyglądamy, jest pokłosiem wyglądu naszych przodków. Małpy naczelne są przystosowane do poruszania się po drzewach, a zwłaszcza do zwisania z gałęzi. To przez to straciły ogon, mają prosty kręgosłup, klatkę piersiową nieco spłaszczoną grzbietobrzusznie, łopatki umiejscowione na plecach, barki zdolne do ruchu w kącie 360°, niewielki wyrostek łokciowy umożliwiający pełne wyprostowanie ręki w łokciu oraz wiele innych cech. Od pasa w górę nie różnimy się zbytnio od innych naczelnych i właściwie jesteśmy naczelnymi z nadwyraz długimi nogami i szeroką miednicą.

Ale wracając do tematu: kształt czaszki dinozauroida znany z projektów jest efektem przypisania zwierzęciu ludzkich cech. Zresztą podobnie jak budowa kręgosłupa, miednicy czy stóp (szczególnie te rzucają się w oczy). Nie ma przesłanek, które przeczyłyby zachowaniu poziomej sylwetki przez inteligentne dinozaury. Pionowa postawa nie jest też wymagana do utrzymania dużej głowy; wiele dzisiejszych zwierząt ma czaszki znacznie większe i masywniejsze niż ludzie, jednak różnią się od nas kształtem. Słonie dźwigają większe mózgi, jeszcze większe czaszki, a jednak nie są humanoidalne. Po prostu wyglądają tak, a nie inaczej, ponieważ startowały od wyglądu swoich przodków, którzy to niezbyt przypominali małpy naczelne. Można by się nawet pokusić o hipotezę mówiącą, że superinteligentne słonie niezbyt musiałyby zmienić kształt ciała, by sprawnie używać narzędzi – trąba całkiem dobrze zastępuje im przecież przeciwstawny kciuk.

współczesna rekonstrukcja stenonychozaura, autor:cisiopurple

Domniemana żyworodność dinozauroida też jest niezbyt poprawną teorią. Oczywiście, czysto hipotetycznie, mogłaby się u niego pojawić taka cecha, jednak od 66 mln lat żaden dinozaur (tzn. ptak) jej nie wykształcił. Żyworodność w niejednej postaci pojawiła się u wielu grup kręgowców; oprócz ssaków także u ryb kostno- (np. akwariowy gupik) i chrzęstnoszkieletowych (niektóre rekiny), płazów (salamandra czarna), węży czy jaszczurek. Jednak archozaury, a tym właśnie są ptaki, inne dinozaury i krokodyle twardo trzymają się jajorodności. Russell i Séguin zdawali się przy tym wiedzieć, że ich eksperyment myślowy nie był poparty specjalnie silnymi przesłankami, gdyż w ostatnim zdaniu swojej publikacji zaprosili innych naukowców do przedstawienia alternatywnych rozwiązań.

DZISIEJSZA REINKARNACJA

Wyżej wspomniałem, że raczej niewielu paleontologów zareagowało entuzjastycznie na dinozauroida. Jednak w drugiej połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku zrobiło się o nim głośno. Najpierw trafił do książek popularnonaukowych, a później do popkultury. Często koncepcja Russella była źle rozumiana: przedstawiano ją jako pewnik i coś, co bez wątpienia pojawiłoby się, gdyby nieptasie dinozaury nie wymarły. Niekiedy nawet był opisywany jako ważny rodzaj/gatunek! Po latach Dale Russell przyznał, że gdyby wiedział, jak zostanie odebrany jego eksperyment myślowy, to nigdy nie zdecydowałby się na przedstawienie go światu. Dzisiaj dinozauroid jest nadal żywy w nieco bardziej „sensacyjnych” zakamarkach internetu.

Nie tak dawno, ledwie kilka lat temu, artysta Cevdet Kösemen stworzył uwspółcześnioną wersję dinozauroida, którą nazwał Avisapiens saurotheos. Ta wersja miała wygląd teropoda z poziomym ułożeniem ciała, długim ogonem i pyskiem. Oczywiście mózgoczaszka była znacznie powiększona, a stworzenie było pokryte piórami. Pierwszy rysunek był tylko zabawą, jednak zdobył pewną popularność i sam pomysł zaczął się rozwijać. Wielu ludzi, zwłaszcza społeczność deviantart.com, zaczęła dodawać swoje trzy grosze.

Avisapiens saurotheos, autor: C. M. Koseman

Dinozauroid jest świetnym przykładem na to, jak niezrozumienie, nieumyślne bądź celowe, oraz pogoń za sensacją i niesprawdzanie źródeł mogą powodować wiele nieporozumień. Dziś pomysł Russella i Séguina wydaje się nieco zapomniany i traktowany jako ciekawostka, jednak 15-30 lat temu często był przedstawiany jako niepodważalny fakt pomimo tego, że praktycznie od razu był krytykowany przez specjalistów, a nawet sami autorzy niejednokrotnie zaznaczali, że jest to tylko luźne rozważanie.

Źródła, na których się opierałem są na moim blogu. Jakby się komuś chciało, to zapraszam do wykopania znaleziska. Będzie mi miło (。◕‿‿◕。)

blog
fb

Podziękowania dla @Tiszka która zredagowała ten tekst (i wyłapała kilka błędów).

Zdjęcie na dole jest autorstwa paleontologa Michaela J. Ryana.

#paleontologiaboners - wpisy i ciekawostki paleontologiczne
#paleoart - to co wyżej + ładne obrazki z dinozaurami i mamutami

#paleontologia #ewolucja #dinozaury #biologia #ciekawostki #nauka #gruparatowaniapoziomu

Przejdź do wpisu

Dodany: 2018-12-23 07:48:43 | Ostatnio wołany: 2018-12-23 07:49:31



Uszanowanko, dziś będzie o rekinach.

Rekiny są jednym z najczęściej podawanych przykładów żywych skamieniałości. Pojawiły się na długo przed dinozaurami i w niemal niezmienionej formie przetrwały do dziś, prawda? Tak podają liczne źródła. Tyle, że rzeczywistość nie wygląda tak prosto. Rekiny od momentu pojawienia się na świecie przeszły długą drogę, nierzadko przyjmując zaskakujące kształty. Niedawno [pokrótce opisałem powstanie i rozwój ryb](https://www.wykop.pl/wpis/37020789/wrocilem-ᕦ-ooˇ-ᕤ-sposrod-wszystkich-kopalnych/), który też jest bardziej skomplikowany, niż wydaje się na pierwszy rzut oka, a teraz zajmę się rekinami, a szerzej: chrzęstnoszkieletowymi.

POCZĄTKI

Powstanie chrzęstnoszkieletowych przez długie lata było tematem licznych sporów i dyskusji, jednak dziś panuje jako taki naukowy konsensus zakładający, że wyodrębniły się z akantodów (Acanthodii), zwanych także rybami fałdopłetwymi. Dużo rozjaśniło w tej kwestii opisanie Doliodus problematicus, który miał cechy zarówno ryb chrzęstnych, jak i akantodów (zwłaszcza w budowie szczęk). Same Acanthodii są w literaturze angielskojęzycznej często nazywane “kolczastymi rekinami” (spiny sharks). Swoją angielską nazwę zawdzięczają temu, że wszystkie ich płetwy, z wyjątkiem tej ogonowej, były rozpostarte na skostniałych kolcach. Były to też jedyne szczękowce, które miały więcej niż cztery kończyny (w tym przypadku płetwy parzyste). Ryby te pojawiły się w sylurze około 440 mln lat temu i zniknęły w wymieraniu permskim, 250 mln lat temu (oczywiście pomijam tutaj same chrzęstnoszkieletowe).

akantod Ischnacanthus gracilis, autor: Nobu Tamura

Ryby chrzęstnoszkieletowe (Chondrichthyes) dzielą się na:
- zrosłogłowe, zwane też chimerami (Holocephali)
- spodouste (Elasmobranchii)

Te ostatnie z kolei możemy podzielić na dwa rodzaje:
- rekiny (Selachimorpha)
- płaszczki (Batoidea)

Badania genetyczne (właściwie to wnioskowanie bayesowskie w filogenetyce molekularnej) sugerują, że zrosłogłowe oddzieliły się 421 mln lat temu, a płaszczki pod koniec karbonu, 306 mln lat temu.

uproszczona wersja pokrewieństwa stworzeń opisywanych poniżej; użyłem do tego najnowsze osiągnięcia technologiczne ( ͡º ͜ʖ͡º)

Ze środkowego i późnego ordowiku znane są łuski, które czasem są łączone z chrzęstnoszkieletowymi, jednak ich klasyfikacja jest niepewna. Niestety, wiele ryb chrzęstnych znamy tylko z zębów, bo to jedyna część ich szkieletu, która stosunkowo łatwo poddaje się fosylizacji. Najstarszym znanym rekinem (a właściwie jeszcze-nie-rekinem), co do przynależności którego paleontolodzy są zgodni, jest rodzaj Cladoselache. Drapieżnik ten żył 370 mln lat temu i osiągał niecałe dwa metry długości. Był całkiem zwinnym pływakiem, co oprócz przydatności w polowaniu pomagało mu w ucieczce przed dunkleosteusem, który był dominującym drapieżnikiem swoich czasów. W przeciwieństwie, do większości kopalnych chrzęstnoszkieletowych, znamy cały szkielet Cladoselache; w kilku okazach zachowały się nawet odciski organów wewnętrznych i obrysu ciała.

Cladoselache uciekający przed Dunkleosteus, autor: Tuomas Koivurinne

ZROSŁOGŁOWE

Zrosłogłowe są dziś reprezentowane tylko przez jeden rząd, jednak kiedyś były znacznie bardziej zróżnicowane. I podobnie jaki ich dzisiejsi krewni, potrafiły zadziwić swoimi kształtami. Nazywanie ich chimerami nie jest do końca poprawne, gdyż nie każdy zrosłogłowy jest chimerą. Czasem stosuje się takie nazewnictwo, ale raczej zwyczajowo, bo same chimery są znacznie niższym taksonem (rodzaj Chimaera).

Wracając do gatunków kopalnych należy wspomnieć o żyjącej 350 mln lat temu Belantsea montana (obrazek autorstwa Ceri Thomas/Nix Draw Stuff), która osiągała trochę ponad pół metra długości i niezbyt przypominała dzisiejsze rekiny. Młodszy od niej Iniopteryx rushlaui (obrazek autorstwa Nobu Tamury) zaskakiwał umiejscowieniem płetw piersiowych, które mogą nasuwać skojarzenie z dzisiejszymi rybami latającymi.

Kolejne ciekawe Holocephali należą do rzędu Symmoriida. Ryby te dzielą się na kilka linii (wszystkie wymarłe), ale ominę rzucanie ich nazwami i po prostu wspomnę o dwóch charakterystycznych przedstawicielach Symmoriida. Mam nadzieję, że tekst przez to będzie łatwiejszy do przebrnięcia i nie przestraszy mnogością systematyki.

Pierwszym bohaterem jest Falcatus falcatus. Żył w karbonie, 335-318 mln lat temu. Dorosłe osobniki miały 25-30 cm długości. Kształt i rozmiar płetw sugerują, że falkat był dobrym pływakiem, a duże oczy są charakterystyczne dla zwierząt głębinowych. Prawdopodobnie polował na mniejsze ryby oraz mięczaki. Paleontologów początkowo zadziwiała ozdoba, która wyrastała nad głową ryby, a występowała tylko u samców, więc jej funkcja była najprawdopodobniej pokazowa. Tu ciekawostka: wiemy z zapisu kopalnego, że osobniki z wyrostkami były samcami, ponieważ u chrzęstnoszkieletowych całkiem łatwo odróżnić płeć. Samce rekinów mają tzw. pterygopodium, czyli wydłużony wyrostek na każdej płetwie brzusznej. Wyrostki te służą do wprowadzenia nasienia do ciała samicy (rekiny nie mają penisów). Znamy kilka dobrze zachowanych obrysów ciała Falcatus i charakterystyczne wyrostki występowały tylko u osobników z pterygopodiami.

samiec Falcatus falcatus, autor: Mikhail Tikhonov

Kolejnym Symmoriida jest rodzaj Stethacanthus, który zawierał w sobie kilka gatunków (typowym jest S. altonensis). Drapieżniki te żyły w dewonie i karbonie; pojawiły się trochę ponad 382 mln lat temu i przetrwały niemal przez 50 mln lat. Nie dorastały nawet do metra długości, a dymorfizm płciowy przejawiał się m.in. jeszcze bardziej niezwykłą ozdobą niż u Falcatus: samce Stethacanthus miały dwie płetwy grzbietowe. Pierwsza z nich u dorosłych osobników była niezwykle duża i na przyjmowała kształt przypominający dysk leżący na jej czubku. W dodatku na szczycie była pokryta pseudozębami (tak naprawdę to przekształcone łuski). Podobne twory rosły na czubku głowy zwierzęcia. Warto tu na marginesie zaznaczyć, że łuski rekinów nie przypominają łusek ryb kostnoszkieletowych, a bardziej ich zęby. Łuski takie nazywamy plakoidalnymi i są one homologiczne (tzn. mają wspólne pochodzenie) do zębów ryb kostnych, w tym tetrapodów (czyli m.in. ludzi). Są one pokryte dentyną, a na powierzchni zmineralizowana wersją dentyny (tzw. witrodentyną). To dzięki takiej budowie łusek ryby chrzęstne są wolne od wielu pasożytów, które atakują morskie ssaki (np. pąkle). Same rekiny są zadziwiająco szorstkie w dotyku.

Stethacantus miał mniejsze płetwy niż inne rekiny podobnej wielkości, więc zapewne nie był najszybszym pływakiem (okazała ozdoba sprawiała, że samce były jeszcze wolniejsze). Ryby te zapewne żyły blisko dna i polowały na niewielką i powolna zdobycz (lub taką zagrzebaną w dnie morskim), a także mogły pożywiać się padliną. Przez lata powstało wiele hipotez próbujących wyjaśnić funkcję niezwykłej konstrukcji na plecach Stethacantus. Jedna z najdłużej utrzymujących się zakłada rolę obronną. Ozdoba widziana z góry, razem z „zębami” na szczycie głowy, mogły wyglądać jak rozwarta paszcza większego drapieżnika. Jednak fakt, że miały ją tylko osobniki męskie, każe sądzić, że podstawową jej funkcją była ta pokazowa. Samce z okazalszym wyrostkiem miałby być atrakcyjniejsze dla samic. Oczywiście możliwe, że ozdoba ta była wykorzystywana także na inne sposoby.

Stethacantus, autor: Alain Beneteau

Ciekawym krewnym chimer (chociaż niezbyt blisko spokrewnionym z dwiema wymienionymi wyżej) był Helicoprion. To nazwa rodzajowa,obejmująca kilka znanych gatunków żyjących w permie, około 290 mln lat temu, chociaż możliwe, że przetrwały nawet do wczesnego triasu (250-245 mln lat temu). Helikopriony były dużymi drapieżnikami, rozmaite źródła popularnonaukowe podają, że największe osobniki mogły osiągać 7-8 m długości, jednak skamieniałości sugerują, że mogło to być 10, a nawet 12 metrów (największy znany żarłacz biały, samica o imieniu Deep Blue, ledwo przekracza 6 metrów).

Helicoprion, rozmiar spirali zębowej jest przesadzony, autor: Stolpergeist

Helikoprion był silnie wyspecjalizowanym drapieżnikiem o niezwykłych szczękach. Jego zęby układały się w tzw. spiralę zębową (zdjęcie pochodzi z Wikipedii). U rekinów (i ich krewnych) stare zęby zazwyczaj wypadają i są zastępowane przez nowe, jednak w tym przypadku nowe, większe zęby wyrastały za starymi, mniejszymi. Pierwszą taką spiralę opisano w 1899 roku jako przyrodniczą zagadkę (należała do Helicoprion bessonowi); od tamtej pory przypisywano jej różne funkcje i umieszczano w rozmaitych miejscach na ciele zwierzęcia (oczywiście nie wszystkie pomysły były brane na poważnie). W 2013 roku opisano pierwszą czaszkę helikopriona (szkielet pozaczaszkowy nadal jest nieznany), co w końcu pozwoliło umieścić strukturę w zapewne właściwym miejscu. Spirala znajdowała się w głębi dolnej szczęki i służyła do miażdżenia/cięcia ofiar.

PRAREKINY

Jednym z najstarszych rekinów (właściwie prawie-rekinów) był rodzaj Xenacanthus. Pojawił się w późnym dewonie i przetrwał aż do końca triasu (około 200 mln lat temu), chociaż był już wtedy taksonem reliktowym. Dorastał do metra długości (chociaż jego krewniacy mogli być nawet trzy razy więksi) i był stworzeniem słodkowodnym. Płetwa grzbietowa ciągnęła się aż do ogona, okrążała go i łączyła się z płetwą odbytową. Przypomina to budowę dzisiejszych węgorzy, więc całkiem prawdopodobne, że Xenacanthus pływał w zbliżony do nich sposób. Możliwe, że Xenacanthusprzejawiał zachowania kanibalistyczne (co nie powinno dziwić u chrzęstnoszkieletowych); wiemy, że jego bliski krewny, Orthacanthusczasem pożerał mniejsze osobniki swojego gatunku.

Xenacanthus, autorka: Ashley Patch

Gdy Xenacanthusi jego krewniacy zdobywali wody słodkie, w oceanach zadomowiły się chrzęstnoszkieletowe z rzędu Hybodontiformes (chociaż te też miały krótki romans ze środowiskiem słodkowodnym). Powstały w karbonie (około 360 mln lat temu) i teoretycznie osiągnęły spory sukces ewolucyjny, gdyż ich niedobitki przetrwały jeszcze do 5 mln lat temu – ale oczywiście nie jest tak różowo. Pod koniec jury i w kredzie stopniowo traciły na znaczeniu, wypierane przez inne rekiny. To właśnie presja ze strony konkurencji sprawiła, że niemal całkowicie wymarły z końcem kredy (ok. 66 mln lat temu). Praktycznie zniknęły z zapisu kopalnego, a jedynie istnienie gatunku Miosynechodus mora jest datowane na 23-5 mln lat (chociaż naprawdę ciężko jest znaleźć jakieś dokładniejsze informacje na ten temat).

Typowym przedstawicielem Hybodontiformes, od którego nazwę wziął cały klad, jest Hybodus. Rodzaj ten pojawił się pod koniec permu (260 mln lat temu) i przetrwał aż do wymierania kredowego, które uśmierciło m.in. nieptasie dinozaury. Największe okazy dorastały do dwóch metrów długości. Hybodus był pospolitym drapieżnikiem mezozoiku (zwłaszcza triasu), które żerowały w płytkich morzach. Miał stosunkowo małe szczęki o drobnych zębach, więc jego ofiary nie były zbyt duże. Ryba ta miała też dwa rodzaje zębów (jedne lepiej chwytające, drugie bardziej miażdżące), więc przypuszczalnie żywiła się całkiem zróżnicowaną zwierzyną (przypuszcza się, że była oportunistą i zjadała to, co akurat się nawinie). Zęby Hybodus są całkiem często znajdowane na terenie Polski.

Hybodus, autor: Andrea Morandini

Innym ciekawym przedstawicielem Hybodontiformes był Ptychodus mortoni (obrazek autorstwa Robinsona Kunza). Żył 90 mln lat temu i znany jest głównie z zębów (chociaż znamy kilka jego szczęk i fragmentaryczne części szkieletu pozaczaszkowego). Jego zęby były nietypowe jak na rekina; dolna i górna szczęka była gęsto pokryta płaskimi zębami tworzącymi płyty, które były dobrze przystosowane do miażdżenia twardych części bezkręgowców. Zapewne żywił się małżami i amonitami. Był całkiem sporym drapieżnikiem, osiągał ponad 10 m długości, a możliwe, że jego bliski krewniak, Ptychodus rugosus, przekraczał 14 m.

REKINY

Współczesne rekiny (a właściwie to takie, które już zaczynały przypominać te współczesne) pojawiły się w kredzie, około 100 mln lat temu. Rodzaj Squalicoraxbył dość pospolity w późnej kredzie, a różne gatunki należące do niego osiągały rozmiary między 1,5 a 5 metrów długości. Odkryto skamieniały szkielet tego rekina, stąd wiemy, że kształtem ciała nie odbiegał mocno od dzisiejszych żarłaczy. Był aktywnym drapieżnikiem (ale także nie pogardził padliną; jego ząb znaleziono m.in. na kości dinozaura). Przetrwał aż do końca kredy. Innym przypominającym dzisiejsze rekinem z późnej kredy był rodzaj Cretoxyrhina. Czasem jest nazywany rekinem Ginsu (Ginsu shark; Ginsu to popularna w USA, zwłaszcza w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, marka noży). Osobniki Cretoxyrhina mogły przekraczać 9 m długości, a gatunek ten był jednym z najważniejszych drapieżników morskich swoich czasów (chociaż miał silną konkurencję ze strony innych kręgowców, choćby morskich jaszczurów z rodziny mozazaurów).

Cretoxyrhina, dwa osobniki Squalicorax oaz martwy hadrozaur Claosaurus; autor: Dmitry Bogdanov

W neogenie, 23 do 2,5 mln lat temu, w oceanach grasowała gwiazda paleontologii, olbrzymi megalodon. To chyba najpopularniejsza kopalna ryba – przypomnijcie sobie chociażby tegoroczny film The Meg, kolejny z tego roku, Megalodon, czy serię Megashark vs…, gdzie megalodon walczy z gigantycznymi potworami. Olbrzymi żarłacz polujący na wieloryby pobudza wyobraźnię. Tylko, jak to zwykle bywa, powszechne wyobrażenie na jego temat niekoniecznie pokrywa się ze stanem wiedzy, którą dysponują paleontolodzy. Nawet nazwa, pod którą jest znany – Carcharodon megalodon – jest błędna. Tak naprawdę ten gatunek nazywa się Carcharocles megalodon. Brzmi podobnie, ale jednak to nie to samo. Przez długi czas był uważany za żarłacza (Carcharodon właśnie), jednak dziś już wiemy, że był tylko krewnym tych znanych rekinów, i to nie najbliższym. Przodkowie żarłacza białego i megalodona odzielili się od siebie jeszcze w kredzie.

Pomyłka ta wzięła się stąd, że C. megalodon jest znany głównie z zębów, kilku fragmentów (naprawdę lichych i nielicznych) szkieletu pozaczaszkowego i zadziwiająco sporej ilości koprolitów (skamieniałych odchodów). Podobieństwo zębów megalodona do tych żarłacza białego jest powierzchowne i wzięło się z konwergencji (czyli procesu ewolucyjnego, gdy podobieństwa biorą się nie z pokrewieństwa, lecz z zajmowania podobnych nisz ekologicznych; w tym przypadku strategii żywieniowych). Siłę zgryzu tego rekina oszacowano (za pomocą modeli i wzorów) na 108-182 tys. niutonów, co jest największą jak dotąd wartością w historii życia na Ziemi. Dobrze znamy rozmiar i kształt szczęk megalodona, gdyż odkryto kilka niemal kompletnych zestawów jego zębów. Paszczę mógł rozwierać do konta około 75° (czyli trochę mniej niż dzisiejsze żarłacze), jednak często przedstawia się go ze znacznie większym rozwarciem szczęk, dochodzącym nawet do 100°.

megalodon; rekonstrukcja nie do końca zgodna z aktualnym stanem wiedzy, jednak znacznie bliższy prawdy, niż to zazwyczaj się przedstawia; autor: Raph Lomotan

Również kształt ciała C. megalodon jest zazwyczaj ukazywany błędnie. Często przedstawia się go jako olbrzymiego żarłacza białego, jednak już same rozmiary zwierzęcia wskazują, że nie jest to właściwe. Co prawda nie znamy dokładnego kształtu tej ryby, jednak sporo możemy wywnioskować z wyglądu dzisiejszych rekinów (głównie tych największych) oraz innych olbrzymich morskich kręgowców. Prawdopodobnie miał proporcjonalnie mniejsze oczy i większe skrzela niż dzisiejsze żarłacze. Co więcej, znowu proporcjonalnie, płetwy piersiowe i ogonowa były większe, a pozostałe mniejsze oraz przesunięte ku tyłowi ciała.

Rozmiary megalodona także często są przesadzone. Zazwyczaj osiągał 10-11 m długości, a największe osobniki dorastały do 16 metrów (niektórzy specjaliści podają 18 metrów). Oczywiście wielkości te są szacunkowe, a różne populacje, żyjące w różnym miejscu i czasie, mogły cechować się różnymi rozmiarami. Prawdą jest, że C. megalodon polował na wieloryby, jednak ówczesne walenie były mniejsze od tych dzisiejszych. Co więcej, około 10 mln lat temu żył lewiatan (Leviathan melvillei), drapieżny waleń o olbrzymich zębach. Rozmiarami dorównywał megalodonowi.

PŁASZCZKI

Najstarsze płaszczki znamy tylko z zębów, które są datowane na wczesną jurę. Z bardziej kompletnych okazów opisany został Spathobatis bugesiacus sprzed ok. 150 mln lat; żywił się najprawdopodobniej skorupiakami i małżami. Kształtem ciała przypominał dzisiejsze rochowate, czyli rodzinę płaszczek wyglądających jak coś pomiędzy rekinami a typowymi płaszczkami (kształt ciała tych ryb podkreśla ich angielska nazwa – guitarfish).

W górnej kredzie, około 95 mln lat temu, żył Cyclobatis major (zdjęcie z Wikipedii). Ta niewielka ryba miała 10-20 cm długości i żyła w ciepłych, płytkich morzach (których było całkiem sporo w górnej kredzie). Z wyglądu była zbliżona do dzisiejszych płaszczek, jednak miała niezwykle krótki, jak na Batoidea, ogon zaopatrzony w kolec jadowy.

Dobrze poznanym gatunkiem jest Asterotrygon maloneyi, który żył około 50 mln lat temu na terenie dzisiejszej Ameryki Północnej. Znaleziono wiele dobrze zachowanych okazów tej ryby, zarówno młodych w różnym stadium rozwoju, jaki i dorosłych osobników, samce i samice (podobnie jak ma to miejsce u rekinów, płeć u płaszczek można odróżnić po pterygopodiach). A. maloneyi był słodkowodnym gatunkiem, który dorastał do 65 cm długości. Wiele szczegółów w budowie ciała było jeszcze dość prymitywnych, jednak jego charakterystyczne cechy zostały rozwinięte u dzisiejszych płaszczek (np. budowa szczęk i ogona).

holotyp, czyli okaz typowy Asterotrygon maloneyi, zdjęcie pochodzi z Wikipedii

Ryby piły (Pristidae, piłokształtne) pojawiły się około 55-60 mln lat temu, chwilę po wyginięciu nieptasich dinozaurów. Są blisko spokrewnione z płaszczkami, zwłaszcza z rochowatymi. Niektóre z nich są całkiem spore – mogą przekraczać 7 m długości (są dłuższe od największych żarłaczy, jednak mają od nich znacznie smuklejszą budowę). W kredzie występowała rodzina Sclerorhynchidae, która bardzo przypominała piłokształtne, jednak poziom pokrewieństwa pomiędzy nimi jest nieznany. Wiele cech budowy Pristidae i Sclerorhynchidae różni się na tyle, że raczej nie były to siostrzane grupy (tzn. nie mają wspólnego, bezpośredniego przodka). Te drugie należały do płaszczek (Batoidea), jednak ich dokładna pozycja wewnątrz tej grupy jest nieznana.

Jednym ze słynniejszych Sclerorhynchidae był rodzaj Onchopristis. Żył na terenie dzisiejszej północnej Afryki, 94-100 mln lat temu. Przekraczał 5 m długości, możliwe że nawet 7 m; dokładne wymiary nie są znane, gdyż rodzaj ten rekonstruowany jest głównie na podstawie skamieniałości piły i pojedynczych zębów. Onchopristisżył w bagnistych deltach, gdzie woda słodka mieszała się ze słoną. Padał ofiarą sławnego spinozaura; znaleziono zęby ryby z gatunku O. numidus, które utkwiły w szczęce tego dinozaura.

Onchopristis atakowany przez spinozaura, autor: Alexander Lovegrove

Wiele wymarłych rekinów jest znanych jedynie z zębów, co praktycznie uniemożliwia ich rekonstrukcję. Jednak to, co wiemy, ukazuje nam niezwykłe bogactwo kształtów i przystosowań, które przez miliony lat wypracowały te zwierzęta. Także dzisiejsze chrzęstnoszkieletowe są niezwykle różnorodną grupą.
To nie tylko żarłacze, ale chociażby:
- rekiny młoty (jedne z najświeższych “wynalazków” u rekinów),
- gatunki filtrujące (długoszpar, rekin wielorybi oraz wielkogębowy),
- rekin polarny mogący żyć ponad 400 lat,
- rekin foremkowy, który wycina z żywych ofiar kawałki ciała,
- czy alopias, który poluje za pomocą ogona.

Zrosłogłowe przyjmują dziwaczne kształty (w końcu nazwa “chimery” do czegoś zobowiązuje), a płaszczki reprezentowane są zarówno przez majestatyczne manty (zwane niekiedy diabłami morskimi), jak i drętwy, które potrafią razić ofiary prądem o napięciu dochodzącym do 200 V. Rekiny (i ryby ogólnie) są znacznie bardziej ciekawe niż to się zazwyczaj przedstawia w źródłach popularnonaukowych. Zasługują na więcej uwagi, niż zazwyczaj jest im poświęcone w badaniach i powszechnym obiegu wiedzy.

Źródła, na których się opierałem są na moim blogu. Jakby się komuś chciało, to zapraszam do wykopania znaleziska. Będzie mi miło (。◕‿‿◕。)

Zdjęcie na dole przedstawia ząb megalodona wbity w kręg wieloryba, ale niestety jest to falsyfikat.

@Tiszka zredagowała ten tekst, a właściwie sprawiła, że w ogóle jest czytelny. No i gdyby nie ona, to pewnie skończyłbym to pisać w połowie stycznia.

#paleontologiaboners - wpisy i ciekawostki paleontologiczne
#paleoart - to co wyżej + ładne obrazki z dinozaurami i mamutami

#paleontologia #ewolucja #biologia #ciekawostki #nauka #gruparatowaniapoziomu

Przejdź do wpisu

Dodany: 2018-11-27 05:50:06 | Ostatnio wołany: 2018-11-27 05:51:38



Wróciłem ᕦ(òóˇ)ᕤ

Spośród wszystkich kopalnych stworzeń większość ludzi to właśnie prehistoryczne ryby uważa za najbardziej fascynujące. No dobrze, żartuję, generalnie tak nie jest. Ryby co prawda raczej nie mają szans z dinozaurami w konkursie popularności, jednak spróbuję pokazać, że także zasługują na chwilę uwagi. W przebiegu swojej ewolucyjnej historii stworzenia te przyjmowały wiele zadziwiających form i naprawdę nie ograniczają się tylko do megalodona. Jednak, jak to zwykle bywa, musimy cofnąć się niemal do początku.

509 mln lat temu, w środkowym kambrze, pomiędzy trylobitami żyła Pikaia gracilens. Stworzenie to nie miało nawet 5 cm długości, jednak dzisiaj wiemy, żę jest niezwykle ważne w historii ewolucji. Wykazuje wiele cech strunowców, takich jak na przykład coś, co można już nazwać głową (lub protogłową), czy symetryczne, bocznie spłaszczone ciało. Przez wiele lat pikaia była uważana za pierwszego (lub jednego z pierwszych) strunowca i tak często nadal jest opisywana w szkolnych podręcznikach. Dziś wiemy jednak, że stanowiła raczej pozostałość po jeszcze starszych formach strunowców lub była boczną gałęzią na drzewie życia. Z tych samych osadów, w których odkryto skamieniałości pikai, znamy bardziej zaawansowaną Metaspriggina walcotti, która to posiadała już zalążkową formę łuków skrzelowych (tak zazwyczaj są interpretowane te struktury).

Pikaia gracilens, autor: Nobu Tamura

W Chinach odnaleziono dwa gatunki starsze od wspomnianych o około 15 mln lat: Haikouichthys ercaicunensis i Myllokunmingia fengjiaoa. Oba te stworzenia przejawiają bardziej zaawansowane cechy niż te występujące u pikai, co jest kolejnym dowodem na to, że ta ostatnia nie jest bezpośrednim przodkiem dzisiejszych strunowców (a tym samym kręgowców). Zarówno Haikouichthys, jak i Myllokunmingia posiadały już wyraźną głowę, najprawdopodobniej z chrzęstną czaszką/protoczaszką, i skrzela. Oba te gatunki są często nazywane protorybami. To nie jedyne zwierzęta o podobnej budowie ciała, jednak te trzy są najważniejsze (i najsłynniejsze).

W podobnym czasie żył Yunnanozoon lividum, który do niedawna był uważany za najstarszego strunowca, jednak dzisiaj coraz częściej przypisuje się go do półstrunowców (do dziś z tej grupy dotrwały jelitodyszne oraz pióroskrzelne). Półstrunowce, oprócz wielu cech wspólnych ze strunowcami, posiadają też szereg podobieństw do szkarłupni. Potencjalnie najstarszym strunowcem może być niejaki Cathaymyrus, jednak, jak to często bywa w paleontologii, zdania w tej kwestii są podzielone. Warto dodać, że możliwe, iż same strunowce pochodzą od stworzeń przypominających dzisiejsze osłonice. Same osłonice prowadzą osiadły tryb życia, jednak ich larwy są zdolne do aktywnego ruchu.

osłonica Polycarpa aurata, zdjęcie pochodzi z Wikipedii, a jego autorem jest Nick Hobgood

Pokrótce wspomnę jeszcze o konodontach. Konodonty to niewielkie zęby, które od wielu lat znajduje się w różnych miejscach na świecie. Długo stanowiły zagadkę, jednak dziś dysponujemy już odciskami całych zwierząt. Właściciele konodontów zostali nazwani konodontami (Conodonta), tak dla ułatwienia ( ͡º ͜ʖ͡º) Były to niewielkie prymitywne kręgowce (chociaż tu klasyfikacja ulegała zmianie na przestrzeni lat), które pojawiły się w późnym kambrze i przetrwały aż do wymierania triasowego. Ciekawe jest to, że zęby konodontów tak naprawdę wcale nie były zębami, a ich właściciele nawet nie posiadali szczęk. Te pseudozęby stanowiły element chwytny aparatu gębowego (i często sięgały aż do gardła), co może kojarzyć się z dzisiejszymi minogami. Były znacznie zróżnicowane, zarówno u poszczególnych osobników, jak i między gatunkami. Niektóre z nich były niezwykle ostre – ich krawędź tnąca była kilkunastokrotnie (a czasem i bardziej) cieńsza od średnicy ludzkiego włosa. Aparaty gębowe konodontów działały w płaszczyźnie poziomej, a nie jak to jesteśmy przyzwyczajeni dzisiaj w osi góra-dół. W 2009 r. Henryk Szaniawski opublikował pracę, w której dopatrzył się w aparatach gębowych niektórych ordowickich konodontów pewnych cech charakterystycznych dla jadowitych zwierząt. To czyni je pierwszymi (znanymi) jadowitymi zwierzętami na świecie.

konodonty, autorka: Ceri Thomas/Nix Draws Stuff

Stworzenia, które zwyczajowo nazywamy rybami, są tak naprawdę kilkoma różnymi grupami kręgowców o różnym stopniu pokrewieństwa. Dzisiejsze bezżuchwowce są reprezentowane przez minogi i śluzice, jednak w przeszłości ich liczną grupę formalnie stanowiły także ostrakodermy. Takson ostrakodermów dziś został unieważniony, chociaż czasem jeszcze jest używany nieformalnie (bo każdy zainteresowany wie, o co chodzi). Zaliczano do niego kilka nie zawsze blisko spokrewnionych ze sobą grup: były to zwierzęta nie posiadające szczęk, które przednią część ciała miały zakutą w twardy pancerz oraz już nie tak osłonięty ruchomy ogon. Tego typu stworzenia dożyły końca dewonu, czyli wymarły około 360 mln lat temu. Przy okazji ciekawostka: sam dewon jest często nazywane okresem panowania ryb, gdyż przejawiały one wtedy niezwykłe bogactwo form.

Pierwszą grupą tradycyjnie zaliczaną do ostrakodermów były cefalaspidokształtne (Cephalaspidomorphi). Te z kolei składają się z trzech klas. Pierwszą jest Galeaspida. Ryby te pojawiły się w sylurze i wymarły w środkowym dewonie. Charakterystyczny dla nich był otwór na grzbietowej części pancerza głowy, który to połączony był z gardłem i dalej ze skrzelami. Miały też tylko jedną płetwę – ogonową. Otwór gębowy (jeszcze bez szczęk) znajdował się po brzusznej stronie – takie jego umieszczenie oraz kształt ciała galespidiów sugerują przydenny tryb życia. Były to też ryby z największą znaną nam liczbą skrzeli – niektóre gatunki miały ponad 40 otworów skrzelowych.

Lungmenshanaspis kiangyouensis – niektóre galespidy miały ciekawy kształt pancerza, autor: Stanton Fink

Trochę młodsze są kostnopancerne (Osteostraci). Zwierzęta to osiągnęły spory sukces i dotrwały do końca dewonu. Były całkiem dobrymi pływakami, posiadały już płetwy piersiowe i płetwę grzbietową oraz ogonową oczywiście. Największe gatunki z tego kladu osiągały metr długości, jednak większość z nich była cztery razy mniejsza (a niektóre nie przekraczały 5 cm). U części okazów pancerz był tak dobrze zachowany, że zawierał ślady po nerwach (i innych tkankach miękkich). Dzięki temu wiadomo, że zwierzęta te miały na głowie narządy wykrywające wibracje.

Blisko z nimi spokrewnione były stworzenia z kladu Pituriaspida. Żyły około 390 mln lat temu i znane są tylko z jednego australijskiego stanowiska (stąd ten wąski zakres czasu występowania). Do tej grupy należą tylko dwa gatunki: Pituriaspis doylei i Neeyambaspis enigmatica. Wyglądem przypominały swoich kostnopancernych kuzynów, jednak ich pancerz miał trójkątny kształt i długi szpikulec na przodzie.

kostnopancerny Ateleaspis tessellata, autor: Nobu Tamura

Jeszcze kilka grup wodnych kręgowców było tradycyjnie zaliczanych do ostrakodermów. Dziś już wiemy, że zwierzęta te nie są ze sobą blisko spokrewnione. Wszystkie były niewielkimi rybami, które pojawiły się u schyłku okresu kambryjskiego i dotrwały do końca dewonu. Ich klasyfikacja była problematyczna i zmieniała się jak w kalejdoskopie; dziś uważane są za bliskich krewnych żuchwowców (czyli ryb chrzęstno- i kostnoszkieletowych, płazów, gadów, ptaków i ssaków).

Kolejną grupą są anaspidy (Anaspida), które swój rozkwit przeżywały w sylurze i wymarły na początku dewonu. Co ciekawe, nie były one zakute w kostny pancerz, podobnie jak telodonty (Thelodonti). Te drugie z kolei dotrwały do końca dewonu i, w odróżnieniu od innych ostrakodermów, nie prowadziły wyłącznie przydennego trybu życia – zajmowały wiele nisz (w tym rafy koralowe) oraz występowały tak w wodach słodkich, jak i słonych (chociaż raczej w płytkich przybrzeżnych akwenach). Pozbycie się pancerza sprawiło, że zwierzak był lżejszy i szybszy, co z kolei ułatwiało podboje nowych środowisk, a także łapanie zdobyczy oraz ucieczkę przed drapieżnikami. Wszystkie zwierzęta wspomniane w tym akapicie były raczej niewielkie i zazwyczaj osiągały długość kilkudziesięciu centymetrów.

Pteraspis stensioei, autor: Nobu Tamura

Plakodermy są znacznie bardziej medialnymi zwierzętami – często występują w filmach dokumentalnych. Te pancerne ryby pojawiły się pod koniec syluru i rozkwitły w dewonie (i tradycyjnie już wymarły pod koniec tego okresu). Miały chrzęstny szkielet oraz kostny pancerz na głowie i przedniej części tułowia. Na skamieniałych pancerzach czasem widnieją ślady po zębach drapieżników, więc przynajmniej jedna z jego funkcji wydaje się oczywista: ochronna. Płetwy piersiowe, brzuszne i grzbietowa plakoderm były już dobrze rozwinięte i zróżnicowane. Jednak najważniejszą adaptacją tych ryb były szczęki, w pełni funkcjonalnie i nierzadko mocne.

Plakodermy osiągnęły duży sukces ewolucyjny oraz przyjmowały wiele kształtów, rozmiarów i strategii przetrwania. Można pośród nich spotkać niewielkie formy żyjące przy dnie morskim, jak i pełnoprawnych pływaków pokaźnych rozmiarów (niektóre gatunki rodzaju Titanichthys osiągały 8 m długości, możliwe, że więcej). Największą gwiazdą wśród ryb pancernych był żyjący pod koniec okresu dewońskiego Dunkleosteus. Ten sześciometrowy mięsożerca był pierwszym kręgowcem, którego można nazwać superdrapieżnikiem. Jego charakterystyczne “zęby” były tak naprawdę zaostrzonymi płytami kostnymi, wchodzącymi w skład pancerza. Ślady po tym potworze były znajdowane w wielu miejscach na świecie, także w Górach Świętokrzyskich.

Dunkleosteus, autor: James ST. John

Pozycja plakodermów na drzewie życia nie jest pewna. Zazwyczaj są uważane za bliskich krewnych ryb chrzęstno- i kostnoszkieletowych, jednak kilka świeżych odkryć temu przeczy. Możliwe, że są taksonem parafiletycznym (tzn. taki, który obejmuje tylko część potomków danego przodka) lub po prostu nie wszystkie skamieniałości, które uważamy za plakodermy, były faktycznie plakodermami. Dużo namieszał tu opisany kilka lat temu chiński Entelognathus primordialis; ta niewielka ryba (+/-20 cm) miała już szczęki zbudowane jak u ryb kostnych (a tym samym jak u tetrapodów, w tym ludzi). Wspiera to hipotezę mówiącą, że kostnoszkieletowe pochodziły od ryb pancernych. Plakodermy (a przynajmniej niektóre z nich) były także pierwszymi znanymi kręgowcami żyworodnymi: u skamieniałych okazów Austroptyctodus gardineri oraz Materpiscis attenboroughi znaleziono embriony w ciałach samic, a w tym drugim przypadku ostał się nawet ślad po pępowinie.

Materpiscis attenboroughi, słynna skamieniałość samicy z embrionem, zdjecie pochodzi z nature.com

W sylurze pojawiły się fałdopłetwe lub akantody (Acanthodii) – i tu niespodzianka, bo przetrwały aż do wymierania permskiego. Czasem nazywane są kolczastymi rekinami (kalka z angielskiego: spiny sharks), a same fałdopłetwe nie mają za wiele wspólnego z samymi rekinami. Prawdopodobnie, gdyż (niespodzianka!) ich systematyka jest niepewna: są albo krewnymi ryb chrzęstnoszkieletowych, albo ich przodkami, albo przodkami zarówno chrzęstno-, jak i kostnoszkieletowych. Akantody przejawiają cechy obu tych grup, chociaż raczej ich prymitywnych przedstawicieli. Gatunek Doliodus problematicus (nazwa gatunkowa wyjątkowo akuratna ;)) na przykład wykazują cechy pośrednie między fałdopłetwymi i rekinami (a szerzej chrzęstnoszkieletowymi), co potwierdza pochodzenie ryb chrzęstnych od fałdopłetwych. Acanthodii miały ciekawą budowę płetw, przynajmniej jeśli porównamy ją z dzisiejszymi rybami. Wszystkie płetwy, z wyjątkiem ogonowej, były rozpięte na dość sztywnych kolcach, co często jest interpretowane jako sposób na obronę przed dużymi drapieżnikami.

Climatius reticulatus, autor: Nobu Tamura

Obecnie najliczniejszymi rybami są kostnoszkieletowe (Osteichthyes). Najstarszym przedstawicielem tej grupy, co do którego mamy pewność, że był rybą kostną, jest liczący sobie 419 mln lat Guiyu oneiros. Same kostnoszkieletowe zaczęły się rozwijać i pod koniec dewonu były już całkiem zróżnicowane. Po wymieraniu dewońskim (i później permskim) większość ich konkurencji została zmieciona z powierzchni Ziemi i same ryby kostne rozwinęły skrzydła (a właściwie płetwy).

Dzielą się na promieniopłetwe (Actinopterygii) i mięśniopłetwe (Sarcopterygii). Te pierwsze na początku były związane z wodami słodkimi, jednak z biegiem czasu coraz więcej z nich przystosowywało się do wody morskiej. W mezozoiku większość z nich żyła już w oceanach. Dzisiaj w większości zbiorników wodnych (zarówno słodkich, jak i słonych) promieniopłetwe są najliczniejszymi kręgowcami. Ciekawa jest też tendencja w ewolucji tych ryb: z biegiem czasu coraz mocniej potrafiły wysuwać swoje szczęki. W paleozoiku potrafiły (średnio) wysunąć szczęki na odległość około 1% długości ciała, w mezozoiku były to 2%, a dziś to ponad 3%. Niżej wklejam filmik z żyjącym dzisiaj rekordzistą – Epibulus insidiator – należącym do wargaczowatych, który potrafi wysunąć szczęki na około 21% długości ciała. Wspomniany wyżej Guiyu oneiros najprawdopodobniej należał już do Sarcopterygii, co znaczy, że mięśnio- i promieniopłetwe rozdzieliły się przynajmniej 419 mln lat temu.

rekordowe szczęki Epibulus insidiator

Najbardziej zróżnicowaną grupą ryb są z kolei mieśniopłetwe (Sarcopterygii). Dzisiaj są już nieliczne, a jednocześnie najliczniejsze, co wyjaśnię za chwilę. Najbardziej charakterystyczną cechą, którą wykształciły, są płetwy połączone z ciałem pojedynczą kością. Jest to całkiem rewolucyjne rozwiązanie, które miało wpływ na kolonizację lądów przez kręgowce – wszystkie czworonogi odziedziczyły taką budowę kończyn. Tetrapody (czworonogi – płazy, gady, ssaki i ptaki) są zaliczane do ryb mięśniopłetwych, przez co jest to nader liczna i zróżnicowana grupa, pomimo tego, że dziś rybie ryby trzonopłetwe są rzadkie i reprezentowane tylko przez kilka gatunków. I tak, oznacza to, że człowiek też jest rybą.

Guiyu oneiros, autor: Nobu Tamura

Najbliższymi obecnie żyjącymi krewnymi tetrapodów są ryby dwudyszne. Dwudyszne są mieśniopłetwymi, które potrafią oddychać zarówno pod wodą, jak i powietrzem atmosferycznym przy pomocy pęcherza pławnego (który przekształcił się u nich w rodzaj płuca). Według licznych hipotez był to kolejny krok kręgowców do podboju lądów. Niektóre dwudyszne są w stanie zapaść w hibernację; gdy wysycha zbiornik wodny, w którym żyją (a inne są za daleko, by ryby mogły do nich podpełznąć), zakopują się w norach, oblekają się kokonem ze śluzu i hibernują w oczekiwaniu na porę deszczową. Przydatna umiejętność, zwłaszcza że żyją m.in. w Australii i Afryce. Nory pozostawione przez dwudyszne znane są już z permu (same dwudyszne pojawiły się przynajmniej w dewonie).

Celakantokształtne to mięśniopłetwe, które nie są ani dwudysznymi, ani tym bardziej czworonogami. Pod tą tajemniczą nazwą kryje się wiele gatunków kopalnych i dwa żyjące dzisiaj – latimerie. Latimeria to najsłynniejsza żywa skamieniałość. Ryby z linii prowadzącej do niej zniknęły z zapisu kopalnego 66 mln lat temu. Sensacją było złowienie osobnika u wybrzeży Afryki w roku 1938. Często niesłusznie latimeria jest uważana za zwierzę, które nie zmieniło się od milionów lat (a nawet za ten sam gatunek, który współistniał z ostatnimi dinozaurami). W rzeczywistości dzisiejsze latimerie jedynie przypominają swoich wymarłych krewnych. Nazwanie jej żywą skamieniałością oznacza, że ma ona kilka cech, które już nie występują pośród innych stworzeń, a które były obecne u kopalnych zwierząt. Obecnie ryby te żyją u wybrzeży południowej i południowowschodniej Afryki oraz Indonezji i są zagrożone wymarciem (są jednymi z najrzadszych kręgowców na Ziemi). Największe osobniki dorastają do 2 m długości i mogą żyć ponad sto lat.

latimeria, autor: Laurent Ballesta

Ryby przebyły długą drogę i osiągnęły spory ewolucyjny sukces. Przyjmują (i przyjmowały) wiele ciekawych form i uważam, że zasługują na trochę więcej uwagi, niż dane im jest na co dzień. Przynajmniej w tym popularnonaukowym obszarze.

Niedługo pojawią się także dwa inne wpisy dotyczące ryb, chociaż będą krótsze niż ten ;) Założyłem sobie, że pomiędzy dinozaurami i mamutami będę przemycał także te mniej popularne wymarłe stworzenia. One również zasługują na trochę uwagi.

Źródła, na których się opierałem są na moim blogu. Jakby się komuś chciało, to zapraszam do wykopania znaleziska. Będzie mi miło (。◕‿‿◕。)

Chciałbym podziękować @Tiszka która sprawiła, że ten tekst stał się czytelny.

Rysunek na dole przedstawia Dunkleosteus, autor: Aaron John Gregory

blog
fb

#paleoart #paleontologiaboners #paleontologia #ewolucja #biologia #ciekawostki #nauka #gruparatowaniapoziomu

Przejdź do wpisu

Dodany: 2018-10-01 06:27:50 | Ostatnio wołany: 2018-10-01 06:28:16


Cześć paleoświry, nowa ściana tekstu z rana. Dziś będzie trochę o historii paleontologii. Osobiście traktuję go jako rozszerzenie wpisu o ewolucji dinozaurów. No to zapraszam.

Paleontologia to gałąź biologii, która wyrosła z geologii. Przynajmniej z historycznego punktu widzenia. I właśnie historie paleontologii pokrótce dzisiaj przedstawię. Po trochu traktuję to jako rozszerzenie poprzedniego wpisu, dlatego też skupię się na dinozaurologii.

Leaping lealaps, autor: Charles R. Knight, 1896; obraz przedstawia dryptosaury - źródło obrazka

Gdy byłem dzieckiem/nastolatkiem często natrafiałem na informacje, jakoby dawno temu skamieniałości dinozaurów dały początek legendom o smokach i innych potwornych bestiach. Chyba najpopularniejszym przykładem był protoceratops, który to miałby dać początek o legendach o gryfie. Dzisiaj już znacznie rzadko trafiam na takie stwierdzenie, chociaż może to być związane z tym, że już raczej nie sięgam po pozycje popularnonaukowe skierowane do młodszych czytelników. W każdym razie wydaje się to być zwyczajnie nieprawdziwe (a przynajmniej znacznie wyolbrzymione). Już Ksenofanes z Kolofonu (żył mniej więcej w przedziale 570-470 lat p.n.e.) uważał skamieniałości za pozostałości zwierząt, których już nie ma. Podobnie uważał żyjący w V w. p.n.e. Empedokles z Akragas. Obaj zwrócili uwagę na to, że skamieniałości, którymi się zajmowali, należały do zwierząt morskich (ryby, muszle i skorupiaki), a jednak były znajdywane raczej na terenie górzystym. Jednak nie wszyscy podzielali taki pogląd, np. żyjący później, i słynniejszy dzisiaj, Arystoteles uważał, że skamieniałości są pochodzenia nieorganicznego.

Dla zachowania uczciwości jednak przytoczę kilka przykładów, gdzie skamieniałe kości dały początek legendarnym stworzeniom (chociaż nadal nie były to dinozaury i smoki). Bostońskie Museum of Fine Arts dysponuje grecką wazą z połowy VI w. p.n.e. Na owej wazie widnieje m.in. podobizna Heraklesa walczącego z Ketosem (duży morski potwór). Głowa stwora zdaje się podobizną czaszki kopalnego, niezidentyfikowanego zauryspyda, na co wskazuje np. pierścień sklerotyczny. Znamy też doniesienia ze starożytności i wczesnego średniowiecza dotyczące odnalezienia kości olbrzymów, które to czasem są interpretowane jako kości dinozaurów lub wymarłych ssaków takich jak mamuty czy nosorożce. Te drugie są bardziej prawdopodobne, gdyż ze względu na wiek są (zazwyczaj) znacznie lepiej zachowane (i łatwiej rozpoznać w nich kości). W 1335 r. w pobliżu austriackiego miasta Klagenfurt odnaleziono czaszkę nosorożca włochatego, którą uznano za należącą do Lindwurma, czyli smoka z miejscowych legend. W 1550 powstał pomnik, do którego wspomniana czaszka posłużyła jako wzór, chociaż rzeźbiarz miał naprawdę bogatą wyobraźnię. Sama rzeźba oraz kość nosorożca do dziś znajdują się w Klagenfurt.

waza z Heraklesem i Ketosem - źródło obrazka

Chiński historyk Chang Qu, który żył w IV w. p.n.e. wspominał o odkryciu kości smoka, co niekiedy jest interpretowane jako opis kości dinozaura. Jeśli faktycznie tak było, to jest to najstarszy znany opis strasznego jaszczura, jaki znamy. W tradycyjnej chińskiej medycynie w miarę często używa się sproszkowanych skamieniałych kości jako leku (lub składniku leku). Sama tradycyjna chińska medycyna zmienia się znacznie z biegiem czasu, a także wraz z regionem, ale faktem jest, że pierwszy ząb (i niejedyny) olbrzymiej małpy gigantopiteka został znaleziony właśnie w sklepie/aptece specjalizującym się w tej odłamie niemedycyny. Czasem też niektórzy archeolodzy łączą niektóre legendy indiańskie właśnie ze skamieniałościami dinozaurów, jednak zazwyczaj są to najwyżej mgliste przesłanki. Faktem jest natomiast to, że przynajmniej na terenie dzisiejszych środkowych stanów USA rdzenni mieszkańcy od dawien dawna wykorzystywali skamieniałe kości przy budowie ognisk (chociaż raczej nie była to powszechna praktyka). Niektóre duże i płaskie kości dinozaurów były używane jako naczynia do obróbki termicznej pożywienia. Formacja Morrison, która ciągnie się od południowej Kanady, przez środkowe stany USA, aż do Nowego Meksyku, jest na Ziemi jednym z miejsc najobfitszych w kości dinozaurów. Ponadto w Montanie, w warstwach skalnych pochodzących z wczesnej kredy rdzenni amerykanie poszukiwali minerałów potrzebnych do uzyskania pewnych barwników. W takich miejscach niekiedy można natrafić na kości zauropelty, całkiem sporego dinozaura pancernego (pancerz tego stworzenia był czasem wykorzystywany jako naczynie lub patelnia).

W średniowieczu i renesansie skamieniałości były uważane albo za nieorganiczny wybryk natury, albo za pozostałości po potopie (inne interpretacje były raczej wariacją na któryś z tych poglądów). Zapewne duże znaczenie miało to, że niemal wszystkie skamieniałe okazy, które wtedy znano, należały do ryb oraz morskich bezkręgowców. Leonardo da Vinci naszkicował kilka skamieniałości i czasem nawet je poprawnie sklasyfikował (jak na stan wiedzy, który panował w ówczesnej Europie). Dodatkowo uważał, że są to pozostałości po morzach, które to kiedyś zajmowały znacznie większe połacie Ziemi niż dziś (a właściwie to na przełomie XV i XVI wieku ;)). W 1517 roku Girolamo Fracastoro (dosyć znany włoski lekarz, chociaż wtedy człowiek nauki często zajmował się wieloma jej dziedzinami) badał skamieniałości morskich stworzeń i łączył je z biblijnym potopem i/lub z pochodzeniem morskim, podobnie jak Leonardo.

W XVI w. żył także Konrad Gesner, prawdziwy człowiek orkiestra. Szwajcar ten interesował się różnymi dziedzinami wiedzy, jednak w kontekście tego wpisu kluczowe zdają się przyroda oraz bibliografia. Dziełem jego życia śmiało można nazwać „Historia animalium”, która to była bogato ilustrowanym wszystkich ówcześnie znanych stworzeń (ostatni piąty tom został wydany już po śmierci Gautora). Pomimo że niektóre rekonstrukcje stworzeń wydają się dziś przynajmniej zaskakujące, to był to kanon przez niemal dwa stulecia. W czwartym tomie (poświęconym rozmaitym zwierzętom morskim) Gesner umieścił podobizny kilku skamieniałości, z których największe wrażenie robi podobizna kraba. Niemal po drugiej stronie globu, w roku 1519 żołnierze Corteza oglądali kości (najprawdopodobniej) mastodonta, które to wcześniej zostały znalezione przez miejscowych. Zdarzenie to miało miejsce w mieście Tlaxcala (dzisiejszy Meksyk), zaraz po podbiciu go przez europejczyków. I tu urywa się jakikolwiek ślad po tych skamieniałościach.

Nicolaus Steno, 1667; współczesny rekin oraz skamieniałe zęby - źródło obrazka

W drugiej połowie XVII w. Robert Hooke oglądał pod mikroskopem skamieniałości i opisał je w „Micrographia”. Porównywał też skamieniałe zwierzęta i rośliny do tych współczesnych. Hooke uważał, że skamieniały kawałek drewna był kiedyś zwykłym drewnem, które to zostało nasączone przez wodę cząstkami skał i ziemi. Twierdził także, że skamieniałości są zapisem historii życia. Duński geolog Nicolaus Steno sformułował podstawy stratygrafii (stratygrafia zajmuje się ustaleniem wieku oraz przyczyn rozmieszczenia skał w ziemskiej skorupie). Wprowadził także epoki geologiczne. Twierdził, że przynajmniej spora część skamieniałości jest pochodzenia organicznego. Porównywał też skamieniałe stworzenia do współczesnych, np. sporządził pierwszy rysunek olbrzymiego rekina Carcharocles megalodon (chociaż wtedy ta nazwa jeszcze nie funkcjonowała). Wtedy jeszcze nie wszyscy uczeni uznawali organiczne pochodzenie skamieniałości, jednak nie była to też niszowa hipoteza. Dopiero w następnym stuleciu ogromna większość uznała ją za prawdziwą. W 1676 Robert Plot w książce „Natural History of Oxfordshire” opisał i naszkicował dolną część kości udowej megalozaura. Dziś zazwyczaj większość specjalistów uważa, że to była kość megalozaura, chociaż całkowitej pewności mieć nie możemy, gdyż okaz zaginął. Plot przypisał tę kość słoniowi z czasów rzymskich, a później olbrzymowi, które były wspomniane w Biblii. Jest to najwcześniejszy rysunek nieptasiego dinozaura oraz najwcześniejszy potwierdzony opis jego kości. Niemal sto lat później (1763) Richard Brookes nazwał tę kość Scrotum humanum, czyli ludzkie jądra. Zapewne to tylko skojarzenie wizualne, jednak do dziś żyje legenda, która głosi, że pierwszą nazwą dinozaura była moszna człowieka ( ͡º ͜ʖ͡º)

W osiemnastym stuleciu Karol Linneusz w swoim „Systema Naturae” (w X edycji) umieścił trzy królestwa: zwierząt, roślin i minerałów. Twórca podstaw klasyfikacji biologicznej chciał skatalogować nie tylko świat ożywiony. W każdym razie do minerałów zaliczył m.in. skamieniałości. W pierwszej połowie XVIII w. Johann Jakob Scheuchzer opisał skamieniałość olbrzymiej salamandry (dziś znanej pod nazwą Andrias scheuchzeri) jako człowieka, który zginął w czasie biblijnego potopu (Homo diluvii testis). Mimo to z opisem skamieniałych roślin poszło mu lepiej, tzn. całkiem poprawnie je oznaczył. Jednym z nielicznych ówczesnych naukowców przeciwstawiających się dyluwializmowi (pojęcie, który łączył geologię z biblijnym potopem, m.in. skamieniałości miały być pozostałościami to nim) był Georges Buffon. Uważał on, że zmiany klimatu (a dokładnie ochłodzenie) mogło spowodować zniknięcie kilku gatunków. Na terenie Ameryki Północnej zaczęto odnajdywać tajemnicze zęby i kości, które były często brane za należące do różnych zwierząt (zazwyczaj słoni i hipopotamów). Niektórzy postulowali, że należą do jednego stworzenia, które nazwano Incognitum. Dzisiaj wiemy, że owe Incognitum to mastodont amerykański. Do Europy szczątki (głównie zęby) tego tajemniczego stworzenia wysyłał Thomas Jefferson (ten sam, co był trzecim prezydentem USA) i był przekonany, że zwierzę nadal żyje gdzieś w głębi kontynentu. W 1784 roku opisano pierwszego pterodaktyla, chociaż nie za bardzo wiedziano, co to takiego jest. Poprawny opis (oraz nadanie nazwy) miało miejsce na początku dziewiętnastego stulecia.

Duria Antiquior, Henry De la Beche, 1830; zwierzęta zrekonstruowane na podstawie skamieniałości odkrytych przez Mary Anning - źródło obrazka

Żyjący na przełomie XVIII i XIX w. Georges Cuvier, którego można śmiało nazwać twórcą (lub jednym z twórców) paleontologii, badał wiele skamieniałości, także Incognitum oraz salamandrę-człowieka z potopu. Doszedł on do wniosku, że niegdyś na świecie żyły stworzenia, które wymarły (i zdołał do tego przekonać wielu uczonych). Cuvier głosił katastrofizm, który był dominującym poglądem w pierwszej połowie XIX wieku, i którego był jednym z głównych głosicieli. Pogląd ten zakładał, że co jakiś czas (raczej dłuższy niż krótszy) wskutek jakiejś olbrzymiej katastrofy masowo wymiera wiele gatunków, a na ich miejsce powstają nowe. Z tym że te powstania często były łączone z kreacjonizmem. W opozycji stali ewolucjoniści, z których najbardziej dziś znany jest Jean-Baptiste de Lamarck. Nie była to ewolucja w dzisiejszym rozumieniu tego procesu, jednak już zakładała powolne zmiany zachodzące w organizmach. Sam Lamarck był twórcą lamarkizmu, o którym zapewne uczyliście się w szkole (w skrócie: zwierzęta zmieniają się, bo chcą się zmienić). Przełom nastąpił w roku 1859 roku, gdy Karol Darwin opublikował „O powstawaniu gatunków” (należy pamiętać, że Alfred Russel Wallace doszedł do tych samych wniosków w tym samym czasie co Darwin). Pierwszą katedrę paleontologii otworzył Alcide d’Orbigny w Muzeum Historii Naturalnej w Paryżu (rok 1853).

W XIX w. paleontologia nabrała wiatru w żagle. W pierwszej połowie tego stulecia odkryto pierwsze dinozaury, a także wiele innych mezozoicznych potworów. Wyróżniała się tutaj angielka Mary Anning, która w wieku zaledwie 12 lat odkryła niemal kompletny szkielet ichtiozaura, a później także plezjozaura, pterozaura z gatunku Dimorphodon macronyx oraz wiele innych okazów. Inni angielscy poszukiwacze skamieniałości także nie próżnowali. Pierwszym nazwanym dinozaurem był mięsożerny megalozaur, którego opisał William Buckland w 1824 roku (chociaż nazwę gatunkową M. bucklandii nadał Gideon Mantell). Rok później Mantell opisał iguanodona, a w roku 1933 pancernego hyleozaura. Kilka lat później Richard Owen nadaje trzem powyższym gatunkom miano dinozaurów i tak oto świat usłyszał o strasznych jaszczurach (bo to dosłownie znaczy nazwa dinozaur). Ówczesne rekonstrukcje tych stworzeń wydają się dziś śmieszne, ale wtedy wyobrażano je sobie jako przerośnięte (niemal w karykaturalny sposób) jaszczurkokrokodyle. W 1861 r. w Niemczech odnaleziono archeopteryksa, słynnego praptaka. Jest to chyba najsłynniejsza skamieniałość, której zdjęcia do dziś potrafią pojawić się w szkolnych podręcznikach.

iguanodon zrekonstruowany przez Gideona Mantella - źródło obrazka

W połowie XIX wieku opisano pierwszego amerykańskiego dinozaura – kaczodziobego hadrozaura. Po wojnie secesyjnej w USA wybuchło prawdziwe dinozaurowe szaleństwo. Miała nawet miejsce osobliwa rywalizacja, która została nazwana wojną o kości. Dwaj paleontolodzy, Othniel Charles Marsh oraz Edward Drinker Cope, pokłócili się ze sobą i zaczęli konkurować w liczbie odkrytych i opisanych gatunków kopalnych. Rywalizacja ta skończyła się dopiero w 1897 roku, wraz ze śmiercią Cope’a. Panowie nie odpuszczali aż do końca, chociaż w ostatnich latach jechali już na oparach, gdyż po prostu roztrwonili rodzinne fortuny. Na porządku dziennym używano dynamitu do wydobycia skamieniałości, by zyskać na czasie (co miało raczej niekorzystny wpływ na trwałość okazów). Zarówno Cope, jak i Marsh podkupywali sobie nawzajem pracowników, wysyłali szpiegów do obozu wroga, potrafili dwukrotnie opisać ten sam gatunek pod różnymi nazwami oraz sabotować wyprawy i obozy przeciwnika, a nawet niszczyć wykopaliska (chociaż dzisiaj podważa się przynajmniej część tych czynów – przeciwnicy wyolbrzymiali nawzajem swoje przewinienia). Nie są to zbyt honorowe czyny, pomimo że sama historia jest ciekawa. Wojna o kości dała nam grubo ponad 100 nowych gatunków, w tym takie klasyki jak allozaur, triceratops, brontozaur, stegozaur czy apatozaur. Czyli dinozaury, które zna niemal każde dziecko.

słynna skamieniałość archeopteryksa - źródło obrazka

Amerykańskie gatunki dwunożnych mięsożerców (i dalsze odkrycia na starym kontynencie) zmieniają obraz dinozaurów. Zaczyna się je postrzegać jako krwiożercze, jednak całkiem żywotne potwory. Jednak na początku XX w. postrzeganie tych zwierząt się zmieniło. Swoje trzy grosze dało odkrycie naprawdę dużych okazów (zauropody), ale głównym winowajcą był pogląd, że jak dinozaury wymarły, to znaczy, że niezbyt były przystosowane do życia. Zaczęto je postrzegać jako głupi i ociężałe, niejako skazane na wymarcie. Przed II wojną światową paleontologia rozwijała się całkiem prężnie. Roy Chapman Andrews (prawdopodobnie był inspiracją do stworzenia Indiany Jonesa) zorganizował szereg wypraw do Mongolii, gdzie odkryto wiele dinozaurów i dziwacznych ssaków. Niemieccy naukowcy podróżowali do północnej oraz południowej Afryki, zaczęto też odkopywać liczne skamieniałości w Kanadzie. Ilustracje z pierwszej połowy XX w. przedstawiające kopalne ssaki są znacznie bardziej poprawne (z dzisiejszego punktu widzenia) niż te z np. dinozaurami czy niessaczymi synapsydami. Wyjaśnienie tego jest proste – łatwo jest przyrównać mamuta czy tygrysa szablastozębnego do dzisiejszych zwierząt. Z tymi odmiennymi anatomicznie jest już większy problem i czasem trzeba było zwyczajnie kombinować.

O. C. Marsh oraz E. D. Cope, bohaterowie wojny o kości - źródło zdjęcia

Blask chwały przynosiły także odkrycia związane z „jaskiniowcami”. Neandertalczyk został opisany już w 1864 roku (przez Wiliama Kinga), a Homo erectus, jeszcze jako pitekantrop, w 1892 (Eugène Dubois). Prawdziwą bombą było odkrycie w Afryce w 1924 roku oraz opisanie rok później australopiteka przez Raymonda Darta. Chociaż już Darwin pisał o driopiteku, kopalnej małpie człekokształtnej z Europy.

Poprzedni wiek przyniósł także kilka przełomów w paleontologi. Na pewno takim przełomem było datowanie izotopowe wynalezione przez Willarda Libby’ego. Dziś stosuje się kilka metod takiego datowania i w przeciwieństwie do tego, co można często przeczytać w internetach w paleontologi raczej nie stosuje się izotopu węgla C14 (zwyczajnie działa on na niewielkich odcinkach czasu, maksymalnie ok. 60 tys. lat). Z kolei czas występowania i zasięg geograficzny danych organizmów pozwoliła połączyć ze sobą teoria płyt tektonicznych. W połowie XX w. zaczęto odkrywać najstarsze organizmy wielokomórkowe, ale także rozwijać się zaczęła mikropaleontologia (organizmy jednokomórkowe). Othenio Abel uknuł termin paleobiologia i od tej pory paleontologia coraz więcej zaczęła mieć wspólnego z biologią (do tej pory była to dziedzina raczej geologiczna).

deinonych, Robert Bakker, 1969; jest to znana i często kopiowana ilustracja - źródło obrazka

W 1969 r. John Ostrom opisał deinonycha. Zwierzę to niezbyt pasowało do ówczesnych wyobrażeń na temat dinozaurów. Był to szybki i zwinny drapieżnik, bardziej ptasi niż gadzi. Ostrom twierdził, że przynajmniej niektóre dinozaury były stałocieplne, a dzisiejsze ptaki pochodzą od dinozaurów. Jego uczeń, Robert Bakker poszedł o krok dalej. W 1986 r. wydał on „The Dinosaur Heresies” – książkę, która przedstawiała dinozaury jako stałocieplne, aktywne i inteligentne zwierzęta, które opiekowały się swoim potomstwem. Z początku Ostrom i Bakker byli w mniejszości, jednak z czasem ich tezy okazały się słuszne. Rewolucję tą często nazywa się renesansem lub odrodzeniem dinozaurów.

Dzisiaj paleontologia przeżywa swoje złote czasy, a szczątki dinozaurów zostały odkryte na każdym kontynencie (również na Antarktydzie). Chiny okazały się prawdziwym skarbcem opierzonych dinozaurów (niektóre okazy zachowały się tak dobrze, że znamy ich ubarwienie) i nikogo dziś już nie dziwi to, że dzisiejsze ptaki to właściwe dinozaury, które przetrwały wymieranie kredowe. Popularność paleontologii cały czas rośnie, czego dowodem mogą być rzesze moich fanów i fanek ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Jakby kogoś zaainteresowało, to założyłem bloga oraz fb.

Poniżej daję filmik od dkm17, który zahacza o Cuviera i wymieranie gatunków.

#paleoart #paleontologiaboners #paleontologia #ewolucja #biologia #ciekawostki #nauka #gruparatowaniapoziomu #dinozaury

Przejdź do wpisu

Dodany: 2018-08-04 10:27:32 | Ostatnio wołany: 2018-08-04 10:29:46



Skąd wzięły się dinozaury? Ewolucja dinozaurów

Dinozaur, jaki jest, każdy widzi. No właśnie nie zawsze. Ptaki są dinozaurami, a pterozaury nie. @Tiszka dość klarownie opisała co i jak z dinozaurami.

Straszne jaszczury pojawiły się w triasie. Trias to najstarszy okres ery mezozoicznej (to właśnie w mezozoiku nieptasie dinozaury opanowały naszą planetę). Przed mezozoikiem był kenozoik, którego ostatnim okresem był perm, który to zakończył się wielkim wymieraniem. Naprawdę wielkim: z zapisu kopalnego zniknęło grubo ponad 90% gatunków morskich, ponad 70% lądowych kręgowców, ponad 80% rodzajów (nie gatunków) owadów oraz wiele roślin. Jakby ktoś był ciekawy, to na angielskiej wiki jest naprawdę dobry artykuł na ten temat
(oczywiście zachęcam do klikania w odnośniki). Sam trias trwał mniej więcej w zakresie 250 - 200 mln lat temu i, przynajmniej na początku, świat wtedy nie był najbardziej zróżnicowany pod względem biologicznym. To otworzyło drogę wielu nowym liniom ewolucyjnym, w tym archozaurom (nazywanymi jeszcze czasem gadami naczelnymi).

Archozaury, jak się zapewne domyślacie, dały początek dinozaurom. Poglądowe drzewo genealogiczne archozaurów (wzięte ze strony Wydziału Geologi Uniwersytetu w Maryland) pokazuje mniej więcej co i jak. Dinosauria (prawy górny róg) to właśnie dinozaury. Blisko spokrewnione z nimi były pterozaury (trochę na lewo) oraz dzisiejsze krokodyle (lewy górny róg), które też są archozaurami. I tak, z tego wynika, że krokodyle są bliżej spokrewnione z ptakami, niż z jaszczurkami, co potwierdzają badania genetyczne.

Archozaury pojawiły się na początku triasu (możliwe, że pod sam koniec permu – naukowcy nie są zgodni, czy Archosaurus rossicus to wyjątkowo prymitywny archozaur, czy zaawansowany przodek tychże), wykorzystując sytuację, zdołały opanować wiele ekosystemów na całej Ziemi (wtedy wszystkie lądy; lub prawie wszystkie; były zbite w jeden superkontynent nazwany Pangea). I tym samym dinozaury rozpowszechniły się po całej planecie - ich skamieniałości znajdujemy na każdym dzisiejszym kontynencie, także na Antarktydzie (np. Cryolophosaurus ellioti). Linia ewolucyjna prowadząca do dinozaurów „skupiła się” na postawie dwunożnej (wolne kończyny przednie) i na zwężeniu miednicy (mniejszy wydatek energetyczny podczas biegu). Jednak dinozaury nie opanowały świata zbyt szybko. Zapis kopalny ukazuje, że dinozaury były początkowo nieliczne i mało zróżnicowane. Inne zwierzęta, także inne archozaury, były znacznie liczniejsze, różnorodniejsze i zajmowały więcej nisz ekologicznych. Krokodylomorfy (z których dziś zostały krokodyle) były wtedy zwierzętami lądowymi (możliwe, że niektóre formy mogły poruszać się na dwóch nogach), a w wodach czaiły się olbrzymie płazy, np. taki Mastodonsaurus giganteus mógł przekraczać 5 m długości. Dominującymi drapieżnikami lądowymi były wtedy rauizuchy, które mogły osiągać nawet 5 m długości (największym gatunkiem był siedmiometrowy Saurosuchus galilei). W triasie żyły ostatnie gady ssakokształtne (dziś coraz rzadziej używa się tej nazwy, gdyż zwierzęta te nie były gadami, a synapsydami, do których należą także ssaki). Popularnymi triasowymi roślinożernymi synapsydami były dicinodonty, np. kilka gatunków z rodzaju Lystrosaurus. Zwierzęta te żyły w początkowym triasie, osiągały około metra długości i możliwe, że były najbardziej rozpowszechnionymi zwierzętami w historii naszej planety (na wielu stanowiskach kopalnych lystrozaury stanowiły ponad 90% odnalezionych skamieniałości – nigdy wcześniej, ani nigdy później taka sytuacja nie miała miejsca). Do późnego triasu (lecz nie do jego schyłku) dotrwał Placerias hesternus, który to już był całkiem sporym zwierzęciem: mierzył blisko 4 m długości i ważył ponad tonę. W okresie triasowym występowało też wiele drapieżnych synapsydów, jednak były to zwierzęta, które zazwyczaj nie przekraczały długości jednego metra. Przykładem może być wczesnotriasowa Bauria robusta (która to była wtedy jednym z większych drapieżników lądowych) czy nieco młodszy Thrinaxodon liorhinus. W późnym triasie z podobnych zwierząt wyłoniły się pierwsze ssaki.

Saurosuchus atakujący gady z rodzaju Hyperodapedon autor: Andrey Belov, https://www.deviantart.com/abelov2014

Teraz będę musiał zaznaczyć kilka rzeczy. Po pierwsze: niezmiernie trudno jest postawić linie oddzielającą dinozaury od ich przodków, a właściwie chodzi tu o wyjątkowo prymitywne dinozaury i wyjątkowo zaawansowani przodkowie tychże. Nie ułatwia tego fakt, że z reguły skamieniałości, które zostały znalezione, nie są w zbyt dobrym stanie. I dinozaury nie są tu wyjątkiem, gdyż trudno jest postawić taką granicę u (chyba) wszystkich linii ewolucyjnych. Nawet na poziomie gatunku jest to problematyczne, gdyż nie jest no ścisłe pojęcie. Owszem, sprawdza się to w dzisiejszym świecie, jednak gdy spojrzymy w przeszłość, to zaczyna nam się pojęcie gatunku trochę rozjeżdżać. Wszakże dzieci są zawsze tego samego gatunku, co rodzice (pomijam tu bezpłodne krzyżówki międzygatunkowe, wewnątrz jednego rodzaju). Gdybyśmy mogli dokładnie prześledzić każdego przodka danego osobnika (nazwę go osobnikiem X), to w końcu dotarlibyśmy do takiego, który różniłby się od niego na tyle, że nie spełniałby już kryterium tego samego gatunku, np. nie byłby w stanie spłodzić z nim płodnego potomstwa (nazwę go przodkiem Y). I tak przodkowie osobnika X i potomkowie przodka Y to będą dokładnie te same stworzenia (stworzenia W). Stworzenia W będą tego samego gatunku co przodek Y i osobnik X, a jednocześnie tych dwóch ostatnich będzie różnymi gatunkami. Po prostu życie jest ciągłe (i płynie dalej) i niekoniecznie poddaje się sztywnym regułom wymyślonym przez człowieka. Podział, który stosujemy, sprawdza się w większości przypadków, po prostu czasem zapis kopalny trochę miesza (przez lepsze poznanie historii życia na Ziemi niemałemu przemodelowaniu uległa niemal cała systematyka zwierząt, i tak np. dziś człowiek jest zaliczany do m.in. ryb kostnoszkieletowych). W dodatku w paleontologii mamy do czynienia z gatunkami morfologicznymi, czyli wyznaczonymi na podstawie wyglądu (a dokładniej na podstawie anatomii szkieletów). Możliwe, że różne skamieniałości przypisywane tym samym gatunkom należały tak naprawdę do różnych gatunków, których to nie jesteśmy w stanie rozróżnić.

Teraz już wracam do dinozaurów. Z archozaurów wyłoniła się linia dinozauromorfów (Dinosauromorpha), a z niej dinozauriformy (Dinosauriformes). Nie oznacza to, że te drugie zastąpiły te pierwsze. Dinosauriformes były boczną gałęzią i żyły obok innych dinozauromorfów. Podobnie jak człowiek pochodzi od małp, ale to nie znaczy, że małpy przestały istnieć, tylko że człowiek jest rodzajem małpy, który żyje obok innych rodzajów małp. W każdym razie dwie najważniejsze linie dinozariformów to właśnie dinozaury i silezaury. Jeśli nazwa tych ostatnich kojarzy się komuś ze Śląskiem, to jest na dobrym tropie. W Polsce odkryto szczątki Silesaurus opolensis (od którego nazwę wziął cały klad), ale o tym później.

Lagerpeton chanarensis, autorka: Edyta Felcyn/Apsaravis http://apsaravis.tumblr.com

Przedstawicielem dinozauromorfów, który nie należał do dinozauriformów, był Lagerpeton chanarensis. Było to niewielkie zwierzę (nie przekraczało 70 cm długości) o długich kończynach tylnych. Nie znaleziono kompletnych skamieniałości legerpetona, jednak porównując go do gatunków blisko spokrewnionych (z którymi tworzył klad Legerpetidae) można śmiało założyć, że był czworonogiem, który to potrafił całkiem dobrze poruszać się na dwóch kończynach (chociaż starsze rekonstrukcje przedstawiają go jako pełnego dwunoga). Pewne szczegóły anatomiczne wskazują na to, że L. chanarensis chętniej poruszał się na dwóch kończynach niż jego krewniacy (niebędącymi dinozauromorfami, gdyż ta linia rozwijała się w kierunku dwunożnej lokomocji). Mimo że najstarsze odnalezione szczątki należące do Legerpetidae mają około 235 mln lat, to dzięki odnalezionym w Polsce tropom wiemy, że stworzenia te chodziły po świecie już 250 mln lat temu (i wymarły kilkanaście mln lat przed końcem okresu triasowego, najprawdopodobniej na skutek presji za strony dinozaurów).

Tutaj trzeba wspomnieć o dwóch gatunkach: Marasuchus lilloensis oraz Lagosuchus talampayensis. Oba te zwierzęta były dinozauriformami, miały niewielkie rozmiary (marazuch osiągał 40 cm a egozuch 30 cm długości) i żyły około 235 mln lat temu na terenie dzisiejszej Argentyny (właśnie z tego kraju pochodzi wiele skamieniałości najwcześniejszych dinozaurów). Stworzenia te nie były ani silezaurami, ani dinozaurami, jednak ich wygląd zewnętrzny już przypominał te drugie. Najprawdopodobniej były to dwunogi, które okazjonalnie mogły poruszać się na czterech kończynach, jednak nie jest to pewne.

Marasuchus lilloensis, autor: Nathan Rogers, https://www.deviantart.com/microcosmicecology

W roku 2003 Jerzy dzik opisał Silesaurus opolensis, którego szczątki odkryto w Krasiejowie. Gatunek ten dał nazwę kladowi Silesauridae, która obok dinozaurów była najważniejszą linią dinozauriformów. Skamieniałości silezaura są dosyć kompletne, co pozwoliło określić jego pokrewieństwo z mniej kompletnymi gatunkami, a które były dosyć problematyczne w klasyfikacji (bo miały pewne cechy dinozaurów oraz inne, które je od nich odróżniały). Opisanie silezaura sporo wyjaśniło na temat powstania dinozaurów i pozwoliło na lepsze prześledzenie ich ewolucji. Silesauridae były zwierzętami czworonożnymi (nastąpił tu odwrót tendencji u dinozauriformów, które to zazwyczaj podążały ku dwunożności), które osiągały średnie rozmiary, np. silezaur miał niecałe 2,5 m długości. S. opolensis początkowo został uznany za prymitywnego dinozaura, jednak późniejsze odkrycia i badania dowiodły, że właściwie to był ich bliski krewny. Za życia zwierzę to było smukłe, szybkie (możliwe, że potrafiło biegać na tylnych kończynach, przynajmniej na krótkich dystansach), a badania histologiczne kości potwierdzają, że zwierze bardzo szybko rosło za młodu, jednak nadal wolniej niż dinozaury. Co ciekawe (i rzadkie u niedinozaurowych dinozauriformów), Silesauridae były roślinożercami i żyły w przedziale 245 – 200 mln lat temu (sam silezaur około 230 mln lat temu).

Silesaurus opolensis, autorka: Edyta Felcyn/Apsaravis

Nyasasaurus parringtoni jest ostatnim przystankiem przed dinozaurami. Archozaur ten żył 243 mln lat temu i nie za bardzo wiadomo, czym był. Specjaliści spierają się, czy był to dinozaur, czy może po prostu wyjątkowo zaawansowany przodek straszliwych jaszczurów. Fragmentaryczność odkrytych skamieniałości nie ułatwia rozwiązania tego problemu. Jednak, jeśli niasazaur rzeczywiście był dinozaurem, to był on najstarszym znanym ich przedstawicielem (i był starszy od konkurencji o ponad 10 mln lat!). Różne metody porównawcze sugerują różną pozycję systematyczną tego stworzenia. Niestety, prawdopodobnie trzeba tu użyć jednej z ulubionych odpowiedzi w paleontologii, mianowicie „Trzeba poczekać na dalsze odkrycia”. @Tiszka jakiś czas temu opisała tego dinozaura-niedinozaura znacznie dokładniej, zachęcam do czytania. Podobnie ma się sytuacja z mniej medialną Spondylosoma absconditum, w przypadku której większość paleontologów ją badających trzyma się twierdzenia, że fragmentaryczność szczątków (i ich stan) nie pozwala na ustalenie pokrewieństwa tego zwierzęcia.

Nyasasaurus parringtoni, autor: Mark Witton, http://www.markwitton.com

Nareszcie dinozaury. Zwyczajowo dzielimy dinozaury na gadzio- i ptasiomiedniczne (odpowiednio Saurischia i Ornithischia). Do tych pierwszych zaliczają się zauropody, np. diplodok oraz teropody, np. raptory, tyranozaur czy ptaki (tak, ptaki to dinozaury gadziomiedniczne). Do ptasiomiednicznych należy reszta, czyli tyreofory (stegozaury i ankylozaury), marginocefale (ceratopsy i pachycefalozaury) oraz ornitopody (np. popularne dinozaury kaczodziobe). Jednak w zeszłym roku w Nature pojawiła się praca napisana przez M. Barona i wspólników, która podważa tradycyjny podział. Dinozaury miałby dzielić się na Sauropodomorpha (zauropody i herrerazaury, które wcześniej były uznawane za teropody) oraz Ornithoscelida (teropody i ptasiomiedniczne). Debaty nad nowym drzewem rodowym trwają, jednak jest ono poparte całkiem silnymi dowodami. Jest to największa rewolucja w badaniach nad dinozaurami od naprawdę wielu lat.

Najstarsze dinozaury (które są bez wątpienia dinozaurami) pochodzą z Ameryki południowej. Interesujące nas gatunki to herrarazaur, eoraptor i eodromeus (wszystkie żyły ok. 232 mln lat temu) oraz panfagia i chromogizaur (231 mln lat), a także satyurnalia (233 mln lat) i pampadrom (230 mln lat). Dwa ostatnie dinozaury odnaleziono w Brazylii, pozostałe pochodzą z Argentyny. Herrerasaurus ischigualastensis był dużym dinozaurem (tzn. dużym jak na czasy, w których żył) – mógł osiągać nawet 6 m długości. Często można napotkać informację, że zwierzę to miało 3 do 4 m długości, jednak bierze się to z kopiowania nieaktualnych informacji. Herrerazaur był dominującym drapieżnikiem w swoim środowisku i jest to jedyny przykład, gdzie pierwsze dinozaury odniosły taki sukces. Bliskim krewnym H. ischigualastensis był Staurikosaurus pricei, który przekraczał 2 metry długości i był trochę starszy od większego kuzyna (jego szczątki datuje się na 233 mln lat, znaleziono je w tej samej formacji co saturnalię). Nieco młodszy (231 mln lat) jest inny herrerazaur, Sanjuansaurus gordilloi.

Herrerasaurus ischigualastensis, autor: Gabriel Ugueto, https://www.deviantart.com/kana-hebi

Eoraptor lunensis (ilustracja na dole) był dużo mniejszy. Zwyczajowo podaje się, że miał ok. metra długości, jednak pewne przesłanki sugerują, że mógł osiągać nawet 1,7 m. Wbrew temu, co często podają rozmaite źródła popularnonaukowe, to nie był on drapieżnikiem a wszystkożercą. Najprawdopodobniej był on prymitywnym zauropodomorfem (do tej grupy należą olbrzymie zauropody). Eoraptor miał wiele cech wspólnych z Pampadromaeus barberenai, Panphagia protos oraz Saturnalia tupiniquim. Ten ostatni już na pierwszy rzut oka przypominał zauropody. Jeszcze bardziej zaawansowane cechy miał Chromogisaurus novasi, jednak jego szczątki są bardzo niekompletne, więc niewiele wiadomo o budowie całego zwierzęcia.

Saturnalia tupiniquim, autor: Rodolfo Nogueira, http://rodolfonogueira.daportfolio.com/

Najstarszym znanym teropodem jest Eodromaeus murphi, który osiągał około 2 m długości. Znamy prawie kompletny szkielet tego gatunku, przez co jest dosyć dobrze poznany. Za życia był to szybki i zwinny biegacz o ciekawej budowie. Miał dobrze rozwinięte worki powietrzne, a jego czaszka była zadziwiająco mała. Najstarsze dinozaury ptasiomiędniczne pochodzą sprzed 200 mln lat (heterodontozaur i jego krewni). Możliwe, że Pisanosaurus mertii (żył około 230 mln lat temu) należał do tej grupy, jednak fragmentaryczność szczątków sprawia, że jego przynależność do dinozaurów jest dyskusyjna (możliwe, że był silezaurem). Często można znaleźć informację, że jednymi z pierwszych dinozaurów były celofyzy lub nawet plateozaury (jak miało to miejsce w „Wędrówkach z dinozaurami”) jednak były to już całkiem zaawansowane formy, które w dodatku żyły znacznie później, niż wymienione wyżej gatunki.

Eodromaeus murphi, autor: autor: Gabriel Ugueto, https://www.deviantart.com/kana-hebi

Ilustracja na dole przedstawia Eoraptor lunensis w opierzonej wersji, autor: Kirby

Kącik informacyjny:

Dałem się namówić i stworzyłem bloga oraz fanpage. Byłoby miło, gdyby ktoś polubił, ale nie zmuszam - 99% treści i tak będzie trafiać na mirko. Jedynie na blogu będę dodatkowo wklejał źródła, na których się opieram, by nie było, że sobie wszystko wymyślam (no i może ktoś się zaciekawi tematem, i będzie chciał wejść głębiej w temat). Na wypoku już daruje sobie wklejania wuchty linków.

Zachęcam również do śledzenia #paleoart (wpisy i obrazki) i #paleontologiaboners (same wpisy, jakby ktoś nie chce być spamowany paleoobrazkami). Czasem coś napisze w innych miejscach i później robie z tego znalezisko, a przecież nie będę wołał ludzi z listy do wykopywania ( ͡° ͜ʖ ͡°)

#paleoart #paleontologiaboners #paleontologia #ewolucja #biologia #ciekawostki #nauka #gruparatowaniapoziomu #dinozaury

Przejdź do wpisu

Dodany: 2018-05-06 12:24:49 | Ostatnio wołany: 2018-05-06 12:27:28


Errata

Nadszedł czas, żebym naprostował błędy i uzupełnił informację z kilku moich poprzednich wpisów. Chwile bilem się w myślach, czy wołać ludzi z listy (bo to nie jest pełnoprawny wpis), jednak nie mógłby nie naprostować swoich pomyłek (tym bardziej że przez to mógłbym wprowadzić kogoś w błąd). Zaczynam wyliczankę.

Ewolucja trąbowców - w akapicie zaczynającym się "Wracamy do głównej linii. Około 35 mln lat temu pojawił się..." błędnie przetłumaczyłem Mammut americanum na mamuta amerykańskiego. Oczywiście chodziło mi o mastodonta amerykańskiego. Mastodont to Mammut, a mamut to Mammuthus (tak by nie było za łatwo ;)). Co śmieszniejsze, sam wcześniej zwróciłem uwagę, że łacina może nas wprowadzić w błąd w tym wypadku.

Plejstoceńska megafauna: Ameryka południowa - w odpowiedzi na komentarz @6566 napisałem, że Arctotherium bonariense był masywniejszy niż Arctotherium angustidens. Tak naprawdę, to gatunki te były do siebie bardzo zbliżone, jeśli chodzi o rozmiary. Oszacowania masy często są stosowane do kilku gatunków z rodzaju Arctotherium.

Plejstoceńska megafauna: Europa/Azja - nie wspomniałem o gigantopiteku. Rodzaj Gigantopithecus zawiera trzy gatunki: G. blacki, G. bilaspurensis oraz G. giganteus. Tak jak wskazuje nazwa, była to olbrzymia małpa. Gigantopitek był bliskim krewnym dzisiejszych orangutanów i żył w południowowschodniej Azji. Największy (i najmłodszy) był Giganthopithecus blacki, który wyginął jakieś 100 tys. lat temu (czyli spotkał Homo erectus, człowieka wyprostowanego). Był roślinożercą (jadł między innymi owoce i pędy bambusa) i mógł osiągać nawet 3 m wzrostu (gdy stał na tylnych kończynach) i ważyć 550 - 600 kg (samce były dwa razy cięższe od samic). Niektórzy jednak kwestionują te rozmiary (znajdywane szczątki są raczej niekompletne). I tradycyjnie rekonstrukcja (autor: Roman Uchytel). Dodam jeszcze, że przedstawianie tego zwierzęcia w rudym futrze bierze się tylko i wyłącznie z podkreślenia pokrewieństwa z orangutanami i jest czystą fantazją. Akapit sponsorowany przez @Trajforce

Gady morskie - i znowu @Trajforce Trochę rozszerzam opis mozazaurów. Zwierzęta te miały podwójny staw w szczękach, przez co mogły połykać duże ofiary w całości (trochę tak, jak robią to dzisiejsze węże, jednak nie aż tak spektakularnie). Ponadto gady te w górnej szczęce, na podniebieniu, miały dodatkowe rzędy zębów (zdjęcie pochodzi z tej strony. Oprócz tego pisałem, że nie wiadomo nic o termoregulacji tych stworzeń, jednak Bernard Aurélien wraz z zespołem w swojej pracy przedstawia kilka dowodów na stałocieplność mozazaurów (link to tekstu dla ciekawskich). Ponadto możliwe, że znamy ubarwienie kilku wymarłych morskich stworzeń. Johan Lindgren wraz z zespołem (oryginalny tekst) dowodzi, że barwy mozazaura układały się w przeciwcień (ciemny grzbiet oraz jasny brzuch). Dziś wiele morskich stworzeń żyjących blisko powierzchni wody wygląda podobnie (np. długopłetwiec). Oprócz tego ichtiozaur (sławny rybojaszczur) był jednolicie ciemny, prawie czarny. Jednak pionier nad badaniami ubarwienia dinozaurów, Jakob Vinther, nie zgadza się z taką interpretacją (tekst).

Eksplozja kambryjska - napisałem, że trwała około 10 mln lat, a powinno byc 20-25 mln. Oczywiście pojawiły się wtedy trylobity (o których nie wiem czemu nie wspomniałem) i żyły wtedy archeocjaty (wymarła gromada gąbek, chociaz czasem podważa się tą przynalezność).

Fauna ediakarańska - pochopnie użyłem terminu morskich piór. Te nazwa wychodzi z użycia (właściwie dziś już prawie w ogóle się jej nie używa), głównie dlatego, że tym terminem określa się tez dzisiejsze piórówki (Pennatula). A te, mimo pewnych zewnętrznych podobieństw, niewiele mają wspólnego z Charniodiscus czy Chamia. Warto też zaznaczyć, że dzisiejsze gąbki oraz żebropławy można traktować jako pozostałości fauny ediakarańskiej (tzn. żyły obok stworzeń z pierwotnego wpisu, jednak nie były ich krewniakami), a całkiem prawdopodobne, że same gąbki są znacznie starsze (lecz twardych dowodów na to nie mamy). Ciekawy jest także rodzaj Kimberella (znane gatunki: K. quadrata oraz K. persii opisana w tym roku). Możliwe, że ten niepozorny zwierzak (autor; Nobu Tamura) był mięczakiem, a to by znaczyło, że pierwouste i wtórnouste musiały rozdzielić się jeszcze wcześniej. Ediakar to fascynujący okres, ale skrywa wiele tajemnic. Na koniec, w ramach ciekawostki, wspomnę jeszcze o Trichoplax adhaerens, czyli o jedynym gatunku należącym do płaskowców. Wygląda to tak (autor: Bernd Schierwater, samo zdjęcie wklejone z Wikipedii), i jeśli mamy na myśli naprawdę prymitywne zwierzęta, to jest to właśnie to. Organizm ten nie posiada żadnej symetrii, nie można wydzielić jego przodu czy tyłu, nie posiada komórek nerwowych ani organów wewnętrznych. Największe okazy dorastają do dwóch milimetra długości (przekątnej ?), zazwyczaj jednak nie przekraczają pól milimetra. T. adhaerens składa się tylko z trzech warstw komórek: dolną, wewnętrzną (mezoglea) i górną. Reakcje na bodźce są ograniczone i mają charakter chemiczny, a trawienie zachodzi zewnątrzkomórkowo (żywią się pierwotniakami i ewentualnie martwą materią organiczną).

To będzie tyle. Mam nadzieję, że już nie będę popełniał takich błędów. Jednak, jeśli się jakieś pojawią w przyszłości, to raz po raz będę tworzył takie posty jak ten. A i przy okazji zobaczyłem, jakie prymitywne były moje pierwsze wpisy.

zachęcam do obserwowania:
#paleoart - pod tym tagiem wrzucam wpisy i czasem dodaję jakies ładne obrazki z wymarłymi stworami
#paleontologiaboners - same wpisy, bez obrazków

Przejdź do wpisu

Dodany: 2018-04-22 14:13:02 | Ostatnio wołany: 2018-04-22 14:16:44



tl;dr: Przodkowie słoni wyglądali jak świnie, a kopalne trąbowce miały zadziwiające ciosy.

Dzisiaj żyją tylko trzy gatunki trąbowców (dla zdziwionych: indyjski, afrykański oraz skarłowaciały słoń leśny), jednak w przeszłości całkiem sporo ich biegało po świecie. W końcu mamut włochaty jest jednym z najsłynniejszych "paleontologicznych" stworzeń. Najbliższymi krewnymi słoni, którzy żyją dzisiaj, są manaty oraz góralki. Podejrzewam, że zwłaszcza ten drugi zdziwi kilka osób.

Jednym z najstarszych przodków słoni był Phosphatherium escuillei żyjący w północnej Afryce ponad 56 mln lat temu. Było to niewielki zwierzę, przynajmniej jak na trąbowca, osiągało około 60 cm długości. Zwierzę to nie posiadało jeszcze trąby (rekonstrukcja Vladimira Nikolova), najprawdopodobniej wiodło ziemnowodny tryb życia, a pewne przesłanki (głównie budowa zębów) sugerują, że przynajmniej okazjonalnie mogło być wszystkożerne. Oprócz linii prowadzącej do współczesnych słoni fosfaterium (bo tak brzmi polska nazwa tego pradziada słoni) dało początek kilku innym trąbowcom. Dobrym przykładem jest Moeritherium lyonsi żyjący ponad 35 mln lat temu. W swoich czasach był to już gatunek raczej reliktowy (tzn. trąbowce "głównego nurtu" były już bardziej zaawansowane). Ssak ten był wielkości dużej świni i zapewne odżywiał się roślinnością wodną, a tym samym, podobnie jak przodkowie, był związany ze środowiskiem wodnym. M. lyonsi miał już duże zęby (jeszcze niesłoniowe ciosy) jednak nie posiadał trąby (najwyżej coś znacznie mniej imponującego niż dzisiejsze tapiry). A skąd wiadomo, że dane zwierze miało trąbę? Otóż taka masa mięśni, nerwów i żył pozostawia ślady na czaszce. Co prawda nie da się na tej podstawie dokładnie określić kształtu i rozmiaru owej struktury, ale daje to jakiś pogląd. Z uszami jest trudniej (chociaż i tu można zauważyć pewne przesłanki) i wiele wymarłych trąbowców artyści przedstawiają z dużymi uszami, by bardziej przypominały dzisiejsze słonie. Tu całkiem ładna rekonstrukcja Moeritherium autorstwa Shu-yu Hsu, a tu bardziej rozpowszechniona (z serialu BBC "Wędrówki z bestiami" i niestety mniej oddająca stan naszej wiedzy o tym zwierzęciu.

Deinotheriidae (dosłownie straszne bestie) dosyć wcześnie oddzieliły się od innych trąbowców (około 40 mln lat temu) i stworzenia z tej rodziny można było spotkać jeszcze 500 tys. lat temu w Afryce (czyli napotykały przodków dzisiejszych ludzi). Najbardziej znanym rodzajem (od którego nazwę wzięła cała rodzina) jest Deinotherium. Zwierzęta te miały bardzo charakterystyczną czaszkę (zdjęcie z Muzeum Uniwersytetu Oksfordzkiego). Oprócz umiejscowienia ciosów w oczy rzuca się spora kość nosowa - trąba tego zwierzęcia była gruba i stosunkowo krótka. Jednym z późniejszych, i zarazem najbardziej okazałym gatunkiem był Deinotherium giganteum, który osiągał 5 m wysokości w kłębie i mógł ważyć ponad 12 ton (tym samym walczy z mamutem kolumbijskim o drugie miejsce na podium największych lądowych ssaków, liderem jest kuzyn nosorożców Paraceratherium). Rekonstrukcja autorstwa Romana Yevseyeva całkiem realistyczna, bo zazwyczaj zwierzę to przedstawia się ze zbyt małą głową (o złym kształcie) i zbyt długą trąbą.

Wracamy do głównej linii. Około 35 mln lat temu pojawił się (już całkiem słoniowy) Palaeomastodon beadnelli. Stworzenie to ważyło ok. 2 - 2,5 tony i miało trochę ponad 2 m wysokości w kłębie. Czaszka ukradziona z Wikipedii posiada cztery ciosy: krótkie, lecz w miarę "tradycyjne" górne oraz łopatowata dolne, wyrastające z żuchwy (i tradycyjnie rekonstrukcja Vladimira Nikolova). I by nie było za łatwo, to mniej więcej tutaj trąbowce znowu rozdzieliły się na kilka linii. Najbardziej znana są mastodonty (po łacinie Mammut, by nie było za łatwo). Zwierzęta te miały krótsze nogi i dłuższe tułowia niż dzisiejsze słonie. Większość tych zwierząt była niewielka (oczywiście w porównaniu do dzisiejszych słoni), ale np. taki Zygolophodon borsoni mógł osiągać prawie 4 m wysokości w kłębie, a jego ciosy dorastały do blisko 5 m i tym samym były to najdłuższe ciosy spośród wszystkich trąbowców. I oczywiście rekonstrukcja tego gościa. Najsłynniejszym przedstawicielem tej gałęzi był mamut amerykański (Mammut americanum), który był nieco mniejszy od dzisiejszego słonia indyjskiego i żył jeszcze około 10 tys. lat temu. Zęby mastodontów znacznie różniły się od zębów słoni, które to żywią się znacznie twardszym pokarmem niż ich wymarli krewni. Zdjęcie z tej strony, przedstawiające ząb mastodonta (z lewej) i mamuta, oraz dla porównania zęby współczesnego słonia (zdjęcie z "The Guardian"). Jeszcze z wiki wklejam porównanie mastodonta i mamuta: klik.

Kolejną boczną linią były gomfotery (Gomphotheriidae). Zwierzęta te miały charakterystyczne szczęki: rozwinęły rozwiązania Palaeomastodon i ich ciosy z żuchwy znacznie się rozwinęły. Najstarszym przedstawicielem jest Phiomia serridens żyjący ponad 30 mln lat temu (rekonstrukcja Nabu Tamury). Młodszy i większy jest Gomphotherium productum , którego to żuchwa była znacznie większa niż górna szczęka (zdjęcie poglądowe z wiki). Prawdopodobnie trąba tych zwierząt była dosyć krótka i jednocześnie niezwykle szeroka. Najbardziej wyspecjalizowanym gatunkiem był Platybelodon grangeri (oraz kilka innych platybelodontów), o którym już pisał na mirko @piotrass007 Prawdopodobnie blisko spokrewnionymi z gomfoterami był Cuvieronius hyodon, który już znacznie bardziej przypominał współczesne słonie. Trąbowiec ten pojawił się ok. 5 mln lat temu posiadał nietypowe ciosy - były skręcone spiralnie wokół własnej osi. Joaquin Eng Ponce stworzył taki obraz tego zwierzęcia.

Gdzieś po drodze do współczesnych słoni pojawiły się stegodonty. Zwierzęta te potrafiły osiągać całkiem spore rozmiar, np. Stegodon zdanskyi (rekonstrukcja) mógł ważyć nawet 10 ton. Charakterystyczne dla stegodontów były ciosy umieszczone bardzo blisko siebie - na tyle blisko, że między nimi nie mieściła się trąba (stąd jej pozycja na obrazku). Najmłodszym przedstawicielem tego rodzaju był skarłowaciały Stegodon aurorae, który to żył jeszcze 12 tys. lat temu (istnieją młodsze szczątki, ale ich wiek jest podważany) na wyspie Flores. Jeżeli kojarzycie tę nazwę, to właśnie tam odkryto słynnego hobbita, czyli skarłowaciały gatunek człowieka Homo floresiensis (o ile to ważny takson, bo trwają tu spory), który najprawdopodobniej polował na S. aurorae. Bliskim krewnym dzisiejszych słoni był Stegotetrabelodon syrticus, który pojawił się w Afryce 10 mln lat temu i chodził po Ziemi kolejne 5 mln. Zwierzę to miało dodatkową parę ciosów wyrastających z podbródka - ilustracja autorstwa Stevena Thompsona.

Pewnie większość z mirków i mirabelek zastanawia się co z mamutami. Właśnie przyszła na nie pora. Około 5 mln lat temu trąbowce rozdzieliły się na dwie linie: jedna prowadzi do dzisiejszego słonia afrykańskiego (i słonia leśnego), a druga do mamutów i słonia indyjskiego. Tak, słoń indyjski jest bliżej spokrewniony z mamutami niż ze swoim afrykańskim kuzynem. Dzisiejsze słonie pominę. Najpopularniejszym z mamutów jest niewątpliwie mamut włochaty (Mammuthus primigenius), którego kojarzy niemal każdy. I wbrew temu, jak zazwyczaj jest przedstawiany, to był nieznacznie mniejszy od dzisiejszych słoni afrykańskich. Największym znanym mamutem jest mamut kolumbijski (Mammuthus columbi), który przekraczał wagę 10 ton. Zwierzę to nie było tak kudłate, jak jego bardziej znany krewniak (ilustracja Mauricio Antona). Ostatnim żyjącym mamutem był ukrywający się na wyspach nieopodal Kalifornii mamut karłowaty (Mammuthus exilis), który żył jeszcze 10 - 11 tys. lat temu. Porównanie rozmiarów kilku gatunków mamutów wzięte z Wikipedii.

Oczywiście nie opisałem wszystkich znanych kopalnych trąbowców, starałem się wybrać te najciekawsze. Zamieszczam także drzewo genealogiczne słoni, by łatwiej można było się połapać w tym, co opisuję. Nie zawiera ono wszystkich zwierząt, które wymieniłem oraz różni się trochę w szczegółach od mojego tekstu (czasem pewne sprawy są niepewne + starałem się opierać na zdaniu większości oraz na najświeższych analizach, a obrazek ten ma już kilka lat). Niestety nie znalazłem autora. Jakby ktoś chciał poczytać coś twardszego o wymarłych trąbowcach, to polecam artykuł na Acta Polonica Palaeontologica (po angielsku). Ilustracja na dole przedstawia mamuty włochate i jest autorstwa Balazsa Petheo.

#paleoart #paleontologiaboners #paleontologia #ewolucja #biologia #ciekawostki #nauka #gruparatowaniapoziomu

Poprzednie wpisy:
Megafauna plejstocenu:
- Ameryka Północna
- Ameryka Południowa
- Australia
- Europa/Azja
Jak rosły dinozaury
Dlaczego dinozaury były tak duże?
Dlaczego kiedyś zwierzęta były większe?
Ewolucja waleni
Pterozaury
Gady morskie
Kopalne krokodyle
Eksplozja kambryjska
Pierwsze wielokomórkowce na świecie
Rekonstrukcja iguanodona

Przejdź do wpisu

Dodany: 2018-03-25 14:04:45 | Ostatnio wołany: 2018-03-25 14:05:09



Dzisiaj kilka gadów prowadzi wodny (lub ziemno-wodny) tryb dzisiaj. Mamy krokodyle, żółwie oraz węże (np. Hydrophis cyanocinctus ma coś w rodzaju płetwy na ogonie) i niektóre jaszczurki (w bardzo szerokim znaczeniu tego słowa) - najsłynniejszy; bo morski, a nie słodkowodny; jest legwan z Galapagos. Gdy zajdzie taka potrzeba, to większość gadów żyjących dzisiaj potrafi przepłynąć te kilka metrów.

Najstarszym znanym wodnym "gadem"* jest protorozaur (autor: Nabu Tamura). Protorosaurus speneri był rybożerny, dorastał do około 2 m długości i żył 260-250 mln lat temu (czyli był nieco starszy od pierwszych dinozaurów). Jego młodszym krewnym był trzy razy dłuższy Tanystropheus longobardicus o niecodziennej anatomii(autor: Mark Witton). Często jeszcze można znaleźć informację, że zwierzę to prowadziło tryb życia wodny (lub wodno-lądowy) jednak nie jest to prawdą. Tanystrof żył w pobliżu wody, polował trochę jak czaple (tzn. stojąc na brzegu/w płytkiej wodzie czatował na ryby i głowonogi) i miał silnie umięśnione tylne kończyny, co pomagało zachować mu równowagę.

W triasie żyły fitozaury. Zwierzęta te przypominały z wyglądu dzisiejsze krokodyle i prowadziły podobny do nich tryb życia. Jednak to podobieństwo nie bierze się z pokrewieństwa, a z konwergencji (czyli z powstawania podobnych cech u różnych zwierząt, np. ryby i delfiny mają podobny kształt ciała, poruszają się za pomocą płetwy ogonowej i stabilizują swoją pozycję za pomocą płetw piersiowych, gdyż cechy te były premiowane w środowisku, w którym żyją). To, co od razu rzuca się w oczy, to umieszczenie otworów nosowych u opisywanych zwierząt - w odróżnieniu od krokodyli fitozaury miały nozdrza wysoko na czaszce (u późniejszych gatunków otwory nosowe znajdywały się na czole, między oczami). Tu (fot. autorstwa Jamesa St. Johna) czaszka gatunku Machaeroprosopus andersoni. Były to całkiem spore zwierzęta, największe, jak np. Redondasaurus gregorii mogły osiągać nawet 12 m długości. Ilustracja autorstwa Edyty Felcyn/Apsaravis przedstawia redondazaura, który zaskoczył dwa celofyzy, wczesne dinozaury.

Kilka milionów lat później niż fitozaury pojawiły się (i podobnie jak one wymarły ok. 200 mln lat temu) plakodonty. Zwierzęta te miały kilka adaptacji podobne do tych, które mają dzisiejsze żółwie. Owe gady osiągały zazwyczaj 1-3 m długości. Placodus gigas był prymitywnym plakodontem (rekonstrukcja Dana Varnera) jednak już przejawiał typową budowę zębów dla swojego rządu. Powszechnie uważa się, że zęby te służyły do kruszenia skorup małż, skorupiaków i głowonogów. Jednak czasem pojawiają się głosy o roślinożerności tego zwierzęcia (np. praca Cajusa G. Diedricha - tekst dla ambitnych (( ͡º ͜ʖ͡º)), ale są to w sumie pojedyncze przypadki. Czaszka Placochelys placodonta jest dobrym przykładem umieszczenia i kształtu tych słynnych zębów (nazwa plakodont oznacza coś o płaskich zębach). Całe zwierzę wyglądało tak (autor: Péterdi Bálint), i dobrze widzicie, że posiadało coś na kształt żółwiej skorupy. Ciekawie wyglądał też (autor: James Kuether) Henodus chelyops. Dodam jeszcze, że przynajmniej niektóre plakodonty miały całkiem dobrze rozwinięte oko ciemieniowe. Kiedyś taki twór był całkiem popularny, dziś występuje rzadko, np. u hatterii.

Teraz przedstawię kilka ciekawszych form. Najbardziej przystosowane do życia w wodzie były ichtiozaury (dosłownie rybojaszczury). Stworzenia te były żyworodne (eksponat z Muzeum Historii Naturalnej w Londynie), więc nie musiały wychodzić na ląd, by złożyć jaja (jak np. robią to współczesne żółwie morskie). Zwierzęta te pojawiły się we wczesnym triasie i wyginęły mniej więcej w połowie kredy, jakieś 90 mln lat temu. Nie doczekały schyłku ery dinozaurów, wymarły najprawdopodobniej przez zmiany w morskich ekosystemach (które to były dość gwałtowne i są całkiem dobrze udokumentowane). Wczesne ichtiozaury były już zwierzętami dobrze przystosowanymi do wodnego trybu życia, nt taki Utatsusaurus hataii. Pochodzenie rybojaszczurów nie jest pewne - kiedyś łączone je z notozaurami (Nothosaurus gigas autorstwa Rafaela Albo) i/lub z rządem hupehsuchia (Hupehsuchus nanchangensis autorstwa Nabu Tamury) jednak wszelkie podobieństwa są tu wizualne, a nie wywodzące się z pokrewieństwa. Późniejsze formy ichtiozaurów były coraz to lepszymi pływakami. Ciekawym przykładem jest Eurhinosaurus longirostris (foto z niemieckiego Urweltmuseum Hauff), który to najprawdopodobniej był szybszym pływakiem niż jakiekolwiek dzisiejsze delfiny (budową ciała bardziej przypomina dzisiejsze szybko pływające ryby, jak miecznik [a właściwie włócznik] niż morskie ssaki). Największym znanym ichtiozaurem był Shastasaurus sikanniensis, który to przekraczał 20 m długości (rekonstrukcja autorstwa José Vitora E. da Silvy).

Kolejną grupą wodnych gadów były plezjozaury. Żyły przez niemal cały mezozoik, czyli razem z nieptasimi dinozaurami. Ich przodkami, całkiem blisko spokrewnionymi z wyżej wymienionymi notozaurami, były pistozaury (wyobrażenie Pistosaurus longaevus niezastapionego Nabu Tamury). Same plezjozaury były najpewniej żyworodne (istnieją przesłanki, że przynajmniej niektóre gatunki rodziły pojedyncze, całkiem spore młode). Zwierzęta te dzieliły się na dwie główne linie: długoszyie plezjozaury właściwe i krótkoszyie pilozaury (chociaż ten podział jest umowny, tzn. czasem się nie sprawdza odnośnie pokrewieństwa). Pierwsze z nich żywiły się drobną zdobyczą, jednak różne gatunki miały różne strategie polowania (w grę wchodziły zarówno małe ryby, jak i głowonogi, a także skorupiaki/małże/rozmaite żyjątka wygrzebywane z dna morskiego). Najsłynniejszym (i pierwszym odkrytym) gatunkiem był jurajski Plesiosaurus dolichodeirus. Zwierzę to osiągało maksymalnie 5 m długości, a wyglądało mniej więcej tak (autor: Andrey Atuchin) - zwracam uwagę na niewielką płetwę na ogonie: jest to całkiem świeże odkrycie, prawdopodobnie pomagała zachować równowagę pod wodą. Ewolucja doprowadziła do niektórych ekstremalnych form jak np. Elasmosaurus platyurus (szkielet znajdujący się w Rocky Mountain Dinosaur Resource Center w USA). Szyja tego "gada" była dłuższa niż reszta ciała i składała się z grubo ponad pięćdziesięciu kręgów (żyrafy mają ich tylko siedem).

Pilozaury to krótkoszyie drapieżniki o masywnych czaszkach. Polowały na grubą zwierzynę. Chyba najsłynniejszym ich przedstawicielem był liopleurodon (autor: Dmitry Bogdanov), czyli Liopleurodon ferox. Stworzenie to było ukazane w "Wędrówkach z dinozaurami", jednak jego rozmiar został tam sporo przeszacowany - osiągało ok. 7 m długości, co nie jest zbyt imponujące w porównaniu z serialowymi ponad dwudziestometrowymi potworami. Największym gatunkiem był Pliosaurus funkei (czasem nazywany Predatorem X). Drapieżnik ten mierzył 11-13 metrów (autor: Robinson Kunz), a sama jego czaszka miała 2,5 m długości. Rodzina leptocleididae, pomimo krótkiej szyi, była bliżej spokrewniona z długoszyimi plezjozaurami niż z pilozaurami. Zwierzęta te prawdopodobnie zajęły niszę (lub część niszy) pozostawionej przez ichtiozaury. Leptocleidus capensis jest typowym przedstawicielem tej linii, wyglądał mniej więcej tak (autor: Dmitry Bogdanov).

Ostatnią grupą morskich jaszczurów były mozazaury. Zwierzęta te były właściwie jaszczurkami, całkiem blisko spokrewnionymi z dzisiejszymi waranami. Żyły pod koniec kredy (schyłek panowania dinozaurów) i niestety nie są najlepiej poznaną grupa morskich gadów. W przeciwieństwie do ichtiozaurów i plezjozaurów (które to potrafiły utrzymać temperaturę ciała niezależnie od otoczenia) nie jesteśmy w stanie stwierdzić o endo- lub egzotermiczności tych zwierząt. Jednak prawie na pewno były żyworodne (lub jajożyworodne - młode wykluwa się z jaja jeszcze w ciele samicy). Pod względem wielkości mozazaury były zróznicowane - najmniejsze miały trochę ponad metr, największe kilkanaście m długości. Największy był Mosasaurus hoffmani (https://orig00.deviantart.net/aa77/f/2011/305/0/5/mosasaurus_hoffmani_by_olorotitan-d4esmfm.jpg Andreya Atuchina), który przekraczał 13 m, a najprawdopodobniej mógł osiągnąć 17-18 m, mierząc od czubka pyska do końca ogona. To zwierzę pływało w basenie w Jurassic World (jednak zostało w tym filmie powiększone dwukrotnie) i raczej nie wyskakiwał z wody, by łapać dinozaury. Żywił się wszelakimi morskimi stworzeniami, głównie dużymi rybami i amonitami (zdjęcie Gunnara Riesa), a także możliwe, że był kanibalem.

Uf, nareszcie koniec. Mam nadzieję, że kolejny wpis będzie krótszy, ale nic nie obiecuję.

*Czasem dostaję pytania na priv, dlaczego używam takich pojęć jak gady, ryby czy płazy w nawiasach. Bierze się to stąd, że u dzisiejszych stworzeń się to całkiem dobrze sprawdza. Jednak, gdy spojrzymy na materiał kopalny, to zaczyna się to sypać, np. gdyby zachować szkolny podział na gady, ssaki itd. to każdy człowiek jest zarówno ssakiem, jak i gadem, a nawet rybą. I wychodzą inne kwiatki, np. krokodyle (aligatory, kajmany itd.) są znacznie bliżej spokrewnione z ptakami niż jaszczurkami. Tak w ogóle to zachęcam do zadawania pytań, czy to pod wpisem, czy to w wiadomości prywatnej. No i oczywiście nie jestem alfą i omegą, więc śmiało mnie naprostujcie, gdy znajdziecie jakiś błąd.

Ilustracja poniżej przedstawia Attenborosaurus conybeari i jest autorstwa Marka Wittona.

#paleoart #paleontologiaboners #paleontologia #ewolucja #biologia #ciekawostki #nauka #gruparatowaniapoziomu

Poprzednie wpisy:
Megafauna plejstocenu:
- Ameryka Północna
- Ameryka Południowa
- Australia
- Europa/Azja
Jak rosły dinozaury
Dlaczego dinozaury były tak duże?
Dlaczego kiedyś zwierzęta były większe?
Ewolucja waleni.
Pterozaury
Kopalne krokodyle
Eksplozja kambryjska
Pierwsze wielokomórkowce na świecie
Rekonstrukcja iguanodona

Przejdź do wpisu

Dodany: 2018-03-17 14:11:03 | Ostatnio wołany: 2018-03-17 14:13:51



tl;dr: dawno temu krokodyle miały dziwne pyski.

Niedawno na mirko (lub na głównej) rzucił mi się w oczy termin "żywa skamieniałość". Termin ten często jest nadużywany, a jeszcze częściej źle rozumiany. Zazwyczaj stosuje się go w odniesieniu do gatunków, które żyją dzisiaj, a były uznawane za wymarłe od milionów lat. Tylko, że takie coś nigdy nie miało miejsca. Najsłynniejszym przykładem jest latimeria, która to była uważana za wymarłą od ponad 65 mln lat, puki w poprzednim wieku nie znaleziono kilku okazów. Jednak nie jest to prawdą. Współczesne latimerie bardzo przypominają wymarłe okazy, jednak nie są to niezmienne formy, a tym bardziej te same gatunki. Wspomniane ryby w wielu kwestiach różnią się od gatunków kopalnych, jednak nadal je przypominają (i/lub posiadają pewne cechy występujące u nich). W żadnym wypadku nie można mówić tutaj o zatrzymaniu procesu ewolucji.

By można było użyć terminu żywej skamieniałości, potrzebna jest też przerwa w zapisie kopalnym. Zostając przy latimerii (oczywiście używam tej nazwy skrótowo, w domyśle mając cały rząd coelacanthiformes): najstarsze znane skamieniałości mają około 400 mln lat, najmłodsze 65 i nie mamy nic po drodze do dzisiejszych zwierząt. Takie "dziury" nie są niczym dziwnym, w końcu bardzo trudno o to, by proces fosylizacji (skamienienia) zakończył się pomyślnie. I bardzo rzadko skamieniałości zachowują się do naszych czasów, w końcu to całkiem delikatne twory. No i jeszcze trzeba szczęśliwie je znaleźć. Bliskim pojęciem do żywej skamieniałości jest efekt łazarza, o którym @Tiszka napisała całkiem fajny tekst (bez urazy, ale z uczciwości zaznaczę, że mógłbym się przyczepić do kilku szczegółów).

Krokodyle są dobrym przykładem, które od milionów lat się nie zmieniły, a jednak zmieniły się sporo. Krokodylomorfy (pojęcie nieco szersze, niż krokodyle) na przestrzeni lat prezentowały całkiem sporą różnorodność kształtów, rozmiarów, zasiedlanego środowiska oraz strategii odżywiania. Do dziś przetrwał tylko jeden plan budowy (i z grubsza tylko jedna strategia życia) prezentowany właśnie przez krokodyle, i to właśnie one osiągnęły największy sukces. Poniżej przedstawię kilka co dziwniejszych, z dzisiejszego punktu widzenia, gatunków. I jeszcze jedno - nie przedstawię tutaj kierunku ewolucji prowadzącej do współczesnych krokodyli (jak to zrobiłem we wpisie o wielorybach), lecz przedstawię kilka co ciekawszych form kopalnych. Większość z nich nie ma potomków żyjących dzisiaj, jednak fajnie ukazuje zawiłości ewolucyjne krokodylomorfów.

Wczesnojurajski Protosuchus richardsoni był jednym z najstarszych przodków krokodyli. Zwierzę to osiągało około metra długości i było dobrym biegaczem. Całkiem długie nogi (i ich bardziej pionowa pozycja) sugerują, że protozuch (autorka: Heather Luterman) był stworzeniem lądowym, które niezbyt przypominało trybem życia współczesne krokodyle. Zresztą to nie jedyny lądowy krokodyl. Nieco starszy, bo późnotriasowy, i nieco większy Hesperosuchus agilis był przynajmniej częściowo gatunkiem dwunożnym (autor: Jaime A. Headden). Tak samo poruszał się żyjący mniej więcej w tym samym miejscu i czasie Carnufex carolinensis. Ten jednak był całkiem sporym zwierzęciem (autor: Andy Pfenninger) - osiągał 3 m długości, choć możliwe, że to nie były jego maksymalne rozmiary. Znacznie późniejszym (~ 45 mln lat temu, czyli długo po dinozaurach) Boverisuchus magnifrons polował na przodków koni (autor: John Sibbick). Dodam jeszcze, że dzisiejsze krokodyle potrafią całkiem sprawnie chodzić po suchym lądzie i pokonywać przeszkody, a czasem potrafią całkiem szybko biegać (chociaż technika ruchu różni się znacząco od długonogich gatunków).

Notosuchia to kład zawierający kilka ciekawych gatunków. Armadillosuchus arrudai, jak nazwa wskazuje, wyglądał jak skrzyżowanie krokodyla z pancernikiem. Pakasuchus kapilimai był heterodontem (miał zróżnicowaną budowę zębów) i prawdopodobnie potrafił przeżuwać, a to naprawdę duża sprawa dla gadów. Ciekawe uzębienie (autor: Jaime A. Headden) posiadał Yacarerani boliviensis, a Anatosuchus minor miał charakterystyczny kształt pyska (autorka: Ceri Thomas/Nix Draws Stuff). Bardzo ciekawą budowę miał Simosuchus clarki. Ten niewielki gatunek (ok. 75 cm długości) był roślinożerny (!), bardzo słabo pływał (o ile w ogóle to potrafił) oraz całkiem możliwe, że mógł kopać nory.

Kaprosuchus saharicus był posiadaczem imponującego uzębienia - tu pisał o nim @Trajforce (zaznaczę tylko, że znamy tylko czaszkę zwierzęcia - długie kończyny to fantazja bezmyślnie kopiowana z jednej z ilustracji Todda Marshalla). Gnatusuchus pebasensis był kajmanem żyjącym kilkanaście milionów lat temu i był właścicielem szczęk (Kevin Montalban-Rivera i Aldo Benites-Palomino) przystosowanych do miażdżenia skorup małż. Stomatosuchus inermis był dużym gatunkiem (około 10 m długości) z ciekawą budową czaszki (autor: Pedro Andrade), która była silnie spłaszczona w osi pionowej, jednak niezwykle szeroka i długa. Zwierzę to miało drobne zęby i możliwe, że coś w rodzaju worka skórnego podobnie jak pelikany. Niestety, szczątki tego stworzenia zostały zniszczone podczas II wojny światowej, więc zwyczajnie nie ma czego badać.

Metriorhynchidae to ciekawa i silnie wyspecjalizowana rodzina krokodylomorfów. Wystarczy spojrzeć na Metriorhynchus superciliosus (rysunek autorstwa Petera Montgomery'ego) lub Dakosaurus andiniensis (rysunek autorstwa Gabriela Ugueto). Były to zwierzęta pełnomorskie (chociaż nie znaleziono ich jaj/embrionów, więc istnieje cień szansy, że wypełzały na ląd, by złożyć jaja), które posiadały pionową płetwę na ogonie, same kończyny również były przekształcone w płetwy, a kręgosłup był znacznie bardziej giętki, a łuski drobniejsze, niż ma to miejsce u współczesnych krokodyli. Przynajmniej u niektórych gatunków jesteśmy w stanie stwierdzić występowanie gruczołów solnych będących przystosowaniem do życia w morzach i oceanach.

Na koniec zostawiłem największe z krokodyli. No bo każdy lubi duże potwory ( ͡º ͜ʖ͡º) Deinosuchus rugosus żył w późnej kredzie i zauważalnie przekraczał 10 m długości. Był dość podobny do dzisiejszych krokodyli i aligatorów, a jego mocna czaszka wskazuje na to, że mógł polować na dinozaury. Starszy (~110 mln lat temu) Sarcosuchus imperator wyglądał tak (ryba na obrazku to Mawsonia gigas i dorastała do 6 m długości, autor: Zubin Erik Dutta) i jest całkiem popularnym gatunkiem, który często jest ukazywany w popularnonaukowych filmach i książkach. I wbrew temu, co tam pokazują, nie polował on na największe z dinozaurów. Czaszka młodych osobników przypominała czaszki gawiali co sugeruje rybożerność. Dorosłe osobniki miały znacznie masywniejsze szczęki, jednak nadal były one stosunkowo wąskie i długie. Prawdopodobnie sarkozuch polował na dinozaury średniej wielkości (tzn. 5-6 metrowe ofiary nadal robią wrażenie) jednak żywił się także rybami, które potrafiły być naprawdę spore w środowisku, w którym żył. Największym znanym krokodylem był Purussaurus brasiliensis, który żył w Amazonii jakieś 15 (20?) do 7 mln lat temu. Ten kajman miał masywną czaszkę i dorastał nawet do 12 metrów, co czyni go jednym z największych zwierząt swoich czasów. Jorge Antonio Gonzalez tak zrekonstruował to zwierzę.

Poniżej zdjęcie autorstwa Mike'a Hettwera, które przedstawia czaszkę Kaprosuchus saharicus.

#paleoart #paleontologiaboners #paleontologia #ewolucja #biologia #ciekawostki #nauka #gruparatowaniapoziomu

Poprzednie wpisy:
Megafauna plejstocenu:
- Ameryka Północna
- Ameryka Południowa
- Australia
- Europa/Azja
Jak rosły dinozaury
Dlaczego dinozaury były tak duże?
Dlaczego kiedyś zwierzęta były większe?
Ewolucja waleni.
Pterozaury
Eksplozja kambryjska
Pierwsze wielokomórkowce na świecie
Rekonstrukcja iguanodona

Przejdź do wpisu
Założona przez:

Prekambr

Osób na liście: 223
Wołań: 11
Trylobity, dinozaury i mamuty.

Kategoria: Nauka i newsy

Ostatnie wydarzenia (zobacz wszystkie)


2019-11-16 12:59:55
@Kkk15 dołączył do listy


2019-11-16 12:57:30
@Prekambr zawołał do wpisu


2019-05-17 22:56:08
@Qbasa dołączył do listy


2019-01-24 05:37:08
@Prekambr zawołał do wpisu


2018-12-23 11:14:03
@Block3r dołączył do listy


2018-12-23 07:49:31
@Prekambr zawołał do wpisu


2018-11-27 10:41:25
@eggwith_spam dołączył do listy


2018-11-27 05:51:38
@Prekambr zawołał do wpisu


2018-10-07 12:27:00
@ParanoidBumblebee opuścił listę


2018-10-01 06:28:16
@Prekambr zawołał do wpisu